|
VIII Przystanek Woodstock, A Chrabja na to...
Zapiski Chrabjego, które pojawiały się w specjalnym serwisie przygotowanym na czas trwania Przystanku Woodstock.
29.07.2002 22:06
W końcu dojadę! Zarzekałem się, bodaj ze trzy już lata temu, że na Przystanek na pewno dojadę...
W końcu dojadę! Zarzekałem się, bodaj ze trzy już lata temu, że na Przystanek na pewno dojadę, że pierwej zeżrę własną pilotkę, niż zawiodę, a tymczasem... udało mi się jednak dać ciała, i to w sposób koncertowy - aczkolwiek nie mający nic wspólnego z Woodstockowymi koncertami...
Kiedy już jednak udało mi się - i to z pewnym (nie mylić z pełnym) powodzeniem, jak mniemam - wspomóc nieco zarobioną po uszy internetową ekipę Fundacji podczas ostatniego Finału, tom sobie solennie obiecał, że nawet na deskorolce, hulajnodze, albo i piechotą do Żar się wybiorę. Co prawda nie zalatuje ode mnie ostatnio tzw. mamoną, ale jakoś pewnie sobie dam radę - w razie czego chyba mi z głodu zginąć nie pozwolą ludzie dobrzy - tak myślałem.
Ale... ale jakie półtora miesiąca temu dopadł mię telefonicznie Milkee i przedstawił propozycję nie do odrzucenia: "Chrabjo... potrzebnyś na Przystanku..."
No nie - pomyślałem sobie - skorom potrzebny, to nie może zaistnieć taka żyrafa, żebym ja na Przystanku nie był. Ino, że Przystanek to wulkan w porównaniu z Finałem (jak sądzę), to i się nieco obawiałem, że jako dynozaur i grzyb (niejako) rady sam nie dam, a zatem o pomoc poprosiłem Eię - bliską moją współpracowniczkę z Poślizgu (dziennika wrednych komentarzy, wydawanego od lat 5-ciu). Zgodziła się! Oczywiście!
I choć akurat zdobyłem w końcu pracę, to skłonny byłem już raczej na zwolnienie iść, niż po raz kolejny dać ciała, ale Szef mój nowy ludzkie panisko jest i wolne dał.
I w taki prosty sposób Partia Świętego Spokoju im. Felicjana Dulskiego, jedyna organizacja, do której przyznaje się Jurek (pewnie dlatego, że de facto i de iure nielegalna, bo nigdzie nie zarejestrowana) i Poślizg - jej jedyny oficjalny organ, reprezentowane przez Eię i moją zgryźliwą osobę będą mieli zaszczyt naujadać z Przystanku. Co też i z rozkoszą uczynią...
A zatem - Sie ma! I do zobaczenia w Żarach!
 Chrabja - prezydent PŚS i red-nacz Poślizgu
 Eia - rzecznik prasowy PŚS im. Felicjana Dulskiego
30.07.2002 16:01
Przychodzą majle, dzwoni telefon...
Przychodzą majle, dzwoni telefon - już wiem, że szukał będę na Przystanku patrolowca pod tytułem Krystian Różycki, a i on mnie będzie też starał się namierzyć; już wiem, że wymarzone zdjęcie wykona mi Michał Sandecki - fotograficzny piewca Orkiestry (i Irlandii), że...
A kogo na Przystanku niespodziewanie spotkam? A bo to ja wiem? Skoro tyle luda się zwali?
Przelatuję sobie tak w myślach listę przyjaciół i znajomych... sporo tego i tylko prawdopodobne kandydatury wybieram. Ale przewidywania swoją drogą, a życie zupełnie inaczej się zazwyczaj toczy.
Podglądam Forum Orkiestrowe, zaglądam na czat - dogadują się ludzkość, umawia - na współną drogę i nie tylko. Jak to Jurek mawia: "Oj, będzie się działo!"
