Mini blog Jurka Owsiaka

wrzesień (ilość wpisów: 1)
01-09-2010  14:41

Słusznie pisał wielki poeta, zamieniając swary i kłótnie w wielki gar zupy warzywnej.

 

My Polacy mamy ogromny dar rozumienia takich przenośni. Wyssaliśmy je z mlekiem matki i powołujemy się na nie niezwykle często. Od zawsze pielęgnujemy w sobie tak trafne i piękne powiedzenia, jak „mądry Polak po szkodzie”, czy też bardziej dosadne: „Miałeś chamie Złoty Róg!”.

Skoro więc je przywołujemy, to pewnie też rozumiemy. Więc może powinniśmy wyrzucić te powiedzenia do „magazynu niebytu”, jako dowód na wielkie zmiany w nas zachodzące, bo przecież człowiek uczy się a błędach.

 

Uroczystości 30-lecia Solidarności w tym kolorze i w tych emocjach, w jakich możemy je dziś obserwować, nie zaskoczyły chyba nikogo. Śmiem nawet twierdzić, że dla wielu, a także i dla mnie, aktualna medialna bomba to efekt, którego się spodziewaliśmy.

 

Na tle typowej, akademijnej i – co tu dużo gadać – dętej mowy organizatorów i gości rocznicowego zjazdu NSZZ „Solidarność”, wypowiedź Pani Henryki Krzywonos taką bombą się stała. Dla mnie osobiście była to wypowiedź znakomita, bo emocjonalnie prawdziwa, bardzo czytelna, bardzo zrozumiała. I gdyby tylko szefostwo tego spotkania dało się ponieść nie tylko emocjom, ale i wyobraźni, mogłoby od tego momentu uczynić spotkanie ważnym, interesującym, a może nawet przełomowym dla całej rzeczywistości dzisiejszego związku zawodowego „Solidarność”.

 

Tak się jednak stać nie mogło, bo nawet scenariusze filmowe, które zawierają podobne, niespodziewane wystąpienia, kończą się właśnie na tym momencie, wprowadzając element zdziwienia uczestników spotkania i dając radochę nam, widzom. Ja, prowadząc taki zjazd, zmieniłbym natychmiast cały tok zdarzeń i porządek spotkania, dałbym ludziom podyskutować – także tym, którzy z opinią pani Henryki się nie zgadzają. Bo dziś, gdy jest już po wszystkim, wiele osób dopiero podejmuje dyskusję.

 

Wracając do istoty obchodów 30-lecia… Dla mnie osobiście podpisanie porozumień sierpniowych przed 30 laty jest jednym z najważniejszych zdarzeń w moim życiu i miało niebagatelny wpływ na to, co robię dzisiaj. Mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że wszystko, co dzisiaj robię, dzieje się dzięki temu, że wówczas do takich przełomowych zdarzeń doszło. Wtedy byłem tylko obserwatorem, dwudziestokilkuletnim Polakiem, który już miał rodzinę, który pojmował rzeczywistość jako twardą skorupę nie do skruszenia przez wiele dziesięcioleci, a może i wieków do przodu. Byłem wtłoczony w ramy realnego socjalizmu bez możliwości jakiejkolwiek zmiany - tak jak miliony Polaków pogodzonych z tą sytuacją.

 

Wspominając nastroje sprzed 30 lat, nasza wyobraźnia dotycząca przyszłości i realnych, oczekiwanych zmian, najczęściej ograniczała się do tych najprostszych robotniczych postulatów – dodatków drożyźnianych, czyli generalnie ekonomii, a dopiero gdzieś daleko, w sferze marzeń nie do zrealizowania, pojawiało się nieśmiałe myślenie o niezależnych związkach zawodowych. To była polityka, na którą naprawdę trzeba było mieć odwagę! I o dziwo Ci, którzy zamknięci w stoczni debatowali nad podpisaniem porozumień, na tę odwagę się zdobyli i te elementy w tych postulatach zawarli. Zawarli, bo nie byli sami, bo mieli mądrych doradców, którzy nie spadli jak komety z nieba, ale już dużo wcześniej działali w strukturach niezależnych, zwłaszcza po 1976 roku, po wydarzeniach w Radomiu. Doradcy Ci byli przez pracowników stoczni akceptowani, bo byli ludźmi mądrymi, doświadczonymi, niezależnymi, którym należy się dzisiaj cześć i chwała, bez względu na to, jak potem potoczyły się ich losy. I taką cześć i chwałę w swoim sercu ja dla nich mam. I chociaż po 30 latach niektóre ich wypowiedzi tak bardzo odmienne są od moich poglądów, cały czas serce każe mi myśleć o nich z szacunkiem za to, co zrobili wtedy, w tych sierpniowych dniach.

 

Mądry Polak po szkodzie. Rok temu główne uroczystości dwudziestej rocznicy pierwszych wolnych wyborów w Polsce tak naprawdę zostały przyćmione wspaniałymi, radosnymi uroczystościami związanymi z obaleniem muru berlińskiego. Organizatorzy naszego świętowania (a więc aktualne NSZZ „Solidarność” i wszyscy inni, którzy mieli w tych świętach brać udział) tak skutecznie się ze sobą pokłócili, że na to, co się w Polsce wydarzyło, możemy tylko spuścić zasłonę milczenia.

