Mini blog Jurka Owsiaka

październik (ilość wpisów: 6)
29-10-2008  16:47

Jako osoba publiczna nigdy do tej pory nie miałem żadnych konfliktów z ludźmi zawodowo zajmującymi się fotografią prasową. Nawet wtedy, gdy popularnym stało się robienie zdjęć „zza węgła”, które później ukazują się na różnych portalach plotkarskich, i nawet kiedy trafiałem na tych fotografów – na moją prośbę nie robili użytku ze swoich aparatów.

Dzisiaj w Warszawie zostałem napadnięty przez trzech mężczyzn, którzy na parkingu, na który musiałem zjechać zepsutym samochodem (w tym momencie czekam na ekspertyzę z serwisu, czy uszkodzenie nie było mechaniczne z udziałem osób trzecich), wycelowali we mnie aparatami fotograficznymi. Stali w trzech różnych punktach, kontaktowali się przez telefony komórkowe i nie zwróciłbym na ich uwagi, gdyby nie inni ludzie, którzy korzystali z parkingu, byli klientami dużego hipermarketu i zwrócili mi uwagę na ten fakt.

Kiedy jeden z paparazzich zbliżył się do mnie, poprosiłem, aby nie robił mi zdjęć. On jednak - już wręcz prowokacyjnie - wycelował we mnie teleobiektyw i robił zdjęcie za zdjęciem. W pewnym momencie powiedział do mnie: „uderz mnie jak Ci się to nie podoba”. Zgłupiałem. Powtarzał to kilkakrotnie mając za sobą - po drugiej stronie ulicy - swoich kolegów.

Jest to tak niewiarygodna sytuacja, że człowiek nie wie, czy może coś z tym zrobić. Nie robi mi zdjęć człowiek z identyfikatorem więc myśli kłębią się najróżniejsze. A może chcą mi ukraść samochód, a może chcą mi zrobić coś złego?

W pewnym momencie widzę tego mężczyznę kilkanaście centymetrów przede mną. Cały czas powtarza: „Uderz mnie!”. I ucieka. Ja dzwonię po policję. Jest godzina 12:19. Zgłaszam zdarzenie, mówię o fotografowaniu, o bardzo agresywnym osobniku i proszę o interwencję funkcjonariuszy, którzy przyjmują zgłoszenie.

Wcześniej wzywam pomoc drogową do samochodu, spod którego maski kłębi się dym i czuć spaleniznę. W międzyczasie wykonuję kolejny telefon do Fundacji, czyli do naszej ekipy, aby ktoś przyjechał tu po mnie jak najszybciej.

Po raz kolejny podchodzą do mnie ludzie – klienci sklepu - i mówią, że jestem fotografowany, o czym wiem doskonale. W pewnym momencie jeden z paparazzi zostaje jako obserwator po drugiej stronie ulicy, a pozostała dwójka obchodzi parking, aby jeszcze z innych stron robić fotografie. Na parkingu nie ma żadnej ochrony hipermarketu. Stoję przy dymiącym samochodzie, po raz kolejny daję znak fotografowi, aby nie robił mi żadnych zdjęć. To jakby tylko ich nakręca. Znowu widzę jednego z nich jak bezczelnie idzie w moją stronę. Wyciąga aparat, staje w odległości kilku metrów i robi zdjęcia. Wiem o co chodzi, więc uśmiecham się, pokazuję znaki peace, staram się być jak najbardziej pogodny, choć cały czas mówię, że totalnie przegina, że wezwałem Policję, że nie ma prawa robić mi zdjęć. On twierdzi, że nikt mu tego nie zabroni i znowu proponuje mi, żebym go uderzył jeśli ta sytuacja mi nie odpowiada. Lufa teleobiektywu wchodzi mi już prosto w twarz. W tym momencie fotograf przegina „na maxa”.