A będzie - co do tego możliwości nie ma; a Ty? zostaniesz w domu? będziesz się kisił w miejskim/wiejskim (niepotrzebne skreślić) smrodzie? odpowiada Ci to? nie ma nawet takiej możliwości, żebym Ci uwierzył - zerowa ona jest, możliwość ta. I w ogóle nie ma o czym mówić!
No już... pakuj się, organizuj jakąś kasę i dymaj na największą imprezę w tym "śmiesznym kraju śmiesznych ludzi" - już samą swoją obecnością podpiszesz się pod "Stop narkotykom", pod "Stop przemocy".
Więc... zbieraj się - do zobaczenia w Żarach!
31.07.2002 18:30
No dobra... przyznaję się...
No dobra... przyznaję się. Już przebieram nogami, już mam raisefiber (znaczy: gorączkę podróżną). Nie, nic z tego - nie muszę (jeszcze?) zbyt często wędrować w kierunku zacisznego pomieszczenia, oznaczanego niegdyś dwoma zerami. Ale - Maniek Kitajec (GAY 4570 - rodacy-kamikadze omijajcie mnie) zatankowany do pełna, torba spakowana (prawie), grzeszne cielsko wyszorowane po iście saharyjskim dniu, balast Mańka (dawca z latoroślą) ustawiony, pozostaje tylko jakoś wypełnić czas do 2giej (w nocy).
Dobre sobie - jakoś wypełnić. A bo to mało mam do zrobienia? A poskładać ostatni przedWoodstockowy Poślizg, a ponownie wyszorować grzeszne cielsko, a odbyć internetową naradę z Eią, a walnąć się choćby na godzinkę, żeby siły i umysł zregenerować...? Mało?
Jak dla mnie wystarczy.
Rzut oka w Orkiestrową Księgę Gości (etam księgę, toć to jest regularne forum, a nie księga gości): - co się tam dzieje, co się dzieje:
Wylatujemy na Woodstock!!!
Pozdrowionka dla wszystkich!! Za pare godzin pakujemy sie do pociagu w Gliwicach i wysiadamy w Zarach!! Make love not war!!
*
woodstock 2002
Pozdrawiam Jurka i całą ekipę zawiadującą tym wszystkim a szczególnie Woodstockiem. W tym roku niestety nie będę bo zacząłem pracę ale za rok będę mógł se wziąść w końcu urlop i się tam zjawię.
*
tracę dziewictwo - jade pierwszy raz
jade pierwszy raz i mam mieszane uczucia!! Ale jadę się bawić i mam nadzieje że się nie zawiodę! Co warto zobaczyć? Gdzie rozbić namiot? Co powinienem wiedzieć - może ktoś mi odpowie?! dzieki!
*
woodstock i SOAD jest spoko
kurcze pozwolili mi jechać starzy hehe ale jazda szkoda ze mnie przed chwilą wywalili z czatu tej strony a ja nic nie zrobiłem :((
I tak dalej... A co się jeszcze bedzie działo?
Przystankowy Bank Podróży też działa, i to nie tylko na pełnych, ale na wyraźnie przyspieszonych obrotach. Co za dym... co za dym...
Lecę robić swoje! Ale jeszcze dam głos. Przed samym wyjazdem!
nErka ludzkości!
 dawca; konterfektu latorośli brak
01.08.2002 01:39
no to jechane...
No to jechane! mierzcie mi czas, przede mną jazda z Wichrowych Wzgórz nad Gdańskiem via Jasień (dzielnica tegoż), skąd zabieram dawcę (filipa) z latoroślą i Ostrów Mazowiecką, gdzie wsiada Eia. Circa about niecałe 900 kaem.
Całe tylko szczęście, że uprawnionych do kierowania pojazdem jest sztuk 3 (słownie: trzy), bez coż się i zmieniać będziemy - mam nadzieję, bo jeśli nie, to dojadę w stanie agonalnym (nosze poproszę!). Eee... nie będzie tak źle - Eia się na bank wbije za kierownicę (kto będzie płacił mandaty za przekroczenie szybkości, Milkee?), a i dawcy nie będzie trzeba specjalnie namawiać. Na szczęście.
