Mini blog Jurka Owsiaka

grudzień (ilość wpisów: 2)
18-12-2009  10:02

 

Nic bardziej mnie nie denerwuje, jak durna uwaga lub głupie pytanie z zakresu: „czym się Pan zajmuje, co robi Pańska Fundacja”. Wiąże się to z pewnym zespołem zachowań, działań, które lekko potrafią wyprowadzić z równowagi. A temat związany jest głównie z dziennikarzami.

Po 18 latach potrafią oni zadać historycznie piękne pytanie: jak się to wszystko zaczęło? Pytają o to prawie za każdym razem, choć wszystko mają na stronach internetowych i w setkach innych moich wypowiedzi.

Miło mi jest, kiedy mogę odpowiedzieć na pytanie konkretne, takie, w którym omawiana jest dana sytuacja, konkretna data - czy był strach, czy była nadzieja, co było dnia następnego. Ale prośba skierowana do mnie, o opowiadanie całej historii najczęściej świadczy o tym, że pytający po prostu się nie przygotował. Oczywiście z pokorą staram się wszystko wyjaśnić, ale zdaję sobie sprawę, że ucieka nam czas, w którym moglibyśmy porozmawiać o rzeczach mądrzejszych, ciekawszych i, co najważniejsze, ważnych i interesujących dla czytelnika czy widza. Drugą partię „nerwa” powodują pytania dotyczące tak zwanych „wrogów Orkiestry”. Dostaję gęsiej skórki, kiedy dziennikarz wyciąga internetowe anonimowe zapiski z jakiś dziwnych stron i to takie na poziomie oszczerstw i zwykłego bicia piany. A na końcu zadaje mi takie pytanko: a co ja na to?

I odpowiadam, że nic. Dziennikarz oczekuje jednak, że udowodnię, iż wielbłądem nie jestem.

Pamiętam taką sytuację, która miała miejsce kiedyś w radiowej Trójce. Pod koniec Finału dyskutowaliśmy o tym, co się wydarzyło: o emocjach, o Polakach, o obyczajach. I nagle, nie wiedzieć skąd, zaczęło się przytaczanie „szaletowych opinii”. I tak na prawdę nie było wiadomo czy dzwonić do księgowej, czy do Urzędu Skarbowego, czy nosić ze sobą oświadczenie o niekaralności. Bo w tych obraźliwych słowach było wszystko – skradzione pieniądze, prywatne konta, niezmierzone bogactwo w postaci domów, rezydencji, jakieś stałe procentowo określone dochody no – generalnie wszystko co najgorsze i związane z pieniądzem.

Jak zareagować? Albo lejesz sobie na to i wychodzisz na człowieka z odrobiną nonszalancji (z czym ludzkość może nie czuć dobrze), albo tłumaczysz się - co od razu brzmi zawile. Na samym końcu ratuje cię słuchacz, który opieprza prowadzącego mówiąc, że w takich przypadkach potrzebne są konkretne pytania, na które musi paść konkretna odpowiedź.

Ile zarabiają pracownicy Fundacji, ile pieniędzy Fundacja ma na koncie, ile pieniędzy Fundacja przeznacza na sprzęt, programy medyczne, co jest po stronach zysków, co strat? Czy pan, panie Jurku coś na tym zarabia, czy nie? I oczywiście na te pytania są odpowiedzi na naszych stronach internetowych. Ale nawet jeśli dziennikarz zada mi takie właśnie konkretne pytanie - jestem w stanie udzielić odpowiedzi. Bo nie pytanie o coś, a teza, że „kręcę na tym lody”, jest stwierdzeniem podobnym do tego, że „wszyscy Polacy, to złodzieje niemieckich samochodów”.

No i właśnie to „kręcenie lodów” pojawia się w spotkaniach z bardzo znanymi, lubianymi dziennikarzami telewizyjnymi. Powiem Wam, że kopara mi opadła. W TVN-owskim rannym bloku „Dzień Dobry TVN” mówimy o hojności lub niehojności Polaków w stosunku do potrzebujących. Jestem ja, obok mnie piękna Ilona Felicjańska, która od lat prowadzi fundację „Niezapominajka”. Na rzucane co chwilę pytania każde z nas próbuje zdążyć z odpowiedzią.

Ja staram się zaprzeczyć kretyńskiej, moim zdaniem, wymyślonej za biurkiem tezie, że Polacy niechętnie pomagają. Ja w to nie wierzę i myślę, że wszystkie fundacje i stowarzyszenia solidnie pracujące, też w to nie wierzą.

