Mini blog Jurka Owsiaka

styczeń (ilość wpisów: 3)
28-01-2010   9:41

Poniższy tekst ukazał się w czwartkowym (28 stycznia 2009 r.) wydaniu  dziennika "Rzeczpospolita".

 

Kiedy o dwunastej w nocy z 10 na 11-go stycznia zakończyliśmy w Telewizji Polskiej kolejny, XVIII Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, wszyscy zmęczeni, ale pełni radości podziękowaliśmy sobie za ten szczególny dzień. Jak co roku mieliśmy lekkiego pietra, czy naród będzie z nami grał. Jak co roku dziennikarze i – podkreślam  to – tylko dziennikarze, zadawali nam uporczywie jedno pytanie: czy będzie rekord? Czy zbierzemy więcej niż rok temu? A my cierpliwie i spokojnie tłumaczyliśmy – nie chodzi o rekordy, nie chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze. Chodzi o to, że setki tysięcy, miliony ludzi są razem z nami, razem ze sobą. Dzięki Finałowi Polacy jednoczą się w dalekiej Kanadzie, w ciepłej Kalifornii, w zimnym Nowym Jorku, w 15 miejscach w Wielkiej Brytanii, na Antypodach czy w ciepłych Atenach. Pretekstem jest Finał Orkiestry.

 

Krzysztof Świątek w poniedziałkowej Rzeczpospolitej swój artykuł zatytułował „Święto serca czy pieniądza”. Panie Krzysztofie, odpowiadam – serca! Pan natomiast uważa, że jest to święto wyłącznie pieniądza i wykłada Pan swoje tezy w artykule. Moja odpowiedź na to zamyka się w stwierdzeniu „Jeszcze raz pragnę udowodnić, że nie jestem wielbłądem”.

 

Zacznijmy od początku. Fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy od osiemnastu lat wszystkie pieniądze zabrane w ramach zbiórki publicznej, zwanej popularnie „Finałem WOŚP”, wydaje wyłącznie na zakup sprzętu medycznego dla polskich szpitali. Gdyby postępowanie Fundacji było inne, nie spełniłaby ona warunków szczegółowo określonych przez Ministra Spraw Wewnętrznych, które mówią o sposobie wydawania zebranych przez Fundację pieniędzy. Najprościej mówiąc – gdybyśmy całości kwoty zebranej w zbiórce publicznej w dniu Finału nie wydawali wyłącznie na sprzęt medyczny, nigdy nie otrzymalibyśmy zgody od Ministerstwa na kolejny Finał.

 

Panie Krzysztofie, przytacza Pan fragmenty bilansu opublikowanego na stronie internetowej Fundacji. Jego czytanie (dokument ten liczy sobie 83 strony) wymaga nie tylko umiejętności rozumienia dokumentu księgowego, ale także poprawnego jego odczytania. Same fragmenty tego dokumentu w żadnym wypadku nie oddają sytuacji rzeczywistej!

 

I tak – Przystanek Woodstock finansowany jest wyłącznie z pieniędzy „pozafinałowych”, które Fundacja pozyskuje na ten cel m.in. od sponsorów. W 2009 roku byli to między innymi marka Lech Premium i serwis Allegro.pl. W swoim artykule stara się Pan udowodnić, że kwota określająca koszt Przystanku jest „zabierana” z pieniędzy pozyskanych na sprzęt medyczny. Jest to nieprawda! Wystarczyło przeczytać to w bilansie albo – co jest o wiele prostsze, bo korzysta z tego sposobu bardzo wiele osób prywatnych i dziennikarzy profesjonalistów – zadzwonić do Fundacji. Zdecydowanie nietrafionym argumentem jest przytaczanie anonimowych opinii przeczytanych w Internecie, które budują niechęć do Fundacji w oparciu na absolutnie fałszywym przekazie. Pan ten przekaz powielił i jest to niegodziwe.

 

Musi Pań wiedzieć, że znalezienie sponsorów tego wydarzenia nie jest łatwe. Ale jaki jest jego rezultat! Tylko w zeszłym roku w festiwalu wzięło udział 460 000 osób, a wiele z nich honorowo oddało krew. Dzięki temu zebraliśmy 2357 litrów krwi, która już następnego dnia ratowała życie. Czy w tym kontekście ten festiwal wg Pana jest za drogi? Bo już wyjaśniłem, skąd są na to pieniądze.