Póki co, po przelotnej wizycie na czacie, jesteśmy umówieni - na 20-tą, w kafejce koło sceny. I dobrze - będzie o czym naujadać. A i o drodze słów parę pewnikiem też dorzucimy.
Nocni rodacy za kierownicą - nie polujcie na auto podpisane GAY 4570, co? Przecie jego zawartość nijak wam nie wadzi...
No dobra - komu w d. temu c., ewentualnie komu w drogę, temu rower! Robię "zamknij system" i spaaaaaaaadaaaaaaaaam!
Sie ma!
(Tylko po co ten nieszczęsny d. dzwonił o 24tej?!! zero się przespałem! zero!)
01.08.2002 03:13
w oczekiwaniu na...
Mam kilka dziwacznych cech. Między innymi NIGDY nie budzę się w nocy. Wieczorem zasypiam i dopiero poranek wyplątuje mnie z objęć Morfeusza.
Tę noc pamiętam nader dokładnie – 23.15, 23.49, 00.20, 01.50, 2.20, 3.05 – niech już Chrabja przyjeżdża!
Do zobaczenia w Żarach
Eia
01.08.2002 22:04
I jesteśmy czyli krótka kronika podróży do Żar...
02:00 stawiam się na Jasieniu w temacie zabrania balastu w postaci dawcy z załącznikiem w postaci latorośli. Oczywiście nie jest gotowy, potrzebuje jedynie 10 minut - w efekcie ruszamy w okolicach 2:30
04:45 kilka kilometrów za Mławą i około 20 przed Ciechanowem jedno z kół rozstaje się z powietrzem, wskutek totalnego rozpadu na długości circa 30 cm - jesteśmy uziemieni (zero kluczy, zero podnośnika);
04:50 bardzo senne "słucham" w wykonaniu Eii zapoczątkowuje serię kilku telefonów, w efekcie czego
06:50 podjeżdża pomoc drogowa z Ciechanowa, 4 minuty roboty, zapas założony, papierek o nominalne 100 zmienia właściela
08:17 stajemy pod domem Eii, wrzucamy jej graty, kilkanaście minut u wulkanizatora (po znajomości, a jakże) i...
09:12 w końcu w drodze na Woodstock
* * *
18:47 w końcu w Żarach, po kurczaku z rożna (circa 35 minut) i szajsfudu w makdonaldzie (circa 40 minut) tudzież saunie non-stop
19:05 wpadamy na Jurka (cytat omc dosłowny): "ludzie we Wrocławiu na dach kolejki wchodzili... normalnie nie mogli wejść, bo w środku jak śledzie, to na dach... a każdemu to by trzeba dać plastykowy hamulec awaryjny do pociągania, umywalkę i zasłonkę razem z biletem..."
20:20 wykąpani i w gotowości bojowej nareszcie zaczynamy ujadać z Przystanku
 Opona, co nam zrobiła kuku..
02.08.2002 11:41
Dzień pierwszy – poranek...
Dzień pierwszy – poranek
Dzień niejako przedpremierowy się kończył powoli – ci, co się już zjechali chcieli bawić się jak najdłużej, co i zresztą uczynili. Pod reflektory bijące światłami w niebo, historyczne „Kręcioły” i dokument z poprzednich Przystanków.
O której się ten dzień skończył? A kto to wie? Ja nie – koło północy oddaliłem się w bezpieczne miejsce, żeby zapaść w nirwanę i obudzić się bladym świtem... koło 7mej.
Co i umożliwiło spokojne podglądnięcie toalety porannej przystankowiczów. Kolejka pod prysznic :), kolejka do umywalni, kolejka do miejsc odosobnienia.... normalka: tyle luda, to i kolejki do miejsc higienicznych naturalne są. A z Przystanku na Przystanek jest lepiej – to zdanie uczestniczki niemal wszystkich Woodstocków.