 

Tutaj jednak po raz kolejny (myślałem, że nie będziemy mieli aż tylu okazji, aby o tym mówić) przypominam, że na ubiegłorocznym Przystanku Woodstock wśród naszych gości Akademii Sztuk Przepięknych znaleźli się między innymi pierwszy prezydent wolnej Polski Lech Wałęsa i pierwszy premier Tadeusz Mazowiecki. Były to spotkania wspaniałe, mądre, bardzo interesujące, a wzięło w nich udział kilka tysięcy młodych Polaków.

 

Jakim dzisiaj jest Lech Wałęsa? Widzą to wszyscy. Jakim jest Tadeusza Mazowiecki – także widzą wszyscy. Obaj na nasze spotkanie przybyli, obaj mieli chęć i ochotę na rozmowy, dyskusje, które przy okazji stały się wielkim młodzieńczym, pełnym dobrych emocji podziękowaniem za to, co Ci ludzie dla Polski uczynili.

 

 

Można byłoby zaryzykować stwierdzenie, że młodzi ludzie różnią się ogromnie swym nastawieniem do historii od tych, którzy próbują nam oficjalnie tę historię wyjaśniać po swojemu. Nasi goście przywitali się ze sceny Przystanku z blisko półmilionową publicznością. Tak naprawdę ich słów było niewiele, tłum po prostu przyjął ich owacyjnie, odśpiewał sto lat, a dla prezydenta Wałęsy skandował „Lechu! Lechu!”, co przypominało mi niesamowitą atmosferę wielkich demonstracji sprzed ponad 20 lat, kiedy ten okrzyk jednoczył i wyzwalał w nas niesamowitą determinację, aby walczyć o swoje.

 

W tym roku Przystanek Woodstock odwiedził między innymi przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek. Był to gość specjalny, ale my, organizatorzy, nie mieliśmy żadnej „spiny”. Wiązało się to pewnie z faktem, że Jerzy Buzek jest postacią posiadającą dużą akceptację, a także nie wzbudza tak skrajnych emocji w polskim życiu politycznym, jak osoby, o których wspomniałem wyżej.

 

I nastąpiło fantastyczne wydarzenie - pan Jerzy Buzek przechadzał się po całym woodstockowym polu, rozmawiał z ludźmi, a następnie spotkał się z nimi w Akademii Sztuk Przepięknych, gdzie prowadzona była mądra i serdeczna dyskusja, taka, z której obie strony wynoszą bardzo dużo. A my, organizatorzy Przystanku Woodstock, jesteśmy szalenie dumni z tego, że przyjeżdżająca do nas publiczność jest tak miła dla naszych gości. I choć czasem bywa nieprzewidywalna w swoich reakcjach pod sceną – zadziwia nas i muzyków pomysłami, korowodami, noszeniem na rękach, organizowaniem wspaniałego pogo, czy wynalazkiem Przystanku Woodstock, tzw. „burzliwą uliczką” – to konsekwentnie jest przewidywalna jeśli chodzi o savoir-vivre wobec naszych gości.

 

Czyli, że można. Czyli, że kiedy organizujemy Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który moim zdaniem jest najpiękniejszym „dzieckiem” wydarzeń sprzed 30 lat, to potrafimy jako naród być ze sobą. A to przynosi doskonałe, a wręcz fantastyczne efekty.

 

I może trzeba na końcu przyjrzeć się tym rocznicowym uroczystościom jak fabule filmowej, którą oglądamy, o której możemy porozmawiać, ale która nie powinna stać się rzeczywistością. Jest to tylko opowieść z morałem.

 

Bo tak naprawdę nasze życie bez niej może się wspaniale obejść. Mimo tych politycznych kłótni, znowu gospodarczo pokazaliśmy, że wszystko dalej pędzi z kopyta i, tak jak w powiedzeniu aktualnym w odniesieniu nie tylko minionego 20-lecia, ale chyba całego „lecia” Polski - my róbmy swoje, a „oni”, żeby tylko nam nie przeszkadzali. I w miejsce owych „onych” wstawmy sobie tego, kogo mamy na myśli. I zobaczycie, że „wstawiamy” tam tych, którzy ani z nami nie pracują, ani nie siedzą obok przy biurku, ani nam tej pracy nie organizują. Więc myślę, że jakoś ich przebolejemy.

 

A duma z wydarzeń Sierpnia’80 niech będzie prywatnym odczuciem każdego z nas. Może nawet włączając telewizor czy oglądając wiadomości stwierdzimy, że wszystko to, co się dzieje nie ma większego wpływu na nasze poczynania. Bo jeżeli w tych poczynaniach jest troska o dobro każdego Polaka, to przeżyjemy i to nieudane świętowanie. A ja ciągle mam nadzieję, że może kolejna, nawet ta nieokrągła, na przykład 31, albo 36, a może 42 rocznica będzie wesołym, radosnym świętowaniem ogółu dumnych z siebie Polaków.

Jurek

 

Strona Główna | English | Kontakt | Fundacja | Nasza działalność | Finał WOŚP | Akcja STOP POWODZIOM | Przystanek Woodstock | Pokojowy Patrol | Uniwersytet | Uczymy Ratować | Medycyna | Forum WOŚP | Złoty Melon | Owsiaknet.pl | Sklepik WOŚP | Radio Woodstock