Mini blog Jurka Owsiaka

kwiecień (ilość wpisów: 2)
11-04-2008  13:13
Kto widział, ten wie, jak było. Kto nie widział, niech nie żałuje. Wg mojego prywatnego zdania – była to po raz kolejny popelina i dawanie nagród sobie nawzajem, czyli prawie zamknięte koło darczyńców, obdarowanych, wręczających i szczęśliwców. Kategorii mnóstwo, między innymi, na przykład, Fryderyk za najlepszą okładkę. Za moment będzie statuetka za kok, za włos, za oko, za dziąsło, czy za obcas. Zabrakło jednak jednej kategorii, tak trochę muzycznej, a nawet powiedziałbym – bardzo muzycznej! Chodzi mi o muzyczne wydawnictwa DVD z polską muzyką. Kilka firm, a w zasadzie dwie – Złoty Melon i Metal Mind Production, zabrały się za to dosyć trudne przedsięwzięcie. Efektem jest co najmniej kilka płyt każdego roku, które trafiają na półki sklepów. Tylko, że aby o tym wiedzieć, trzeba się zajmować muzyką. Ponieważ jednak są to targi sponsorów, niekoniecznie wiedza taka to trafia do komisji, która wystawia oceny.

Co do samej gali… Co żart, to porażka prowadzącego (prowadzącej?), a występy czeskich Monty Pythonów powinny być dzisiaj, jeśli już do tak tragicznego zdarzenia dochodzi, prezentowane na laptopach, które byłyby trzymane w rękach współczesnych Jozinów Zbazin.

Jurek
08-04-2008  13:49
Wyobraźmy sobie standardowe wiadomości telewizyjne, czyli tzw. newsy dnia. Lecą one jedne za drugimi i wszyscy wiemy, że te pierwsze to sprawy najważniejsze, a potem już kaliber słabnie. Dalej wyobraźmy sobie, że jest to światowej rangi telewizja, wielkie litery zaczynają program, a następnie leci pierwszy poważny news następującej treści:
- W Auschwitz nadal dymią kominy krematoriów, giną ludzie, cały świat protestuje. Prezentowane właśnie zdjęcia zostały zapisane za pomocą telefonu komórkowego.
W tle leci film i obrazki, które dobrze znamy z naszej tragicznej historii połowy XX wieku…

Redaktor prowadzący komentuje całą sprawę, mówiąc o nieludzkim postępowaniu, o ludobójstwie, o łamaniu wszelkich ludzkich praw. News filmowy się kończy, redaktor mówi, że postępowy świat nie godzi się z tymi faktami i wielu miastach Ameryki ludzie protestują. I natychmiast w tle pojawia się film przygotowany bardzo dobrze przez zawodowych reporterów telewizyjnych. Widzimy zawieruchę na ulicy, kilkadziesiąt osób pikietuje pod ambasadą kraju, który rozpala te kominy. Słychać okrzyki, w rękach transparenty i tablice. Policja odciąga protestujących od płotu, nie ma przemocy, ale też poczynania policji są zdecydowane - kogoś ciągną za ręce, kogoś pakują do samochodu, tłumek gapiów przygląda się całej akcji. Podobne akcje telewizja pokazuje w krótkich newsach z Australii, Kanady i kilku dużych miast Indii. Na ekranie pokazuje się logo stacji, sygnał mknie dźwiękiem, najazd kamery na prowadzącego, ten jeszcze coś grzebie w kartkach, kamera nieruchomieje i on mówi prosto do kamery
Dalszy ciąg wiadomości. Bociany już przyleciały, co oznacza, że wiosna na pewno jest wśród nas, chociaż pogoda mówi coś zupełnie innego. W Kalifornii spadł śnieg…

To taka symulacja serwisu informacyjnego, jakie przelatują codzienne obok nas. Nie jestem tu odkrywczy zauważając, że do jednego wora pakujemy wszystko ze wszystkim. Takie życie, taki tok zdarzeń i także wiadomości telewizyjne spełniają rolę czegoś w rodzaju durszlaka, który zanurza się w codzienności, coś tam odcedzi, coś tam zostawi. Wydaje mi się jednak, że jest pewna kategoria zdarzeń, przy których powinniśmy mocniej łbem zakołysać, by spróbować wyobrazić sobie, czym to wszystko pachnie. Do takich zdarzeń, moim zdaniem, zaliczyć należy wypadki na Niebiańskim Placu, gdzie obserwowaliśmy, podobnie jak widzowie setek telewizji na całym świecie, złamanie najbardziej podstawowych zasad praworządności i demokracji. Do tej kategorii zdarzeń można zaliczyć wojnę między narodami Europy w byłej Jugosławii. Można tu zaliczyć wojny na terenie dawnego ZSRR. Dzisiaj do tych zdarzeń wymagających uwagi należy zaliczyć mordowanie ludzi, którzy w Tybecie walczą o swoje prawa. Jugosławia jest blisko nas, Tybet zaś tysiące kilometrów od naszych domów. Do Jugosławii przed, oraz po całej zawierusze, jeździliśmy z ręcznikami, kremami, pomoczyć nogi w Adriatyku. Tybet najczęściej znamy z filmów, opowieści i haseł.

