Mini blog Jurka Owsiakagrudzień (ilość wpisów: 2)
21-12-2007 19:07
Jako ekspert zaproszony zostałem na spotkanie w sprawie walki z narkomanią, alkoholizmem, krótko mówiąc - z różnymi patologiami które dosięgają młodzież. A że Przystanek Woodstock jest przykładem odnoszenia się do tych zjawisk, organizatorzy wystąpili z prośbą, aby wziąć udział w dyskusji panelowej. Dyskutować przyjechali ludzie związani z różnymi organizacjami rządowymi, pozarządowymi, psychiatrzy, psycholodzy. Radzono przez cały dzień nad sposobami skutecznego dotarcia do młodzieży i skutecznej walki z nałogami.
U mnie czas teraz bardzo skąpy na wszelkiego rodzaju wyjazdy i spotkania, więc umówiłem się jedynie na dyskusję. Więc razem z Krzysiem pomknęliśmy do Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Wcześniej poprosiłem o kilka danych na ten temat. Zadzwoniliśmy do naszych przyjaciół z Gliwic, czyli Stowarzyszenia Familia, które co roku przyjeżdża na Przystanek Woodstock, rozstawiając swój pomarańczowy namiot i prowadząc super działania profilaktyczne wśród Woodstockowiczów (Familia pod wodzą dr Andrzeja Maj-Majewskiego zajmuje się leczeniem ludzi uzależnionych od narkotyków). Otóż pierwsza informacja jest taka, że na ten cel w Polsce wydawanych jest – uwaga - 300 mln złotych rocznie!!! Pieniądze te są rozdzielane po wszystkich regionach i mają trafić m.in. do szkół, wspomagając działania nauczycieli w tej mierze. Po drugie – organizacji zajmujących się tymi tematami jest bardzo dużo, ale współpraca między nimi prawie żadna. Mało tego, dochodzi jeszcze do konkurencji, czyli każdy walczy o to, aby pieniądze z tej ogromnej puli w jak największej ilości trafiły do niego. Trudno mi ocenić, jak te organizacje działają i jakie te działania odnoszą skutek. Jedno wiem i to powiedziałem na początku swojego wystąpienia – drodzy Państwo, widzę tutaj przedstawicieli Monaru, Ministerstwa Edukacji, Ministerstwa Zdrowia, Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii, przedstawicieli środowiska naukowców zajmujących się profilaktyką młodzieżową. Nikogo z Was nie widziałem na Przystanku Woodstock, nikt z Was nawet nie zwrócił się do nas z propozycją udzielenia jakiejkolwiek pomocy. A najlepsza dla nas pomoc to po prostu obecność na Przystanku. Nie ma większego koncertu, który by skupiał tylu ludzi, którzy są wręcz fantastycznym adresatem wszystkich Waszych postulatów. Mało tego, kiedy zwróciliśmy się do Krajowego Biura o pomoc w dofinansowaniu druku ulotek, dostaliśmy odpowiedź negatywną. A przecież Przystanek Woodstock od wielu lat ma bardzo czytelną filozofię – na ogromnym froncie sceny głównej w dwóch językach napisane jest „Stop przemocy! Stop narkotykom!”.Kilka tysięcy osób bierze udział w działaniach Familii – podpisuje deklarację „nie będę brał narkotyków do końca życia”, czy nosi pomarańczowych wstążek z napisem „nie biorę”. Nie ma lepszego miejsca na prowadzenie profilaktyki, rozmawianie i pokazywanie skuteczności takich działań. Policja w tym roku, podobnie jak w zeszłych latach, zatrzymuje zaledwie kilku dealerów, najczęściej wskazanych przez samą publiczność. Nie ma przebacz dla handlujących, ale i dla tych, którzy chcą z narkotyków skorzystać. Nie jesteśmy utopistami i wiemy, że narkotyki są obecne na naszej imprezie, ale prowadząc rozmowy z publicznością z radością dowiadujemy się, że bardzo świadomie wszelkie zachowania związane z narkotykami są przez tę publiczność odrzucane i negowane. I jeszcze raz powtórzyłem, że często mam poczucie czczej gadaniny, a następnie wydawania państwowych pieniędzy na sfinansowanie działań organizacji, które nie potrafią skutecznie trafić do młodych ludzi. Natychmiast po moim wystąpieniu przedstawiciel Monaru uderzył się w pierś i powiedział – masz rację, nie byliśmy u Was, to był nasz błąd, obiecujemy że będziemy. Reszta kiwnęła głowami, mówiąc później od siebie, jak oni ten problem widzą. I teraz, moi drodzy, miało miejsce wystąpienie, które chyba podsumowało mi sposób