Co prawda do oficjalnego przecięcia wstęgi na głównej scenie o 15:40, tradycyjną Orkiestrą Dętą z Żar pozostało jeszcze sporo czasu, to jednak Przystanek już się widzi – w całych Żarach.
Poranny objazd dość oddalonych od Woodstock miejsc: przystankowicze ciągną coraz większymi strumyczkami w stronę pola słoneczników. A tu już się powoli zaczynają próby kapel, co będą się produkować; sądząc z tego, co dolatuje ze sceny – bas będzie niewąsko atakował; siedzimy za sceną i mimo dość obfitego śniadanka zaczynam być coraz bardziej głodny...
 W oczekiwaniu na wolną kabinę...
 Grunt to czystość
 Bez porannej toalety nie da rady!
 Poranny prysznic
02.08.2002 12:56
Woodstockowe radosne klimaty...
Woodstockowe radosne klimaty
Przelecieliśmy się po polu słonecznikowym. Przelecieliśmy się na zasadzie: „Aniu to... Aniu tamto...” plus pokazywanie paluchem, co powodowało wykonywanie fotki za fotką; nie oszukujmy się – połowa z nich wylądowała w koszu. Po przejrzeniu – się nie nadawału i basta!
Ale reszta w pełni najpełniejszej oddaje Woodstockową twórczośc radosną ergo klimaty radosne.
(to be continued)
 Z daleka widać skąd jesteśmy
 Zdobnictwo - ekhem... - dość niecodzienne
 Święte miasto na Woodstock
 Domek pod flagą
 Pisownia zaiste Łudstokowa :)
 Rower Power?
02.08.2002 13:08
Limuzyny na Woodstocku!
Limuzyny...
Na Przystanek dojeżdżaja się nie tylko koleją, autobusem, stopem albo i czym kto może (czym nie może też) ale i limuzynami: skarpetą, zemstą Honeckera i pogrobowczynią ‘pabjedy’ (btw. govoritje pa ruski?)
Możliwe, że będzie kontynuacja.
 Skarpeta de lux!
 Nysa Rulez czyli bus a la pe-er-el
 Pogrobowczyni pabjedy
 Zemsta Honeckera a la tygrys
02.08.2002 13:20
Eia&Chrabja Intelligence Agency donosi...
Eia&Chrabja Intelligence Agency
Eia i Chrabja udali się na spytki. Nie udali się incognito, niemniej udało się im wyciągnąć to i owo. Udało im się wyciągnąć to i owo od rzekomej konkurencji. Konkurencji wedle źródeł fundamentalistycznych mocno w postaci radia-co-je-kochamy-pasjami albo ich dziennika (bo przecie nie naszego).
Wzięta na sptyki konkurencja – jak się okazuje – rzekoma nie chciała się wypowiadać oficjalnie do publikatorów, niemniej doszło do ustalenia wspólnej płaszczyzny, co ona porozumieniem, i to pełnym, się okazała być: „Ekhem...” – cytata dosłowna – „cel jest ten sam, ale drogi troszkę inne”.
Zatem nie przyjmować będziemy do wiadomości jakichkolwiek insynuacji w temacie konkurencyjności Przystanku Woodstock i Przystanku Jezus, wszelkie takie uznając a priori za debilne wymysły wyssane z palca. Nota bene brudnego.
to be bezwarunkowo continued!
02.08.2002 16:16
a jak się zgubisz...
Radio Zachód nadaje z Woodstock. Radio Zachód nadaje w temacie njusów. Radio Zachód nadaje w temacie, że jeden szuka drugiego, drugi trzeciego, a trzeci czwartego... Na ten przykład: "tego, kto mi podprowadził zielonego glana proszę o zwrot, na jego girę nie pasuje, bo za mały, a ja nie będę miała w czym wrócić do domu..."
Btw. co komu po jednym glanie?
02.08.2002 16:20
15:40 START!!!