My, Polacy, sami doskonale wiemy, jak bardzo boli, kiedy wszyscy się od nas odwracają. Wryto mojemu pokoleniu tę samotność wojenną z września 1939 roku, to opuszczenie nas przez innych, to skazanie nas na zagładę. Z kolei poczuliśmy się podtrzymani na duchu, kiedy pieprzony stan wojenny wpadł do nas w sposób brutalny, chamski, najgorszy, bo made in Poland, bo Polak Polakowi, i taka nędza na duszy, i żal w sercu, a tu na świecie demonstracje, protesty i konkretne odezwy ważnych polityków. To już nie tylko organizacje, które w swój statut mają wpisaną walkę z każdym przejawem łamania demokracji gdziekolwiek by to się nie działo na świecie, tylko kolega wódz innego kraju konkretnie wali restrykcjami.

A dzisiaj wszystko pękło nie w walce politycznej, nie w walce zbrojnej, tylko w sytuacji, która wydaje się najbardziej jednoznaczna w ocenie swojej wartości – olimpijski znicz za chwilę zapłonie w kraju, który na oczach całego świata złamał podstawowe prawa człowieka. To nie połowa XX wieku, to XXI wiek, gdzie dyskusje na temat praw człowieka kręcą się nieraz wokół tak wąskich zagadnień jak prawa gejów, prawa mniejszości seksualnych, walka o ekologię, o zdrową żywność, o poszanownie zwierząt… Tutaj natomiast nie salwa z czołgu, ale rozerwanie na strzępy flagi olimpijskiej, zanim jeszcze ta olimpiada na dobrze się zaczęła. Ci nielicznie protestujący, których zobaczyłem dzisiaj rano w Wiadomościach, wzbudzają raczej totalną obojętność. I chwała im za to, że protestują, że mają odwagę, bo tym bardziej obnażyli totalne wręcz zniedołężnienie systemu rządów tzw. Krajów Wolego Świata. Nie łudźmy się - czy ktoś kiwnie w proteście palcem, czy mrugnie okiem, czy zawiąże sobie bandamę w szczególny sposób w szczególnym miejscu, nie uczyni to niczego w sprawie ludzi, których świat mogący o czymś decydować, kompletnie opuścił. Tę niemoc widzę także w sobie, bo daleki Tybet odbieram symbolicznie i choć w czasie swoich podróży byłem niedaleko, tak naprawdę guzik wiem o tych cierpieniach, o ludziach, o ich życiu codziennym.

Dlatego pozwoliłem sobie na to drastyczne przywołanie całej naszej wyobraźni obrazami z obozu koncentracyjnego Auschwitz Birkenau. Znamy je na pamięć i wiemy jak na nas działają. Mają w sobie cały ogrom potworności, do których mogłoby nie dojść, gdyby historia inaczej zadecydowała – decyzja o przyszłości Europy w połowie XX wieku nie należała tylko do jednego wariata! Dzisiaj oglądane migawki z Tybetu i wszystkie relacje z protestów są tylko takim fotoplastykonem różnych newsów, dosyć dla nas odległych z pozycji domowego spokoju.

Najbardziej przeraża mnie w tym to, że kontynuując te serwisy informacyjne, te same wielkie telewizje pokazują uśmiechniętych i brnących w dobrym nastroju urzędników olimpijskiego dzieła. I tych chińskich i tych światowych.

Wszystko można nakręcić telefonem komórkowym, każdą podłość i niedorzeczność. Niestety najczęściej, choć na szczęście nie zawsze, zostaje to tylko wiadomością przykrytą następną wiadomością już następnego dnia.

Jurek Owsiak
Strona Główna | English | Kontakt | Fundacja | Nasza działalność | Finał WOŚP | Przystanek Woodstock | Pokojowy Patrol | Uniwersytet | Uczymy Ratować | Medycyna | Forum WOŚP | Strony Jurka Owsiaka | Złoty Melon | OTV | Sklepik WOŚP | Radio Woodstock