myślenia tych ludzi. Zabrał głos pan naukowiec, Krzysztof Ostaszewski z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie . Powiedział, że bardzo podoba mu się to, co robi Orkiestra i że szacunek i ukłony. Tylko że szkoda, bo gramy okazjonalnie, raz do roku i to co robimy, to taka akcyjność, a przecież chodzi o pracę na co dzień i chodzi o to, aby efekty osiągać poprzez planowanie całorocznych zdarzeń. I choć każdy z nas miał czas na swoją wypowiedź, to nie wytrzymałem i od razu sprostowałem. Drogi Panie – powiedziałem – jest Pan kompletnie nieprzygotowany do rozmowy. Nie ma Pan zielonego pojęcia, co robi Fundacja i próbuje Pan to podsumować nieprawdziwym twierdzeniem. To właśnie codzienna praca pozwala nam prowadzić programy medyczne, edukacyjne, spotykać się na Przystanku Woodstock, czy szkolić młodzież, która bardzo dużo dobrego robi w swoim środowisku. Kiedy my tutaj sobie gaworzymy, dwa nasze RUR-obusy mkną gdzieś przez Polskę, ucząc nauczycieli, jak uczyć dzieciaki pierwszej pomocy. Kiedy my tak gaworzymy, drodzy Państwo, to ten program nauki nauczycieli śmiga już od roku dzięki regularności i planowaniu wszystkich związanych z nim działań. Kiedy my tak tutaj gaworzymy, pielęgniarki na każdym oddziale noworodkowym wykonują, już od czterech lat, badania przesiewowe słuchu. Dlatego, że wymyśliliśmy program, zaopatrzyliśmy go w niezbędne instrumenty i prowadzimy po dzień dzisiejszy. Dzięki niemu parę tysięcy dzieci ma uratowany słuch, ponieważ wcześnie zostały zdiagnozowane i potem odpowiednio leczone. Parę tysięcy dzieci widzi, ponieważ system diagnozy i leczenia retinopatii wprowadzony przez Fundację funkcjonuje bardzo dobrze i jest pod naszą stałą kontrolą i opieką. Bezdech u noworodków czy pompy insulinowe to nie akcyjność, tylko konsekwencja działań w ciągu całego roku. A wtedy efekty są zawsze wymierne, dotykalne, godne naśladowania. A na Przystanku Woodstock nie chodzi tylko o zabawę! Będąc konsekwentnym w egzekwowaniu naszych zasad, na dzień dzisiejszy nie borykamy się z kłopotami przypisanymi takim masowym imprezom. A Pan, na takich przypisanych, z góry ustalonych regułach, jedzie. Nie widzę ani Pana, ani Państwa udziału w działaniach, które my prowadzimy. Za to mogę Państwu pokazać raporty sporządzone przez pracowników naukowych polskich uniwersytetów, a także samych studentów, którzy poświęcali swoje prace magisterskie subkulturom czy zasadom, które funkcjonują na Przystanku Woodstock. Wszyscy oni podkreślali świadome, pozytywne działanie obu stron – organizatora i uczestników imprezy. Bo tak jak Finał oparty jest na totalnym zaufaniu, tak Przystanek Woodstock tę ogromną dozę zaufania oferuje wszystkim tym, którzy na to spotkanie przyjeżdżają. Dlatego, mając poczucie, że w tej dyskusji bijemy pianę, jeszcze raz podkreślam, że Pan Naukowiec jest w totalnym błędzie. On tymczasem uparcie wracał do akcyjności Fundacji, tak jakby nic poza Finałem się obok nas nie działo. My swoje nadal będziemy robili. A czy coś po tej dyskusji zmieni się w środowisku ludzi, którzy ją organizowali? Chcę w to wierzyć. W każdym razie, z tych 300 baniek, które gdzieś rozjeżdżają się po całej Polsce, część pieniędzy została wśród dyskutantów. Dostałem honorarium w wysokości 600 złotych. I żywię ogromne przekonanie, że pieniądze te nie zostały wydane na darmo. Jurek Owsiak
10-12-2007 22:00
Jęknąłem, zajrzałem w głąb duszy, zajrzałem w głąb łba i wszystkich swoich myśli, i tak sobie pomyślałem, ile w tym prawdy, ile w tym szczerego przyznania się, że Jarosław ma rację. Nie podśpiewuję pieśni Legionistów (tych od Legionów Piłsudskiego), nie mam szabli skrzyżowanych na ścianie obok ułańskiego proporca, kopia Kossaka z szarżą kawalerii nie wisi w pokoju, medale dziadka i babci w pudełkach a nie na wstęgach, wizerunek orła ani jeden i choć znajomość historii niezła, to żadnej zaciśniętej pięści przeciwko byłym rządzącym nigdzie u mnie nie ma. Czyli nie narodowy, a patologiczny, bo nie głosowałem na PiS.