Początek. Na cenie Jurek, Orkiestra Dęta, burmistrz Żar i Roman Polański, zawiadowca stacji ŻAry - jak tradycja każe zacznają koncert. Jurek mówi „dzwońcie do rodziców” – niech wiedzą, że wszystko jest okiej, że nie ma żadnej ściemy itede itepe. Ciepłe słowa od burmistrza Żar i życzenia miłej zabawy. Miłość, muzyka, rock and roll – te słowa się często powtarzały z ust Jurka.
I wielkie BUM!!! – salut z armaty. Odpalony tylko i wyłacznie dzięki profesjonalizmowi pirotechników – z powodu silny wiatr gasły zapałki, sytuację ratuje błyskawicznie odpalony papieros. Nałóg nikotynowy ratuje sytuację...?
Jako pierwsze Carrantuohill, postaramy się za godzinę zamienić z nimi kilka słów. Czy nam ssię uda? Zobaczymy.
 WIELKIE OTWARCIE!!!
 Irlandia na Woodstock - Carrantuohill
02.08.2002 17:11
Carrantuohill i goście
Po raz drugi na Przystanku, byli w już zeszłym roku; wzajemna miłość z Fundacją i granie na kocertach Fundacji trwa nieco dłużej. Nieco dłuższe dłużej. Nawet bardzo nieco dzłuższe dłużej.
P: Na Przystanku jesteście nie po raz pierwszy, prawda?
O: Byliśmy na Przystanku w zeszłym roku.
P: Jak było tym razem?
O: Były pewne trudności... to w zasadzie był koncert „Carrantuohill i goście”, stąd pewne przerwy...
P: Skąd! było okiej! Teraz przenosicie się na scenę folkową...
O: Tak! będziemy grali na scenie folkowej. Będzie to jakby powtórzenie tego koncertu, ale tam będziemy mieli więcej casu na wprowadzenie gości i oni będą mieli więcej czasu... Musimy już lecieć... na koniec kilka słów po irlandzku (nie zdołałem spisać z taśmy – p.m. Chrabja), co znaczy „tysiąc całusów” i pozdrawiamy wszystkich internautów, a szczególnie tych z południa, z okolic Rybnika i Żor
(wywiad nieautoryzowany)
 Irlandia z Rybnika na Przystanku
 Widownia się rozkręca...
02.08.2002 17:24
Jurek nadaje...
Na scenie Haratacze - w przerwach nadaje Jurek - zdaje się, że zaczyna się tradycyjny już proces chrypnięcia sprawcy tego całego dymu, który od pierwszego słowa, od pierwszego pojawienia się na scenia zaczął rozgrzewać pole słoneczników.
A internet pracuje - z kawiarenki poleciało 578 majli, nie licząc smsów; na transmisję załapało się na dzień dobry 100 osób, co przy rodzimych łączach jest nie lada sukcesem. Ilość załadowań przystankowych stron powala na kolana... a to dopiero początek! Zwłaszcza, że ładują się internauci ze wszystkich kontynentów, Australii nie wyłączając. Przystanek Woodstock w internecie to nie tylko Żary...
02.08.2002 17:52
wiadomo, że każdy chciałby tu zagrać...
Haratacze rozpytani na okoliczność koncertu i wrażeń po, odpowiadają prosto „było super!”; w menu zaserwowali „Pszczółkę Maję”, co zrobiło na widowni porażające wrażenie. Pytanie z czatu: „zagracie jeszcze pszczółkę maję?”, odpowiedź: „no jasne!”
Czego się spodziewają po koncercie? i ldaczego się zdecydowali na Przysatanku zagrać?
Niczego – wysłali nagrania, bo chcieli po prostu zagrać na Woodstocku i zupełnie nie myśleli o tym, czy w jakikolwiek sposób będą od tego kupony odcinać. To się raczej nie liczy – liczyło się zagranie przed tak wielką i tak niecodzienną jak na Przystanku publicznością.
Od razu po występie wokalistę zgarnęliśmy na czat. Loga którego się zapuści za czas jakiś. Jak tylko się obrobimy...
Wyprzedzając nieco – czat był za...bisty!