Chwytam za aparat, aby mu go wyrwać. Krzyczę na cały głos - „pomocy!”. Zatrzymuje się taksówkarz. Paparazzi leży już na chodniku, ja trzymam jego aparat fotograficzny, on się wyrywa. Zachowuje się jak złodziej, który chce wyrwać się z pułapki. Z podartą koszulką ucieka. Ja dziękuję taksówkarzowi za pomoc. W tej chwili nadjeżdża ekipa z Fundacji. Człowiek, który mi mówił, że ma prawo mnie fotografować - ucieka, ale zatrzymujemy go. Pojawia się Policja. Wyjaśniamy całe zdarzenie.

Młody chłopak zatrzymany przez nas, mieszka pod Warszawą, jego tatuaż zdradza, że był karany. Zaczyna mówić, że fotografował sam i że robił zdjęcia dla agencji fotograficznej na zamówienie. Po chwili - przy Policji - przyznaje się, że było ich trzech. Zrobił to tylko dlatego, że jego drugi kolega też został zatrzymany i podał swoje personalia. To ten, który z drugiej strony ulicy fotografował sprowokowane zajście. Czekamy na niego 20 minut i wreszcie, po kolejnym telefonie, przychodzi. Składa nam na osobność bandycką propozycję, że odda zdjęcia za 30 000 złotych. My jemu proponujemy opublikowanie ich, ponieważ będziemy chcieli sądzić się z powództwa cywilnego o sprowokowane zajście ze mną. Policja też nas informuje, że możemy dochodzić swoich praw z powództwa cywilnego.

Teraz, po całym zajściu, możemy Wam pokazać ucieczkę dwóch kolegów paparazzi, którzy chcieli jak najszybciej po przyjeździe Policji oddalić się z miejsca zdarzenia. Tak jak oni w sposób absolutnie chuligański, nikczemny i łobuzerski wykonywali swoje foty, tak ktoś na szczęście swoim aparatem zrobił im zdjęcia - jak uciekają.

ALE OSTRZEGAM!!! Chcecie fotografować? Będę miał na to ochotę – robicie foty. Nie będę miał na to ochoty – liczcie się ze zniszczonym sprzętem i poszarpanym ubraniem. Poczułem na sobie bandycki napad i jeśli ktoś będzie chciał wykorzystać te zdjęcia w mediach, to na podstawie mojego zgłoszenia na Policję i interwencji Policji, a także w imieniu wszystkich, którzy w tak nikczemny sposób są fotografowani – będę dochodził swoich praw! NIE MA PRZEBACZ!

Mistrzu obiektywu, zgłoś się do nas i pokaż nam te zdjęcia, bo chcemy zobaczyć, jak się traktuje chuliganów.

Jurek Owsiak

24-10-2008  10:33

Kruk krukowi oka nie wykole - to kolejne bardzo popularne porzekadło. Chciałbym dziś napisać o czymś naprawdę poważnym i dla mnie brzemiennym w skutkach. Po wczorajszej informacji, którą usłyszałem w wiadomościach telewizyjnych (o posłach, którzy nie pojawili się na głosowaniu), ja mówię krótko – to państwo na pewno mnie nie reprezentuje, z tym państwem nie chcę mieć nic wspólnego, tego państwa ja nie szanuję. Jestem jego podatnikiem i tylko to może mnie łączyć z tą grupą ludzi, którzy pod określeniami "Sejm", "Posłowie" reprezentują nasz kraj.

Wczorajszy dzień był dla mnie kropką nad „i”, był momentem, w którym przestaję już dywagować w swojej głowie, czy może mogło być lepiej, czy można byłoby rozwiązać jeszcze kilka problemów. Swoje robić będę, bo dla mnie Polska jest moim krajem, którego losy są mi bliskie, krajem ludzi którzy tu mieszkają i są dla mnie ważni.