 

Wymienia Pan ludzi, których zatrudnia Fundacja. Na powierzchni 500 m2 pracuje 25 osób. To m.in. cztery księgowe, które tak Pana niepokoją. Ich codzienność to obsługa corocznej, kilkudziesięciomilionowej zbiórki pieniędzy. Liczenie, pokwitowanie, codzienny kontakt z bankiem, codzienna kontrola stanu finansów, kontrakty na sprzęt medyczny, które po 18 latach działania Fundacji non stop są zawierane i realizowane. Sprzęt medyczny nabywamy nie tylko podczas przetargu, prowadzimy także mnóstwo pozaprzetargowych, jednostkowych zakupów urzędzeń. 4 księgowe? Bo tylko tyle może usiąść na 17 m2.

 

Dalej dwóch grafików, dwóch specjalistów ds. marketingu oraz menadżer floty samochodowej. Dwie graficzki? Pięć programów realizowanych przez Fundację to m.in. konieczność zaprojektowania podręczników, ulotek, folderów, plakatów, materiałów informacyjnych. Finał i Przystanek to wielka akcja billboardowa, grafika stron internetowych, to cały design akcji z projektem  puszki i identyfikatora Finału na końcu. Ks. Józef Tischner powiedział  mi kiedyś osobiście:  „Panie Jurku, bez telewizji, bez mediów, bez reklamy zebrałby Pan tyle ile dziad pod Kościołem. Jeśli tak Pan to wykorzystuje, chwała wszystkim za to”! Obsługa takich akcji, jakie przez cały rok realizuje Fundacja WOŚP, w zewnętrznej agencji kosztowałaby od kilkuset tysięcy do miliona złotych rocznie. Tymczasem wszystkie, podkreślam – wszystkie projekty są nasze. Oszczędzamy mnóstwo pieniędzy! I na to, jak i na pensje wszystkich pracowników, musimy znaleźć finansowanie poza zbiórką!

 

Menadżer floty? Fundacja leasinguje 15 samochodów. Właściwe, ekonomiczne użytkowanie tych pojazdów, regularne przeglądy to rzecz bardzo ważna. Po to jest menadżer i rolę swą spełnia doskonale. A później, dzięki między innymi jego radom, kupujemy 25 samochodów dla hospicjów z pieniędzy zebranych jako 1% podatku. I jesteśmy przekonani, że wybraliśmy najlepiej. Auta wręczaliśmy podczas Finału.

 

Marketing to absolutne serce Fundacji. To właśnie te dwie osoby muszą znaleźć sponsora na druk 120 tysięcy ankiet, 120 tysięcy skarbonek, 300 tysięcy banderolek zabezpieczających puszki. To oni muszą znaleźć sponsorów na certyfikaty, produkcję Złotych Serduszek czy Złotych Kart Telefonicznych. To oni szukają sponsorów na utrzymanie naszej Fundacji.

 

Szanowni Państwo, musicie wiedzieć, że jest u nas jeszcze dział medyczny, dział nauki pierwszej pomocy w szkołach, sekretariat, osoba prowadząca korespondencję itd. W ciągu roku w Fundacji pracujemy przez ok. 250 dni roboczych. Tych ustawowych, polskich. Do tego, kiedy organizujemy Finał,  Przystanek Woodstock, czy zakupy sprzętu medycznego, sobota i niedziela to normalne dni pracy. Ale nie narzekamy! Dla nas to naprawdę wielka przyjemność tworzenia ogromnego dzieła. Można to zobaczyć, usłyszeć i przeczytać – wystarczy chcieć! Prowadzimy cztery ogólnopolskie programy medyczne oraz ogólnopolski program edukacyjny. Nasz największy medyczny sukces, to badania przesiewowe słuchu u noworodków. Codziennie badanych jest ok. 1300 pacjentów. To efekt pracy zespołu, który w Fundacji zajmuje się tym i pozostałymi programami realizowanymi przez Orkiestrę. Efektem jest m.in. rejestr 4 mln dzieci które skorzystały z naszej pomocy: 2,5 miliona z przebadanym słuchem i grubo ponad milion w programie nauczania pierwszej pomocy.