 Na scenie...
 w trakcie wywiadu...
 i na czacie
02.08.2002 18:09
piszemy się na wszystkie koncerty...
„Dogbite” zagadnięty obowiązkowym pytaniem „czego się spodziewają po koncercie, bo ma stronie sporo o komercji jest?” odpowiadają: „to największa scena w Polsce, każdy by tu chciał zagrać, tu nie ma miejsca na komercję”.
Czyli sztuka dla sztuki? Tak – dokładnie tak. Wedle Dogbitów. I słusznie – nie ma takiej drugiej sceny w Polsce, a i pewnie trudno taką znaleźć w Europie. I nie tylko. A występ na Przystanku niejako nobilituje.
Jasne, że nobilituje... I to jak jeszcze...
Poczatowaliśmy z Dogbitami. Zapowiedź: "gdzie jeszcze zagracie? wszędzie... nawet i u was w domu, jeśli nas tylko zaprosicie..."
*
A u nas dymi... Eia lata jak kot z pęcherzem, mnie paljuszki puchną od klapania w klawisze, na papierosa nawet nie idzie normalnie wyskoczyć... RATUNKU!!!
 Dogbite na scenie... na 5 minut przed czatem
02.08.2002 19:39
dlaczego „Blade Loki”?
To pytanie z czaut, który poleciał bezpośrednio po zejściu kapeli ze sceny. Zwinęliśmy (a raczej Eia zwinęła) na czat wokalistkę. Chrakterystyczną i z powodu głosu (lekka chrypa), i rzeczywiście blond loków i eXtra tatuażu na udzie.
Jak im się grało przed taaaką publiką? Zajebiście! Innej odpowiedzi trudno udzielić. Co ich skłoniło do przyajzdu na Przystanek Woodstock? Jurek – „bardzo sympatyczny człowiek, bardzo go lubimy, szanujemy to, co robi...” Wysłali po prostu nagrania do Fundacji i... przyjechali zagrać na Przystanku.
Czego by chcieli? Grać jeszcze! Choć przed koncertem była i trema, i adrenalina...
Ja się nie dziwię – przed taką publicznością... też bym chciał.
A dlaczego „Blade Loki”? Gra słów po prostu – żadnej aluzji do koloru włosów wokalistki.
Uwaga! pierwszy bis tego wieczoru
 Blade Loki... w całej wokalistki okazałości
02.08.2002 20:11
Byłem popatrzeć...
Wlazłem na scenę, wlazłem na rusztowania, popatrzyłem sobie na to, co dzieje się na widowni. To jest czad, to jest totalny odjazd, to jest wybuch sporej bomby atomowej!!!
Co się dzieje, co się dzieje... na scenie kapela za kapelą, między nimi Jurek, który nota bene potrafi także wskoczyć między muzyków w trakcie dynamiczniejszego kawałka i szaleje razem z nimi. Jurek na scenie - ludzie na widowni...
Podszedłem do jej skraju, spojrzałem w dół, spojrzałem w dal... ech... chciałoby się tak wystąpić przed taką widownią...
 Widownia... spora bomba atomowa w trakcie wybuchu
 Rzut oka ze sceny...
 Jurek czasem nie wytrzymuje...
02.08.2002 20:56
nie graliśmy jeszcze dla takiej widowni
Muzycy Kangaroz tuż po zejściu ze sceny: „nie graliśmy jeszcze przed tyloma tysiącami ludzi... robi wrażenie...” Chcieli zagrać na Woodstocku, bo to jest kultowe miejsce i zagrać przed taką widownią to jest rzeczywiście coś.
Rzeczywiście, kiedy się spojrzy na widownię, kiedy się przed nią wyjdzie, kiedy dostanie się reflektorami po oczach i kiedy poleci pierwszy dźwięk, to trochę tak, jakby się unosiło w powietrze, jakby się zaczęło szybować nad widownią. I tak to odebrali Kangaroz.
I pewnie wszystkie następne kapele podobnie to odbierają...
