Mini blog Jurka Owsiaka

sierpień (ilość wpisów: 2)
20-08-2008  11:15

Trzeba przyznać ze wizualnie olimpiada w Pekinie niemal perfekcyjna. Wszystkie tereny zmagań sportowych ładnie wyglądają w kamerze. Zapełnione publicznością i zawodnikami są żywe kolorowe bardzo sportowe i spełniające chyba wszystko to czego uczestnicy wymagali. Widać też że pieniądz został szarpnięty lekka ręką - czyli wielki wysyp pieniądza czy to na otwarcie czy chociażby przy budowie tych obiektów – jak tor kajakowy, który jak znam życie nigdy już więcej wartka wodą nie popłynie.
Emocje sportowe w każdym wymiarze i tych prawdziwych sportowych zmagań i tych dziwnych z udziałem nastoletnich chińskich dzieci czy także zawodników chińskich o których nikt nigdy nie słyszał bijących rekordy świata.

Życie pokaże co dalej z tymi sportowymi wyczynami dziać się będzie ale także życie uczy że często są to puste rekordy – czyli takle które bije się za wszelką cenę aby udowodnić coś zupełnie innego niż klasyczny we współzawodnictwie duch walki.

Olimpiada się toczy sprawnymi łączeniami na całym świecie – myślę że tak jak w polskim studio w wielu innych miejscach specjalne studia, specjalni goście, telebimy, przeróżne pomysły na szkło i plastik aby studio było lekkie nowoczesne i pogodne. W niektórych studiach radość bo medali dużo, w polskim studio początkowo radośnie potem brak cierpliwości i fochy prowadzących i gości, zniecierpliwienie dziennikarzy. Potem znowu radości bo sypnęły pierwsze medale. Wnioski pytania oceny, świat żyje igrzyskami i to naturalne bo jest to wielkie święto dla sportu i sportowców całego świata.

I tylko jedna rzecz mi w tym wszystkim totalnie nie pasuje i nie mogę się w tym pozbierać. Dwa kraje w czasie olimpiady rzuciły się na siebie z wojennymi pięściami. W dziecięcej zabawie moich bardzo szczenięcych lat grało się w wojnę wygłaszając ważną sekwencję „wywołuje wojnę przeciwko, przeciwko …” W czasie igrzysk jedno państwo zbombardowało nie tyle drugie państwo, ile cudzych w swoim państwie. Drugie państwo bezlitośnie ruszyło na to pierwsze państwo i zaczęła się regularna wojna. Nie pohukiwania tylko regularna wojna z czołgami armatami samolotami, z płonącymi domami, zabitymi wśród cywilów. I mimo papierowego rozejmu wojna trwa ludzie uciekaja, opuszczają swoje domy. Nie są to wojskowi, nie są to organizacje paramilitarne, są to ludzie których nagle wyrwała z ich codzienności wojenna zawierucha.

Oba te kraje mają swoich sportowców na olimpiadzie, walczą o medale tak jak reszta sportowców 4 lata przygotowywali się do tego występu. I w tym wszystkim kierownik czy jak mu tam, niech będzie nawet prezes całej olimpiady chiński i światowy nie podjęli żadnego konkretnego ruchu związanego z tym wydarzeniem. Więc jak to mówił Czaban w telefonie do Lebiedzia (jest taka słynna pogawędka o wyłączeniu dwóch kabelków) całe to olimpijskie wiecowanie, zapalanie znicza, przysięganie etc… to tylko i wyłącznie słodkie pierdzenie. Bezpieczniej zrobić igrzyska bez tego całego pokojowego wazeliniarstwa żeby później nie chować łba w piasek i nie czynić dobrej miny do złej gry. Niechby chociaż flagi wciągane były do połowy masztu na znak jakiegokolwiek smutku z powodu toczącej się wojny na śmierć i życie. Może co godzinę wytrąbiony apel do poległych gdzieś na którymś z placów chińskich… cha cha cha… no właśnie… ta pieśń nagle mogłaby mieć tysiące innych znaczeń z tym co się na świecie i w samych Chinach także dzieje.

Różne kłopoty i „morowe” sytuacje przewidywali przeciwnicy chińskiej olimpiady. Już wydarzenia w Tybecie to dowód, że różne deklaracje kłócą się z rzeczywistością w przypadku chińskiej olimpiady. Myślę że nikt nie przypuszczał że zdarzy się scenariusz wojenny. Zdarzył się i co… i nic.

I żebym był dobrze zrozumiany – oglądam olimpiadę, kibicuję, cieszę się z każdego zwycięstwa każdego olimpijczyka. I przy okazji przeczytajcie sobie nowinkę o woodstokowej olimpiadzie. Taka trawiasto piaszczysta, radosna, sportowa, bardzo fair-play.

Jurek

08-08-2008  13:39

Jacek Żakowski w Polityce napisał dosyć odważny artykuł o tym, jaka jest polska młodzież z punktu widzenia „piernika”. Mówiąc najkrócej – wyszczególnił na bazie różnych badań i doświadczeń, jak bardzo mało o sobie wzajemnie wiemy. To znaczy - standardowe opinie śmigają w obie strony, od pierników do młodych i od młodych do pierników. A wszytko to za sprawą jednego dnia obecności Jacka Żakowskiego jako naszego gościa na Przystanku Woodstock.