 

Pisze Pan także w tonie delikatnie zaczepnym o naszym majątku, sugerując tym samym, że robimy biznesy, a nie działamy charytatywnie. Nasz majątek stanowi budynek przy ul. Niedźwiedzia 2A, oraz Centrum Wolontariatu Szadowo-Młyn k. Kwidzyna, w którym od  pięciu lat prowadzimy szkolenia pierwszej pomocy dla dorosłych. Nasz majątek ma wartość 7,6 mln złotych. Natomiast w ciągu minionych 18 lat za 350 mln złotych kupiliśmy sprzęt medyczny o wartości blisko pół miliarda. To czym Pan chce teraz cisnąć w swoich Czytelników? Że wartość budynków 7,6 mln złotych jest czymś nagannym? A ja myślę, że inwestując w te absolutnie niezbędne w naszej pracy nieruchomości, po raz kolejny udowodniliśmy że doskonale zarządzamy naszym majątkiem.

 

Ale najbardziej nieprofesjonalna, bo tylko tak mogę to nazwać, jest następująca Pana uwaga: „(…) Warto przy okazji obalić jeszcze jeden mit. Że oto dzięki sprzętowi WOŚP fenomenalnie poprawia się kondycja polskich szpitali i w ogóle służby zdrowia. (...) Zakup kilku ambulansów, inkubatorów czy kardiomonitorów w jakiejś mierze pomoże szpitalowi, ale i tak nie uchroni go przed prywatyzacją, gdy wpadnie w tarapaty finansowe.”

 

Szanowny Panie, jeśli nie chce Pan pytać nas, niech Pan zapyta fachowców, np. konsultantów krajowych. Niech Pan otworzy nasze strony internetowe i najnormalniej w świecie przeczyta tekst pod tytułem „Czym się zajmujemy”. Taka uwaga nie jest po prostu brzydka, ona obraża nas i miliony uczestniczących w Finałach Orkiestry ludzi. Kupiliśmy nie kilka inkubatorów, nie kilkanaście, a blisko tysiąc sztuk. I to zmieniło - niech mi Pan wierzy - wskaźnik śmiertelności noworodków w Polsce. Nie kilkanaście urządzeń, a kilkadziesiąt tysięcy, a ostatnio chociażby 78 ultrasonografów. Ma Pan prawo jako laik o tym nie wiedzieć, ale ten zakup zmienia rzeczywistość diagnostyki onkologicznej w Polsce. Nawet nie Panu, ale Czytelnikom Rzeczypospolitej tłumaczę – retinopatia wcześniaków (jeden z czterech programów) to schorzenie wymagające zabiegu laserowego dla uratowania wzroku. Kilkanaście lat temu tylko jeden ośrodek w Warszawie wykonywał te zabiegi. Dzisiaj, dzięki tylko i wyłącznie wsparciu Orkiestry, jest 15 nowych miejsc gdzie takie zabiegi są wykonywane. Efekt - blisko 90% wcześniaków z retinopatią nie traci wzroku. Jest to jedno z wielu osiągnięć Fundacji i tylko na tym tle ta Pańska uwaga jest – proszę wybaczyć słowo – nikczemna. W tym przypadku należą się przeprosiny nie mnie, ale personelowi medycznemu i wszystkim tym, którzy przez 18 lat zbierali pieniądze dla Fundacji.

 

Na koniec pominę już Pana opinie na mój temat, bo do tego każdy ma prawo.

Dla porządku jednak oświadczam: Szanowni Państwo, Jerzy Owsiak od 20 lat jest właścicielem firmy produkującej programy telewizyjne. A więc dłużej niż istnieje Fundacja. W Orkiestrze jestem wolontariuszem, sprawia mi to ogromną radość, nie otrzymuję w zamian żadnych finansowych gratyfikacji. Za to wraz z grupą pracowników – przyjaciół, i ogromną rzeszą wolontariuszy, mogę realizować najbardziej fantastyczne projekty, z których nie tylko ja, ale wielu ludzi jest dumnych. A Pana, Panie Krzysztofie, zapraszam na jeden dzień do Fundacji. Zobaczy Pan jak pracujemy, odpowiemy Panu na każde pytanie i myślę, że to będzie najlepszy sposób, by nie żonglować słowem pisanym przekonując się do swoich racji.

 

Dziękuję Polakom, że zaufali nam po raz kolejny i byli razem Orkiestrą podczas XVIII Finału.