Owszem, te, które uprawiają lewiznę i ściemę, będą oczywiście narzekały, w ten sposób budując czarny PR tematowi, który w Polsce z roku na rok wygląda naprawdę coraz lepiej. Niestety, także ludzie zajmujący się funkcjonowaniem organizacji pozarządowych w dzisiejszych czasach (również Ci z poza biurek) wytaczają te, moim zdaniem, idiotyczne opinie o słabości polskiego pomagania. Nie zgadzam się z nimi, więc zaprzeczam przy okazji zapraszając na kolejny Finał. I w tym momencie dochodzi do kuriozalnej wymiany myśli. Wojtek Jagielski mówi o fenomenie Orkiestry i jej wspaniałych efektach i w tym samym zdaniu zawiera uwagę – „ale nie wszyscy myślą o Was dobrze - mój kolega uważa, że wszyscy szefowie i prezesi fundacji „kręcą przy tym lody”, dlatego mój kolega na Orkiestrę nie daje”.

 

I ja tu siedzę obok pięknej Ilony, która bardzo sensownie mówi o pomocy, trzymam w ręku kolorową puchę Finału, obok mnie nasz plakat o tym, że gramy nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Myślami jestem w naszej siedzibie na ul. Niedźwiedzia 2a, gdzie na 300 m2 wysyłamy identyfikatory do 120 tys. wolontariuszy, gdzie wysyłamy paczki do 1500 sztabów w Polsce i na całej kuli ziemskiej, gdzie codziennie odbywamy mnóstwo spotkań i zastanawiamy się, czy jeszcze ten rok wytrzyma wykładzina na podłodze. Jestem myślami w miejscu, gdzie całym Finałem zajmuje się (od A do Z) tylko kilkanaście osób, bo druga ich część prowadzi normalną, całoroczną działalność Fundacji. I myślę o tych 18 latach grania, podczas których każdy dziennikarz każdej gazety może swoimi kanałami zajrzeć do wszystkich moich dokumentów skarbowych, przyjrzeć się moim finansom, ba! zobaczyć gdzie mieszkam, i gdzie piję i palą za swoje. Do dziś mnóstwo instytucji - z prawa i lewa - bardzo różnie wyrażało swój pogląd na temat naszej Fundacji i - chociażby z powodów takich dziwnych sądów - nigdy żadnej głupoty byśmy nie zrobili.

Wiec sobie myślę - Wojtku, o co Ty mnie pytasz po 18 latach robienia Orkiestry w kraju Środkowej Europy jakim jest Polska? A nie myślisz, że to jest problem Twojego kolegi? Czy na rozmowę z Tobą mam przyjść z księgową? Z zaświadczeniem o niekaralności i zaświadczeniem, że nie jestem wielbłądem?

Odpowiedziałem Ci na to - niech Twój kolega to sprawdzi.

Myślę sobie na koniec, że gdyby kanclerz Merkel w rozmowie z naszym Ministrem twierdziła, że wiele jej koleżanek nie lubi Polaków, ponieważ kradną samochody, to jednak zaczynałaby tym jakąś dziwną dyskusję, że aż chce się powiedzieć - proszę sprawdzić.

 

Taka też jest moja uwaga: chcesz zadać pytanie? Przynajmniej pochyl się na minutę nad sprawą. I najpierw sprawdź. Dopiero jak będą wątpliwości – pytaj - bo masz do tego pełne prawo. Ale jeśli to podejście się nie zmieni, to czeka mnie jeszcze pytanie o wszystkie plagi świata, które z pewnością uda się komuś ze mną połączyć. Albo przynajmniej mnie do nich zbliżyć.

Szkoda czasu, wcześniej sprawdź.

 

Jurek Owsiak

10-12-2009  10:29

Warszawa, 10 grudnia 2009 r.

 

Źle się dzieje w państwie polskim!
Oświadczenie Jerzego Owsiaka,
Prezesa Zarządu Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy

 

Wczoraj w „Wiadomościach” TVP podano informację, która wstrząsnęła wieloma Polakami. Przez szereg dni Dorota Orlicka, chora, z wysoką gorączką, wraz z opiekującym się nią mężem, woła o pomoc. Pomocy tej nie otrzymuje. Rzecz się dzieje w Bartoszycach. Zarejestrowana rozmowa z lekarzem, dyspozytorem pogotowia ratunkowego, zawiera propozycję podania paracetamolu. Mimo wezwania męża pogotowie ratunkowe nie reaguje i karetka nie przyjeżdża. Zrozpaczony mężczyzna do końca słuchał zaleceń lekarzy, ufając temu, co czynią. Paracetamol pomógł tylko na chwilę. Kobieta zmarła. Po tym tragicznym zdarzeniu lekarz z Bartoszyc, odpowiadając na pytania zbulwersowanych dziennikarzy stwierdza, że mąż chorej mógł przywieźć ją do szpitala własnym środkiem transportu.
Źle się dzieje w państwie polskim. Ta sytuacja mnie, Prezesa Zarządu Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, skłania do następującego oświadczenia, skierowanego do p. Ryszarda Orlickiego, męża tragicznie zmarłej kobiety:

 

Szanowny Panie!