I super, i fantastycznie, bo przecież oto chodziło. Osobiście Jacka zapraszałem i bardzo się ucieszyłem, kiedy powiedział „tak”. Takich zaproszeń wysłaliśmy w ciągu trzech lat istnienia ASP kilkadziesiąt. Jedni odpowiedzieli, że dziękują, nie mogą. Jeszcze inni nie odpowiedzieli wcale. Byli też ci, którzy bardzo nas ucieszyli odpowiadając krótko – będę. I niby wszyscy ci, którzy pojawiają się na Przystanku Woodstock, wiedzą czego się tu mogą spodziewać. Na miejscu jednak mówią, że czegoś takiego nie spodziewali się w ogóle. Nieodmiennie wszystkich szokuje uśmiech, o który prof. Leszek Balcerowicz wręcz apeluje w ogólnopolskiej kampanii. Zaskakuje życzliwość ludzi spotkanych na Woodstocku, ich widoczna tolerancji wobec wszelkiej inności, ich bardzo przyjazny charakter. Tego wszystkiego doświadczają ci, którzy przyjeżdżają do nas na woodstockową ASP.

Czyli, moi drodzy, pomyślcie sobie teraz - jak bardzo musi z tym być źle w Polsce na co dzień!

Trzecia Akademia Sztuk Przepięknych! Rok temu gościły u nas między innymi trzy potężne postacie życia religijnego w Polsce – arcybiskup, rabin, imam. Odnotowaliśmy niemalże zerowe zainteresowane mediów. A tak naprawdę waga tamtego spotkania była jeszcze większa, niż w tym roku. Nie dlatego, że te trzy religie na co dzień są zwaśnione, nietolerujące się nawzajem, czy właśnie w Polsce konkurujące o dusze. Spotkania były ważne, ponieważ już rok temu słuchacze na Przystanku - ci sami, półnadzy, z irokezem, o których pisze Jacek – okazali wszystkim gościom ogromny szacunek. Wykazali się też kulturą słuchania i zadawania pytań, nawet tych najtrudniejszych. Tomek Lis, Monika Olejnik, Kazia Szczuka czy Tomek Sekielski mówili o równie interesujących sprawach, jak dzisiaj Kamil Durczok. Podobnie jak Mirek Pęczak, który wykazał się ogromną wiedzą i mógł zdobyć szacunek Woodstockowiczów za znalezienie dla nich czasu, oklaskiwany był prof. Jerzy Bralczyk. Woodstockowicze byli zachwyceni, że tak medialna i znana osoba potraktowała ich bardzo poważnie i z ogromną atencją. Tegoroczne pytanie do prof. Balcerowicza: „Gdzie Pan wykłada? Chciałbym być Pańskim studentem”, było tej samej rangi, co pytanie zadane Ani Dymnej rok temu: „Proszę mi pomóc zostać aktorką”. A co ważne, i na jedno, i na drugie pytanie pytający usłyszeli odpowiedź.
Przez ten rok od ostatniego ASP w Polsce dużo się zmieniło. Ta zmiana to także efekt aktywności Woodstockowiczów, których las rąk uniósł się w górę w odpowiedzi na pytanie Kamila Durczoka „Kto był na wyborach?”. Te zmiany będą się dokonywały nadal – ja w to bardzo wierzę! – i to z udziałem Woodstockowiczów.

Przez kilka lat pierwszych Przystanków Woodstock kłóciłem się i pyskowałem tym wszystkim, którzy próbowali zohydzić, zdeprecjonować wszystko to, co robiliśmy na festiwalu. Teraz już nawet o tym nie myślę. Denerwuję się tylko, kiedy brakuje u nas dziennikarzy profesjonalnie zajmujących się tą tematyką – sprawami społecznymi i muzycznymi. Zapewniam Was wszystkich – rok temu wszystkie „dowody” na woodstockową młodzież były już pozbierane. Jednak – często to powtarzam – przyzwyczailiśmy się, że potrzeba czasu, aby o pewnych osiągnięciach mówiono spokojnie, by nie trzeba było walczyć o ich uznanie. Stało się tak po tegorocznym Przystanku Woodstock i mimo, że po raz kolejny czołowi krytycy z codziennych gazet i dużych tygodników nie byli obecni na Przystanku Woodstock, a nawet (jak chociażby Robert Sankowski z Gazety Wyborczej) nie wymienili go w zapowiedziach, to ten jeden artykuł Jacka Żakowskiego okazał się bardziej rock’n’rollowy od wszystkich recenzji muzycznych, które być może ludzie ci po latach spróbowaliby napisać. Mirek Pęczak powiedział jedno: „No tak… Powinienem już tutaj być 14 lat temu…”. Zawsze jest jednak szansa dla tych, którzy piszą – nie bywając. Za rok też zagramy na Przystanku Woodstock…

Przy okazji – baaaardzo dziękuję wszystkim dziennikarzom, którzy znaleźli czas na przyjazd, na obecność, ponieważ każda ich uwaga jest dla nas niezwykle ważna i wiele nowości pokazujących się na Woodstocku jest także efektem takiej współpracy.

Jurek Owsiak

Strona Główna | English | Kontakt | Fundacja | Nasza działalność | Finał WOŚP | Przystanek Woodstock | Pokojowy Patrol | Uniwersytet | Uczymy Ratować | Medycyna | Forum WOŚP | Strony Jurka Owsiaka | Złoty Melon | OTV | Sklepik WOŚP | Radio Woodstock