 

Jerzy Owsiak

26-01-2010  16:50

…powiedział Hans do Hansa w krótkim przekazie, który być może byłby wypowiedziany gdzieś w Niemczech tylko i wyłącznie na podstawie opinii, jakie o nas, Polakach krążą. Przeczytałem nawet w „Polityce”, że uknuto nowe określenie w stosunku do źle wybuchających chińskich fajerwerków – „polski szajs”. To tak dla podkreślenia, jak złe są te chińskie niewybuchy.

Do tego dorzućmy jeszcze wstrząsające opinie na temat nowej historii połowy XX wieku. Kiedy za granicą pojawiają się pytania o obozy koncentracyjne – jest też odpowiedź. Ależ tak, były. Tylko proszę jeszcze dodać przymiotnik – polskie.

Jedna baba drugiej babie – to takie stare powiedzenie na temat zabawy w głuchy telefon. Jedno zdanie się powtarza, ciśnienie narasta, a na końcu słyszymy  właśnie takie bzdury, od których włos jeży się na głowie.

 

I w tym kontekście dopadają mnie dwie sytuacje.

Dostaję maila od młodego chłopaka, który pisze o sobie, że jest „moherem”, słucha i ogląda medialny kombajn o. Rydzyka, ale… i tu bardzo miły i sympatyczny komunikat: „jestem dla Ciebie i dla Was pełen szacunku za to, co robicie. Finał to wspaniała rzecz, ten jeden dzień radości także i dla mnie jest czymś niezwykle istotnym”.

 

Po chwili przypomina o swoich poglądach mówiąc, że nie zgadza się ze mną w wielu sprawach - i tu wymienia hasło „Róbta co chceta” (na Boga, ile razy mam tłumaczyć, że jest to tylko i wyłącznie tytuł programu telewizyjnego) czy Przystanek Woodostock (trudno kolegę przekonać, żeby go lubił, jak nigdy na nim nie był). Potem znowu słowa uznania i nagle, także w formie pozytywnej, następujące stwierdzenie „nawet nie denerwuję się na informacje mówiące o tym, jak rozliczasz Fundację. Bo ja to rozumiem, że musisz z czegoś żyć i po tylu latach coś Ci się z tej Fundacji należy”.

ONIEMIAŁEM, ZGŁUPIAŁEM. Czyli co kolega sobie myśli? Że ja z tej kupy biorę kasę? To kto koledze nakładł takich głupot do łba, że my zatrzymujemy te pieniądze dla siebie, dla nas? Skąd w ogóle taki pomysł, skoro co roku nie tylko musimy się rozliczyć, ale także musimy dostać zgodę na kolejny Finał z urzędu, a tam jest wyraźnie napisane, że wszystkie zebrane pieniądze trzeba wydać na zakup sprzętu medycznego. Czy mamy wynająć samoloty z siwym dymem, które to napiszą na niebie? 18-ty rok robimy Finał i jestem przerażony, jak ludzka niegodziwość może nakłaść ludziom bzdur do głów.

 

To mail. A wczoraj artykuł w Rzeczpospolitej, na temat którego nie chcę już nawet mówić, ponieważ niebawem zamieszczę tutaj, na moim blogu oficjalną odpowiedź do gazety. Artykuł oczywiście idiotyczny, bo wynika z niego kompletne dyletanctwo Autora, czyli taka nierzetelność wychodząca z opowieści „jedna baba drugiej babie”. Na podstawie tego tekstu widzę, że Przystanek Woodstock boli i to bardzo. Sukces Finału, jego niesamowicie pogodny zabawowy charakter i zaangażowanie się tylu ludzi także zabolało Autora reprezentującego gazetę „Solidarność”, której nazwa już dawno nie jest symbolem fantastycznej idei sprzed 30 lat.

 

Najczęściej ci, którzy nic nie robią, są tymi najbardziej sfrustrowanymi narzekaczami. Ale ma pan Autor do tego prawo i na szczęście, jak to napisałem w odpowiedzi, kto chce, ten z nami jest. Kto nie – to nie. Lubienie lub nielubienie mnie i nas także pozostawiamy w sferze ogólnego prawa do sympatii i antypatii.

 

Ale pisanie o wydatkach niezgodnie z rzeczywistością i pisanie o służbie zdrowia w kontekście pomocy, jaką otrzymuje ona z Fundacji, jest już totalnym dyletanctwem i amatorszczyzną. Porównanie naszych wydatków do budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia wskazuje na totalny nieprofesjonalizm autora, bo nie rzecz jest w ilości, ale w jakości i proporcji, jaką ma każda na świecie dobrze funkcjonująca organizacja pozarządowa do tego, co rząd w różnych strukturach realizuje.