Tak wynikało z przemówienia Prezesa tej organizacji, którego wysłuchałem od pierwszego do ostatniego słowa, kiedy podczas zjazdu koleżanek i kolegów przedstawił plany na przyszłość. Mówił mniej więcej tak - generalnie przegraliśmy, koleżanki i koledzy, płynąc na fali sukcesów, powodzenia, i czyniąc wszystkie ruchy, pomysły i propozycje szlachetnymi, wspaniałymi i bardzo wybiegającymi do przodu. I w tej ogólnej euforii samego dobra, nastąpił mocny upadek na cztery litery, bo już po dwóch latach naród powiedział „stop i nie”. I pan Jarosław tłumaczy zgromadzonym, że naród dobry to jest ten, który głosował na PiS, a nie głosowała na nich patologia. Tę patologię jeszcze podzielił na świadomą i nieświadomą. To było podsumowanie dwóch lat rządów i przyczyn, które spowodowały, że na dwóch latach się skończyło. Potem poszła ocena teraźniejszości. Tutaj wszystko, co się wiąże z niedbaniem o interes narodowy. Tutaj o tym, że cynizm, że powrót do najgorszych praktyk, układów, i mafii rodem jeszcze z czasów komuny. No i to z wielką siłą wraca a niestety, zaślepionym, patologicznie pokręconym Polakom, to zagrożenie nie otwiera oczu. Do tego dochodzą absolutnie fałszywe media, które pokazały Polskę PiS-u jakiej nie było. Bo Polska PiS-u pięknie szła do przodu jak F16 po niebie, a powiedziano i wmówiono, że to nie lata, że to nie jest fajne, że to się nie uda. Ludzie uwierzyli i dlatego taka miernota teraz doszła do władzy. A później już tylko nastąpiła fala uniesień, że wrócimy, że zwyciężymy, że wtedy wszystkim pokażemy. Jasna cholera! Ani słowa na zgodę, ani jednego słówka, że dajmy szansę tym, którzy teraz rządzą, że nie kraczmy, zanim nie zobaczymy jakichkolwiek efektów, poczekajmy choć chwilę. Za to jedna rzecz mnie bardzo ucieszyła. Otóż po raz pierwszy pan Jarosław jęknął coś na temat młodzieży, którą trzeba zauważyć i nauczyć się z nią rozmawiać. Panie Jarosławie, to będzie dla Pana najtrudniejsze. Bo jest Pan super gość w wyszukiwaniu agentów, w tworzeniu kolejnych intryg i szukaniu różnych winnych Polskiej niedoli. Powinien Pan w ogóle pisać potężne dramaty, takie z akcją, szpiegami i mnóstwem bohaterów pochodzących z elity politycznej. To, co po mistrzowsku robią Amerykanie przy kolejnych realizacjach filmów z kręgu Pentagonu, Białego Domu, Kongresu etc. Natomiast rozmowa z młodzieżą to cholernie trudna sprawa. Bez dobrych konsultacji niech Pan nawet nie próbuje bo się Pan wywróci. Proponuję: zmierzwiony fryzur, kolorowa koszula, może kawałek starego, amerykańskiego munduru a la Zbyszek Cybulski. Spodnie khaki, tzw. bojówki, sandały takie, wie Pan, na paski. Do tego jeszcze lekki plecaczek i można przyjechać i wbić się w woodstockowy tłum. Coś Panu powiem - jak Pan teraz zarezerwuje hotelik, to nie będzie Pan spał w namiocie. Koncerty kończą się około godziny 2:00 w nocy, a nawet o 3:00. Ale jak się Pan dobrze pokręci w ciągu dnia, to nasłucha się Pan dużo dobrych rzeczy, popatrzy się Pan na ludzi, złapie Pan ten charakterystyczny feeling i sposób mówienia. Trzeba mieć pogodną gębę, na smutnego nie wyjdzie. Tu trzeba przysiąść, tam pogadać, pociągnąć łyk piwa, trochę się pobujać przy muzyce, zajść do któregoś z namiotów, gdzie sie dyskutuje i już Pan będzie wiedział, o czym później w innym przebraniu nie mówić, jakich słów nie używać, bo pachną ściemą i na końcu – o co w tym Internecie, o którym Pan mówił w przemówieniu, chodzi. Bo tak naprawdę, na samym końcu chodzi o to, abyśmy nie rozszerzali swoich pretensji na innych, a bardziej skoncentrowali się na tym, co mamy obok siebie, czyli z kim pracujemy, czy z kim się organizujemy, jak chcemy to swoje życie tworzyć. Oczywiście teraz, kiedy odpadł Pan z rządzenia krajem. Bo jak się rządzi, to trzeba, tak jak na Przystanku Woodstock, zauważać innych, tolerować ich odmienność, być otwartym na każde słowo, które pada z każdego kierunku. I tego Panu życzę, bo jak sam Pan powiedział, macie 4 lata na to, aby przygotować się do ponownego bycia na rządowej scenie. Więc niech Pan nie traci czasu na jałowe gadanie, tylko niech Pan, Panie Jarosławie, zacznie już od teraz – piątka dla moich przeciwników, zapraszam na obiadek, a jak jeden, to kolejny, a jak kolejny, to tradycyjny… I tak rozpocznie Pan być może jakąś tradycję, a przynajmniej zmieni pogląd internautów o sobie. Bo, jak Pan widzi, dużo od nich zależy, czy ktoś tego chce czy nie chce. (Jurek)
|