Nadal będę zadawał być może retoryczne pytania do kogoś z Ministerstwa Zdrowia, tylko z tej racji, że jest urzędującym magazynierem w tej instytucji. Poza tymi pytaniami nie będę jednak angażował się w żadną inną z nimi komunikację.  Musiałbym wtedy, a nie chcę, nadużywać słów, które same cisną się na usta, a które mogłyby tę dzisiejszą formację rządzącą opisać za pomocą określeń dotyczących wręcz kryminogennych sytuacji. Chrzanić to, bo jak się pozwoli na taki zestaw emocjonalnych, słownych reakcji na poczynania rządzących, to powstaje złudzenie, że tym upustem złości coś rozwiązaliśmy.

To jest tak jak z PZPN, który początkowo był odporny na określenia „mafia”, a później, na oczach milionów Polaków, ukazał swoją mafijność w postaci kolejnych aresztowań. Co więcej, w niczym nie zmienia to faktu, że kolejny mafiozo nie tylko zarządza dziś, ale także może być zarządzającym w przyszłości. Tak jest w PZPN. Tak samo jest i w Sejmie.

Ja tak to widzę. Być może kilkanaście, kilkadziesiąt, a może i kilka tysięcy (chociaż po cichu kombinuję, że nawet i kilka milionów) osób też tak to widzi. Powtarzam więc – robię swoje i robić nadal będę z radością tworzenia, z satysfakcją i poczuciem szacunku ze strony innych osób. Nie uznaję jednak tych ludzi, Posłów, jako reprezentantów mojego kraju. Nawet mi oni nie wiszą, bo to byłoby za ludzkie. Z tymi, którzy łamią prawo, którzy są ludźmi złymi, którzy kłamią i oszukują, którzy dopuszczają się czynów, które winny być sądzone przez prokuratora z urzędu, nie chcę mieć nic wspólnego! Nie boję się ich, ale jak od złej choroby chcę być jak najdalej i z bólem czekać, po prostu czekać. Zgodnie z filozofią, o której mówiła nam pani Kesang Takla na tegorocznym Przystanku Woodstock. W obliczu ogromnego zła, jakie przeżywa jej naród, przemierza ona tysiące kilometrów i opowiada młodym Woodstockowiczom o przetrwaniu, o czekaniu, o nie zaciskani pięści, o pielęgnowaniu w sobie miłości do drugiego człowieka, budowaniu nowego ducha.

To dla nas właśnie recepta na dzisiaj. Pielęgnujmy w sobie dobrego ducha, bo to doskonała inwestycja, która czyni z nas ludzi po prostu porządnych. Chrzanić łobuzów, którzy nie przychodzą na głosowanie, następnie przedstawiają lewe zwolnienia, w międzyczasie fotografują się w gmachu Sejmu, a potem odbierają 300 złotych diety. To właśnie moment, w którym z urzędu powinien wkroczyć prokurator, ponieważ dokonano przestępstwa. I nie ma tutaj nawet dwóch zdań dyskusji. Opozycja wyciąga wielkie działa, gromadzą się chmury nad tymi, którzy dopuścili się przestępstwa i tymi, którzy ich oskarżają (też nie lepsze gagadki), a wszyscy dokładają do pieca ile można. Więc rodzi się w nas nadzieja, że w tych szalbierskich rozgrywkach ktoś chociaż po dupie dostanie zdrowo! Finał? Jak dowiedziałem się z wiadomości, kilka osób dostało upomnienie, a kilkunastu  pogrożono palcem. W majestacie prawa złodzieje - jak w złej bajce - zostali uniewinnieni. Pozostaje nam tylko oczekiwać dobrej bajki, w której pojawi się ktoś, kto im mocno przetrzepie dupy i wygoni ich precz. Bo takiego państwa, jakim jawi się ono dzisiaj, nie szanuje się w ogóle.

