Mini blog Jurka Owsiaka

czerwiec (ilość wpisów: 1)
01-06-2009  12:02

Muru berlińskiego już nie ma, a jego resztki albo pochowane są prywatnie po domach, albo można je zobaczyć w muzealnych salach. Jak wszyscy pamiętamy, mur rozhuśtano, kiedy niemal cała Europa Wschodnia swoje zrobiła, dzięki czemu zaczęły nadchodzić nowe pod względem politycznym czasy. Widowiskowość obalenia muru była ogromna, ale w owym czasie nie przebijała naszego symbolu Solidarności. Za Solidarnością stał autentyczny gniew robotników, czyli ludzi, którzy zawsze najmocniej odczuwają brak wypełniania powinności państwa wobec społeczeństwa. Gniew polskich robotników był szczery, ale także bardzo widowiskowy. W swoim kolorze oraz emocjach słusznie ściągnął na nas uwagę całego świata, a wręcz stał się przykładem i wzorem dla innych nacji wschodniej Europy. Można powiedzieć, że mur berliński przeszedł do historii jako ostatnie stadium rezygnacji Moskwy z podległych sobie terenów Europy.

Później do głosu doszedł marketing. Odbył się cudowny, naprawdę wspaniały koncert Rogera Watersa ze spektaklem „The Wall” w Berlinie, oraz koncert Rolling Stonesów w Pradze. My, Polacy, marketingowo mieliśmy asa w postaci Prezydenta Lecha Wałęsy, który mógł w tamtych czasach siłą swojego wizerunku konkurować z najbardziej efektownymi widowiskami, skutecznie ściągając uwagę mediów z całego świata. Wałęsa postrzegany był jako symbol Solidarności nie tylko przez Polaków, ale przez wszystkich walczących z całego świata, a do tego był jeszcze głową państwa.

Dziś jednak okazuje się, że nie ma o nas mowy w unijnym teledysku poświęconym 20-tej rocznicy tych nieprawdopodobnych, historycznych zmian dotyczące wschodniej Europy. Okazuje się, że nasze symbole rozjechały się i zostały najnormalniej w świecie zapomniane, a wszyscy zaczynają twierdzić, podając to jako fakt historyczny, że przemiany wolnościowe w Europie zaczęły się od upadku muru berlińskiego. Taką gafę można by wybaczyć nowemu Prezydentowi USA, bo dla Amerykanów Europa jest jak świat z pogranicza fantazji, kompletnie mylą oni nazwy, fakty, miejsca i odległości. Problem jednak w tym, że ta zmiana na posterunku początku wolnościowej rewolucji zaczyna już obligatoryjnie pomykać w Europie!

Możemy zastanawiać się, skąd to się wzięło. Możemy domyślać się, że mają na to kolosalny wpływ polskie kłótnie i swary, których efektem jest absolutna dyskredytacja – powtórzmy to – faktów, symboli czy postaci. Apogeum tych idiotycznych zachowań możemy dostrzec w zdarzeniach dotyczących obchodów uroczystości 20-lecia Polski Niepodległej. Otóż na jednym z najwyższych polskich budynków, jakim jest duży dom ze szpicem na czubku w centrum Warszawy, zawisły dwa wielkie banery. Oba zawierają tę samą treść, ale wyrażoną w różnej formie. Dopiero po dłuższej chwili wpatrywania się, kumam o co chodzi.

Załóżmy teraz, że jestem, dajmy na to, Anglikiem, Francuzem, Włochem, Słowakiem, Czechem, czy Niemcem. Będąc w Warszawie zadzieram łeb do góry i widzę wielką, ogromną, cholernie brzydką i burą reklamę czegoś. Wielka, czerwona linia zatacza mniej więcej kształt naszego kraju. Z jakiegoś punktu tego kraju rozjeżdżają się na wszystkie strony inne linie. Polskie napisy pod spodem ni cholery nie są dla mnie do zrozumienia, więc kumam, że to pewnie kierunki eksportu, ekspansji naszych towarów i usług, a rzecz dotyczy firmy, która może produkuje, może rozwozi, a może w dobie rozwiniętej łączności – łączy. Żadnego symbolu, czy jakiegokolwiek znaku, który naprowadziłby mnie, zagranicznego turystę, na skojarzenie konkretnej sprawy której baner dotyczy. No nic – myślę - brzydka reklama, ale jak mają kasę, to widocznie tak pojmują marketing.

Dalej poruszam się po Warszawie i nagle, z drugiej strony tego wielkiego domu, widzę drugi w cholerę duży baner. Na nim facet przechodzący przez jakiś budynek. Kombinuję, że na pewno chodzi o firmę odzieżową. Facet w zgrabnych spodniach, takich jak teraz na topie, czyli wąskich. Dopasowana koszula i taka na luzie, ale także dobrze dopasowana kamizelka. Na dziarskiego biznesmena wygląda, tylko po cholerę w kapeluszu? Widocznie taki tu trend, takie pomysły, a baner po to duży, żeby pokazać, jak naprawdę powinna wyglądać dziarskość. Patrzę dłużej i coś twarz jakby skądś znana. Generalnie po chwili wpatrywania się łapię szybkie skojarzenie – reklama przedstawia nie biznesmena, tylko kowboja. Widocznie taka tu ciągłość wygodnej mody. Napisy pod spodem ni cholery nie zrozumiałe, a daty wskazują, że firma ma 20 lat.

Uwierzcie mi, kiedy pierwszy raz spojrzałem na te banery, tak właśnie myślałem. Oczywiście doczytałem się, że „niemożliwe stało się możliwe” i że chodzi o obchody 20-lecia nowej Polski. Nie ma tam jednak żadnego czytelnego symbolu! Dlaczego? Bo jak znam życie, to i w tej sprawie doszło do pyskówy, awantury, a jeśli nie, to mamy tutaj do czynienia z największym artystyczno-informacyjnym idiotyzmem. W tym samym miejscu kilka miesięcy temu wisiał wielki bilboard z serduchem, które to serduszko, jako doskonale rozpoznawalny symbol, pojawia się na ogromnej ilości ubrań, torebek, czapek, w witrynach sklepowych, czyli generalnie w miejscach ogólnodostępnych i ogólno zauważalnych w całym kraju.

Mam dla Was pytanie. Wprawdzie tylko za 1 pkt., bo idiotycznie proste. Oto i ono:

  • Jeżeli nie mur berliński, to co jest symbolem rozpoczęcia upadku hegemonii komunistycznej we wschodniej Europie? Dla ułatwienia podaj symbol lub nazwisko.

I to tyle, moi drodzy. Tego najważniejszego elementu – wyraźnego symbolu, zabrakło w momencie, kiedy jest on szalenie potrzebny w budowaniu historii wydarzeń sprzed 20 lat. Więc bez pretensji, że dziś, przy marketingowo doskonałej okazji podkreślenia wielkości naszych, polskich dokonań, po raz kolejny daliśmy ciała.

Jurek Owsiak

Strona Główna | English | Kontakt | Fundacja | Nasza działalność | Finał WOŚP | Przystanek Woodstock | Pokojowy Patrol | Uniwersytet | Uczymy Ratować | Medycyna | Forum WOŚP | Strony Jurka Owsiaka | Złoty Melon | OTV | Sklepik WOŚP | Radio Woodstock