 

Zakończmy to tak, jak pisałem 10, a może i więcej lat temu myśląc, że pewne idiotyzmy mają swój krótki byt. Pomyliłem się. Ale - jak mówi drugie znane powiedzenie – psy szczekają, karawana jedzie dalej.

 

 

15-01-2010  18:33

Finał, Finał i po Finale. Każdy widział, co się działo, każdy też widział, jak w tym zakręconym pogodowo kraju zareagowali ludzie – jak zawsze – fantastycznie i cudownie. I za to największe dzięki!

Po raz kolejny, już bez względu na ilość zebranych pieniędzy, Polacy doskonale się bawili, świetnie chłonęli radosną atmosferę i przypominali sobie, że to już osiemnaście lat grania Orkiestry! Nie raz na Finale słyszałem: Jurek, ile wspaniałości wydarzyło się przez ten czas!

 

A jak było u nas? My wzruszaliśmy się, kiedy przychodzili Ci, których Orkiestra „leczyła” i ratowała im życie. Wzruszaliśmy się tymi, którzy grali z nam i wiele lat temu, a na XVIII Finale przyprowadzali do studia swoje dzieci.

Dziękowaliśmy komuś (bo nawet dzisiaj nie sposób przypomnieć sobie nazwy tej firmy), kto w trosce o moje gardło na wejściu po prostu zmiażdżył wszystkich konkurentów w licytacji Złotego Serduszka nr 1. I tak poszło – jeden głos, jedna kwota. Bezkonkurencyjny 1 110 000 zł. Absolutny kosmos!

Policja była przyjazna, żandarmeria miła. Nawet chyba pociągi się nie spóźniały, a jeżeli już, to przyjmowano to z uśmiechem na twarzy.

Artyści naprawdę zagrali za friko, a przy ich muzyce puszki wypełniały się po brzegi, chociaż ludzi kapryśna pogoda raczej trzymała w domu. I właśnie wtedy okazało się, że mimo mrozu i śniegu mogą dziać się rzeczy niesamowite! Tym razem, to wrzucający szukali wolontariuszy, a nie odwrotnie.

Już na koniec koncertu „Światełko do Nieba”, które w tym roku było jeszcze większej urody niż ostatnio. A całe to pozytywne zamieszanie relacjonowały trzy konkurujące ze sobą telewizje, które na ten jeden dzień wyciszyły biznesowe myślenie i w całości, w sposób niezwykle rzetelny, informowały o Finale.

W fantastycznym nastroju pożegnaliśmy się z ostatnimi minutami niedzieli i teraz podliczamy, sumujemy, wysyłamy tysiące podziękowań. Wciąż przeżywamy, wciąż opowiadamy o całej akcji, widząc, że mieliśmy do czynienia z cudownością dnia przyjaźni i wspólnego bycia ze sobą.

I w związku z tym wszystkim prośba ogromna. Nie podsyłajcie mi w swojej dobrej wierze, anonimowych kretynizmów z Wirtualnej Polski i innych internetowych zakątków. Przez cały czas mówimy – prawdziwa cnota krytyki się nie boi. I to prawda. Ale nie ma nic bardziej obrzydliwego od krytyki anonimowej i pełnej wulgaryzmów. Miło (jeśli można to tak określić) czuje się, kiedy mogę spokojnie odpowiedzieć na teksty Radia Maryja. Bo wiem skąd się biorą, wiem kto był prowadzącym audycję. I dzięki temu wiem, komu na te insynuacje mogę odpowiedzieć.

Więc proszę, jeśli już - albo się podpisujemy, albo nie skupiajmy się na tej anonimowej chamówie.

 

A już na koniec - dzięki za każde miłe słowo dla naszej 27-osobowej załogi Fundacji WOŚP. Bo razem ze Sztabami (1 500) i Wolontariuszami (120 000) uczyniliśmy po raz kolejny rzecz niezwykłą. Ja dla nich czapki z głów!

 

(Jurek)

 

 

Strona Główna | English | Kontakt | Fundacja | Nasza działalność | Finał WOŚP | Przystanek Woodstock | Pokojowy Patrol | Uniwersytet | Uczymy Ratować | Medycyna | Forum WOŚP | Strony Jurka Owsiaka | Złoty Melon | OTV | Sklepik WOŚP | Radio Woodstock