(Jurek)

21-10-2008  13:03

List otwarty do polskich kardiochirurgów odniósł skutek. Było o nim głośno i mam nadzieję, że będzie nadal. Do tej pory wiele osób się na ten temat wypowiadało i teraz pozostało tylko cisnąć dalej polskich kardiochirurgów i decydentów z Ministerstwa Zdrowia, aby stan rzeczy, który na dzień dzisiejszy jest po prostu fatalny, diametralnie zmienić. Pisząc ten list liczyłem się z odpowiedzią polskich kardiochirurgów i ciekaw byłem ich reakcji. Oczywiście, tak jak się spodziewaliśmy, pojawiło się mnóstwo tłumaczeń z których wynikła jedna, moim zdaniem obiektywna przyczyna kolejek rodziców do operacji ich dzieci – za mała ilość miejsc na intensywnej terapii czyli mówiąc najprościej – za mała ilość łóżek, wokół których pracują specjalistyczne urządzenia, które przywracają dziecko do zdrowia po operacji. Obecnie takich łóżek mamy ponad 50 i brakuje drugie tyle. To jest konkret, który jest chociażby policzalny finansowo. Drugim konkretem jest brak pielęgniarek z odpowiednią specjalizacją i anestezjologów , którzy często są po prostu rozchwytywani przy innych operacjach. W takich przypadkach liczą się pieniądze za każdą procedurę, czyli także za obecność na sali operacyjnej. Ludzie wyjeżdżają w świat, pracują poza Polską i jeśli nie poprawią się warunki ekonomiczne, takie kłopoty będą obok nas non stop. Inne rozwiązania potrzebne są także szkołom i studiom pielęgniarskim. Jeśli nic się nie zmieni, to ta grupa zawodowa w tym momencie po prostu przestanie pracować dla naszych szpitali z prostej przyczyny - szukać będziemy pielęgniarki ze świecą w ręku.

Ale to są przyczyny ekonomiczno-techniczne, które nie zmienią faktu, że rodzice, szukający pomocy za granicą, narzekają na polskie szpitale i na wszystkie procedury związane z przygotowaniem dziecka do operacji. Mowa tutaj o arogancji lekarzy, arogancji personelu szpitalnego, mowa tutaj o totalnym braku przyjaźni w rozwiązywaniu tak bolesnych dla rodziców problemów. Mowa tutaj także o błędnych diagnozach, o odsuwaniu terminu operacji, czyli mowa o tym wszystkim, co tak naprawdę zależy tylko i wyłącznie w wielu przypadkach od nas samych, od ludzi.

Kardiochirurdzy polscy dostali nieprawdopodobny prezent jakim było wsparcie tej działki medycyny przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Od niektórych z nich usłyszałem: „No tak, ale na 17 lat grania Orkiestry zagraliście dla nas tylko 2 razy”. Oznacza to, że na wszystkie kłopoty ma być tylko Orkiestra?

Szanowni Lekarze, nigdy, przenigdy tak nie będzie! Daliśmy Wam przepotężny impuls, a jak przyjrzeliśmy się swoim zakupom, nie było przez 16 lat takiego roku, abyśmy nie kupili Wam różnorakiego sprzętu, często na tzw. alarm. Mam tu namyśli chociażby przeogromny zakup sprzętu dla nowego oddziału kardiochirurgii dziecięcej, który powstał w Gdańsku i zaczął swoje operacje tydzień temu.

To jest zakup sprzętu nie związanego z żadnym Finałem, ale z naszą logiką i z naszym myśleniem. Chcieliśmy wesprzeć Gdańsk w ich dążeniach aby uruchomić na północy jedyny ośrodek kardiochirurgii dziecięcej. Ale proszę sobie nigdy nie wyobrażać, że Fundacja na stałe będzie finansowała program, na który zbierała w czasie Finału. A niestety, prawie wszyscy lekarze wszystkich specjalności proszą nas o systemowe wsparcie. List otwarty do kardiochirurgów pokazał jedno – jeżeli także systemowo nie rozwiążemy problemów finansowych, te problemy będą związane za moment z każdą działką medycyny, którą Orkiestra się zajmowała.