Przesyłam Panu wyrazy głębokiego współczucia z powodu straty najbliższej Panu osoby. Jednocześnie oświadczam, iż pokryję z własnych środków wszystkie koszty związane z dochodzeniem przez Pana należnych Panu praw, które moim zdaniem zostały w sposób nikczemny podeptane. Ponadto zapewniam Panu pomoc prawną oraz logistyczną związaną z wyjaśnieniem tej strasznej sytuacji.

 

Wiem, że prokuratura podjęła już w tej sprawie działania, osobiście jednak dodatkowo powiadomię Rzecznika Praw Obywatelskich o ewidentnym fakcie złamania wszelkich przysługujących Panu praw obywatelskich.

Ta sytuacja to nie pierwszy sygnał świadczący o coraz głębszej zapaści etyki zawodu lekarza, co obserwujemy na tle i tak katastrofalnego stanu polskiej służby zdrowia. Niedawno telewizyjne wiadomości informowały o wypadku na oddziale położniczym, gdzie rodząca matka poddana została skomplikowanemu, zimnemu, urzędniczemu trybowi przyjęcia na oddział, przez co poród odbył się na korytarzu szpitala, wskutek czego dziecko doznało urazu głowy. Nasza Fundacja w ostatnim czasie otrzymuje liczne informacje od zrozpaczonych rodziców, którzy skarżą się na brak opieki nad ich chorymi dziećmi, na ogromne, momentami gigantyczne kolejki do specjalistów, czy na zaniechanie niektórych ich procedur leczenia.

 

Biorąc to pod uwagę, dzisiaj po tysiąckroć przepraszam za mój list otwarty w sprawie kardiochirurgii dziecięcej, w którym wyrażałem swoje oburzenie wobec faktu, iż rodzice polskich dzieci z wadami serca decydują się na leczenie w prywatnych klinikach zagranicznych. Życie i czas zweryfikowały moje opinie. Po bardzo krótkim zainteresowaniu tym problemem tak samych kardiochirurgów, Ministerstwa Zdrowia, jak i opinii publicznej, sytuacja stała się jeszcze gorsza. A więc nadal mamy totalnie zadłużone kliniki i jeszcze dłuższe kolejki, które w rezultacie mogą skazać dziecko na śmierć. A przecież problem bardzo często dotyczy nieskomplikowanych zabiegów, z których powszechnego wykonywania w Polsce jeszcze niedawno, my, Polacy, byliśmy tak dumni. Dumna też była Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która wyposażała oddziały kardiochirurgii dziecięcej w nowoczesny sprzęt medyczny.

Dziś natomiast, w tym samym programie informacyjnym, w którym usłyszałem o tragicznej śmierci kobiety, pani Minister Zdrowia po raz kolejny uspokaja nas w temacie śmiertelnego wirusa grypy, odwołując się do profesjonalnej czujności lekarzy wynikającej z ich zawodu i dbałości o nas, pacjentów.

Źle się dzieje państwie polskim.

 

Szanowna Pani Minister, wszystko wskazuje na to, że ta niepotrzebna śmierć kobiety jest wynikiem karygodnych zaniedbań. Niestety, nie pierwszy już raz wszelkie Pani komunikaty i oświadczenia są słowami bez pokrycia. Od 17 lat jako Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy wspieramy, dzięki hojności Polaków, polską służbę zdrowia. Nie zaprzestaniemy tego robić, ponieważ nasze wysiłki kierujemy do dobrych, mądrych, uczciwych i czułych lekarzy. Wierzymy w to, że kiedy pomagamy sobie sami, pomoc  ta będzie skuteczniejsza, lepsza i mądrzejsza. Za miesiąc rusza XVIII Finał. Tak samo będziemy grali w Bartoszycach, jak i w setkach innych miast i miasteczek w całej Polsce. Uczmy się żyć po ludzku, uczmy się patrzeć na bliźniego i pomagać mu jak najskuteczniej, bo tak naprawdę najważniejszy w tym wszystkim jest człowiek.

 

Jerzy Owsiak, Prezes Zarządu Fundacji WOŚP

 

Strona Główna | English | Kontakt | Fundacja | Nasza działalność | Finał WOŚP | Przystanek Woodstock | Pokojowy Patrol | Uniwersytet | Uczymy Ratować | Medycyna | Forum WOŚP | Strony Jurka Owsiaka | Złoty Melon | OTV | Sklepik WOŚP | Radio Woodstock