Ale zacząłem od znanego porzekadła polskiego – uderz w stół, a nożyce się odezwą. W moim liście, pisząc o problemach kardiochirurgii, nie wymieniałem żadnego lekarza, żadnej kliniki, żadnego konkretnego faktu. Otrzymałem w odpowiedzi kilka maili, w których rodzice momentami przenosili na mnie odpowiedzialność za zdrowie ich dziecka, ponieważ planowana operacja miała się odbyć w konkretnym szpitalu, pod kierunkiem konkretnego lekarza, a teraz – po moim liście – jest to niemożliwe. I że moje słowa są atakiem na tego człowieka. W tym samym czasie przyszła do Fundacji wiadomość - poinformowano nas, że pewna klinika wycofała się z operacji polskich dzieci.

Szanowni Państwo, tym listem walczymy nie o operacje kilkunastu czy kilkudziesięciu dzieci, ale o możliwość równych szans dla kilkuset dzieci które czekają w kolejce, a której jeszcze kilka lat temu nie było. Postawy zagniewanego na polskie dzieci lekarza po prostu nie chcę komentować, mając nadzieję, że jednak będzie zgodnie z etyką swojego zawodu nadal operować klientów, którzy się do niego zgłoszą.

(Jurek)

17-10-2008  14:50

Pomysł Pana Prezydenta idiotyczny do kwadratu, jeśli chodzi o referendum w sprawie własności państwowej służby zdrowia. Otóż odpowiedzieć mamy na pytanie, czy służba zdrowia nadal będzie państwowa, czyli tak jak dziś niewydolna, bardzo źle zarządzana, arogancka, nieskuteczna i nieprzyjazna, czy też będzie „komercyjna”, czyli pod uwagę brana jest próba zmiany obecnej formy własności.

Jednak w obu przypadkach – moim zdaniem - nic diametralnie i szybko się nie zmieni. Życie pokazuje, że państwowe ledwo zipie, a to prywatyzowane tak naprawdę jest jeszcze eksperymentem, więc na efekty trzeba będzie jakiś czas poczekać.

I po cholerę wydawać na to kilkadziesiąt milionów złotych? Słyszałem, jak mówiono o sumie 60-80 baniek! Przecież żadna odpowiedź w zdecydowany sposób nie zmieni sytuacji polskiej służby zdrowia. Po to właśnie część Polaków wybrała nowy rząd, aby ten podjął reformy i zdecydował o nowych posunięciach.

Ale ja już przyzwyczaiłem sie, że kiedy premier mówi „białe”, to prezydent musi powiedzieć „czarne”. I na odwrót. Czeka nas w każdej sprawie podobna postawa obu panów. Krótko mówiąc – niech to szlag trafi! Już myślałem, że będzie inaczej…

A jeszcze propozycja daty referendum! 10 i 11 stycznia. Aż mi się nie chce wierzyć, że jest to jakaś przemyślana decyzja z myślą o Finale Orkiestry! Tym bardziej widać tu całą paranoję.

My, Polacy, tego dnia zbieramy – przynajmniej ostatnio – 35 mln złotych, a kolesie w tym czasie wydadzą dwa razy tyle tylko po to, aby zapukać do otwartych drzwi.

(Jurek)

08-10-2008  10:41

Specjalnie czekałem z blogową oceną całej zadymy z nieobecnością Posłów na debacie sejmowej. Żeby nie krakać zawczasu i nie wyciągać za szybkich wniosków, które oczywiście wydają się wiadome z góry, więc morda w kubeł i oczekiwanie.

Dzieje się tak jak sądziłem, że dziać się będzie – to ewidentne przestępstwo, czyli złodziejstwo na oczach narodu, zostało przykryte nowymi, czytaj: aferalnymi wydarzeniami, którymi nasz kraj jest przesiąknięty do cna. To, że Posłowie kłamią, to jest już dla nas obywateli taką codziennością, że przestajemy na to zwracać uwagę. Kłamią, kiedy mamy ich wybierać, kłamią, kiedy już są wybrani, kłamać będą za lat naście, kiedy ktoś rozliczając ich rządy będzie oczekiwał jakichkolwiek logicznych odpowiedzi na jakiekolwiek pytania czy wątpliwości. Wydaje się, że widzimy wszystko na własne oczy, nie rozszyfrowujemy legend lub prastarych podań, a mimo to nie możemy doszukać się prawdy w wydarzeniach, które dzieją się w teraźniejszości, które obserwujemy i które na chłopski rozum wydają się w swej treści jednoznaczne.

No więc tak nie jest. Grupa Posłów nie bierze udziału w pracach Sejmu, co jest ich psim obowiązkiem i do czego się zobowiązali. Wyciągają usprawiedliwienia. Czyli kwity, papiery, cokolwiek co udowadnia, że być nie mogli. Cały świat na takich papierach jedzie i trudno zarzucać złe intencje posiadaczowi zwolnienia. Ale w tym przypadku twarze naszych bohaterów zostały pokazane w mediach, kiedy swój czas spędzali w sejmie, w którym wg papierów ich nie było! To już jest sytuacja zawodowo niewybaczalna. Kłamstwo, oszustwo, brak absoluntek wiarygodności w jakichkolwiek innych poczynaniach. I ten fakt, niestety, dla wielu Polaków jest czymś prawie normalnym. A bo to raz?

Następuje więc drugie zdarzenie, którego wymowa jest o wiele, wiele poważniejsza. Ci, którzy nie byli, bez skrupułów, trzymając w ręku kwity, w których nakłamali że byli, sięgają po trzy stówy dodatku za obecność w obradach Sejmu. I tu następuje, moim zdaniem, największy krach praworządności tak ważnej instytucji jaką jest Sejm.

Powiem krótko – wypchajcie się, Panie i Panowie, trocinami lub czymkolwiek, co wypełni Wasze puste łby! Tę jawną kradzież poddano następnie dyskusji. Czy jest to powód do zawiadomienia prokuratury, czy też nie? Prawnicy publicznie mówią – z urzędu prokurator winien zająć się tą sprawą. Sejmowa kontrola, czyli marszałkowie i cała ich świta, memlą opinie, że należy czekać na opinie. W telewizyjnym spotkaniu pogadankowym przy śniadaniu (na antenie TVN) o całej sprawie mówi się z lekkim przekąsem, żartobliwie, a jeden z gości Posłów, który, jak sam powiedział - pracuje w Sejmie lat sto i więcej, stwierdza, że sprawa owszem, naganna, ale do załatwienia wewnątrz, systemowym działaniem Sejmu. Reszta kiwa głowami i przyjmuje, że podła kradzież, absolutnie niegodne zachowanie i zwykłe szalbierstwo zamienia się w mały, towarzyski, sejmowy epizod.

Już dawno ja i wielu moich przyjaciół nie zwraca uwagi na to, co przedstawiciele Narodu, czyli Posłowie, wypluwają z siebie. Wg nas jest w tym ogromna ilość nikczemności. Zatrważa mnie coś innego. Po raz kolejny nad przestępstwem dokonanym w majestacie władzy przechodzimy obojętnie. Od takiej postawy psuje się wszystko. Tak własnie psuła się komuna od pierwszego dnia, kiedy zaistniała w Polsce. Niestety, psuła się i gniła przez kilkadziesiąt lat. Nowa Polska w swych zapowiedziach i nadziejach tworzyła obraz zdrowego narodu. Naiwnością byłoby sądzić, że tak szybko wszyscy się pozmieniamy w ludzi prawych, tolerancyjnych, dobrych dla siebie nawzajem. Ale że tak szybko, tak bardzo szybko zeszliśmy na psy – tego ja nie spodziewałem się nigdy. Demoralizacja życia politycznego już nawet nie ma swojego pułapu w jakimkolwiek dnie. Ile trzeba ukraść, jaką zbrodnię popełnić, żeby obudzić z letargu tych, którzy mogą mieć rzeczywisty wpływ na sprawiedliwość, chociażby tylko w majestacie prawa?

Jeżeli, kurwa, ukradł, to niech za to odpowie!

Jurek Owsiak

03-10-2008  16:09

Odpowiedzcie mi, Przyjaciele, na jedno pytanie. Dlaczego dzieci z Polski, które wymagają interwencji kardiochirurgicznej, muszą być operowane za granicą?

Jeszcze niedawno polska kardiochirurgia dziecięca radziła sobie praktycznie ze wszystkimi takimi przypadkami. 17 lat temu to właśnie zakup sprzętu dla oddziału kardiochirurgii dziecięcej w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie dał impuls do powstania Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Graliśmy dla Was nie raz, a sprzęt, który „wjechał” do Waszych klinik, w sposób bezprecedensowy wzmocnił, a nawet „wywindował” polską kardiochirurgię dziecięcą na światowe wyżyny. Spełnialiśmy niemal wszystkie Wasze prośby! Współtworzyliśmy światową bazę danych, co także umiejscawiało tę działkę medycyny wśród światowego grona potentatów.

Aż tu nagle pojawiają się znów społeczne zbiórki mające na celu uzyskanie środków na przeprowadzenie standardowych zabiegów w zagranicznych klinikach. Czyżby odeszła Wam ochota korzystania z tego, co macie? A może brakuje Wam sprzętu? Ale przecież nikt z Was nie sygnalizował tego problemu Orkiestrze… Nawiasem mówiąc, wstrząsającym dla mnie jest fakt, że - nie tylko zresztą ta jedna dziedzina medycyny - wsparcie w postaci najnowocześniejszego sprzętu otrzymuje praktycznie tylko i wyłącznie od naszej Fundacji. Wracając do tematu - czy może są jakieś inne powody, które pozwalają tłumaczyć tę niecodzienną, a wg mnie wręcz skandaliczną sytuację? Przecież jedyny zabieg, o którym mówiliście mi, że na dzień dzisiejszy jest nie do przeprowadzenia w polskich warunkach, to przeszczep serca. Cała reszta jest możliwa do wykonania w Polsce! Najbardziej nawet skomplikowane zabiegi i operacje są w Waszym zasięgu, ponieważ, jak wielokrotnie słyszałem i widziałem, prezentujecie najwyższy poziom profesjonalizmu.

Więc – zanim pochylimy się nad następną akcją Orkiestry skierowaną w Waszą stronę – wyjaśnijcie, dlaczego kolejna licytacja medalu olimpijskiego ma zasilać konto zagranicznych klinik, skoro w Polsce macie dostateczne, absolutnie dostateczne warunki, aby takie operacje wykonać?

Pochylam nisko głowę wobec tych wszystkich, którzy odpowiedzieli na apel naszej medalistki olimpijskiej i udowodnili, że Polacy natychmiast reagują kiedy ktoś potrzebuje pomocy. Jednak w tym przypadku, jako Prezes Zarządu Fundacji, która z kardiochirurgią dziecięcą miała i ma dużo do czynienia, uważam, że taki stan rzeczy jest niedopuszczalny, a co więcej – dotyczy nie tylko tych dzieci, dla których pieniądze są zbierane, ale niestety, dużo większego ich grona.

Pytam więc jeszcze raz – co się dzieje w polskiej kardiochirurgii dziecięcej?

Jurek Owsiak

Strona główna | English Version | Radio Woodstock | Sklepik | OTV | Strony medyczne | Uniwersytet WOŚP | Pokojowy Patrol | Nowinki | Przystanek Woodstock | Forum | Orkiestrowy CHAT | Finały | Fundacja | Złoty Melon Firma | Strony Jurka