 Kangaroz na czacie... wyluzowani już po koncercie
02.08.2002 21:41
grałem na Przystanku 6 lat temu
Leszek Cichoński grał w Czymanowie, grał w Dąbiu, w końcu zagrał w Żarach. Po koncercie czuł się rewelacyjnie – 6 lat temu „nie było takich tłumów, a dzisiaj był taki rewelacyjny tłum, gorący, że grało się świetnie”.
Na Przystanku zagrał nie tylko z sentymentu, grało mu się świetnie – nie tylko dlatego, że taka widownia, ale przede wszystkim dlatego, że to Woodstock, dlatego, że popiera to, co robi Jurek, a przede wszytskim akcję „stop narkotykom”.
 Klasyka na Woodstock - Leszek Cichoński
03.08.2002 00:01
czat za czatem
Zmieniają się goście na czacie - Eia dwoi się i troi i dostarcza ofiar dla internautów, którzy skwapliwie korzystają z okazji i walą pytanie za pytaniem, aczkolwiek nie grzeszą oryginalnością. I Al Sirat, i Blitz, i Cree - jak i wszyscy poprzednio - musieli odpowiedzieć na standardowe "jak wam się grało dla takiej wielkiej publiczności?"
Jak się grało... skompiluję ich odpowiedzi w jedno: największa taka impreza w Polsce, wrażenia niesamowite. Ale założę się, że to pytanie padnie jeszcze nie raz. I zapewne odpowiedź bedzie podobna. Bo przecie grać na Przystanku dla iluś-tam tysięcy luda to jest BARDZO WIELKIE COŚ.
Co wszyscy niezmiennei podkreślają. I atmosferę - taką, że chciałoby się jeszcze grać, i grać, i grać...
Mamy ich tu na żywo, na te krótkie 15stominutowe czaty - wszyscy są na fali, gotowi do ponownego wskoczenia na scenę; jeszcze naładowani energią, która płynie z widowni. To się czuje - nie tylko po naszych gościach; czujemy to i my.
 Al Sirat w akcji...
 ...dla takiej publiki warto...
 podobnie Blitz uważa - jak widać!
 że o Cree nie wspomnę...
 o czym i na czacie mówią (Blitz)
03.08.2002 00:36
zespół za zespołem
Hunter też do nas trafił. Eia w tym względzie jest niezawodna; założę się, że nawet na Toten Hosen wypuszczona którzy zastrzegli sobie z góry, że o żadnych wywiadach po, przed i w trakcie mowy być nie może, przywlokłaby – choćby i siłą – przynajmniej jednego totenhosistę.
Do Hunterów jednak wracając – i oni wystawili się na internetowy obstrzał, w wyniku czego żadnego szwanku nie ponieśli, ale przecie ktoś, kto gra taką muzykę się tak łatwo nie da. No i nie dali – zadziałali błyskawicznie, na zasadzie pytanie (niekoniecznie głupie) – błyskotliwa odpowiedź. Jeszcze z resztkami gorączki po graniu dawali czadu podobnie jak na scenie. Zresztą zaprocentowało to eXtra odbiorem – i koncertu, i czatu. Odbywanego na stojąco – ze strony Hunterów – bo tak ich nosiło jeszcze...
 Hunter szaleje na scenie...
03.08.2002 00:48
Niemieckie grzanie czyli Toten Hosen
Niestety nie dali się naciągnąć na czat, niestety nie pozwolili na transmisję internetową; poszaleć mogli sobie tylko fotografowie, co skrzętnie zresztą wykorzystali. Niestety nie pozwolili na nic więcej – a szkoda. Szkoda, bo tylu internautów się na transmisję decydowało, że mieliby jeszcze większą publikę. Niechże więc przynajmniej ci, co się z daleka tylko Woodstockowi przyglądają zdjęcia sobie pooglądają...




03.08.2002 01:22
zbliżamy się do finału...
Zbliżamy się do finału. Dzisiejszego, ale zaczętego wczoraj dnia. Znaczy koncertu, bo dzień już następny – a raczej noc. Na scenie Hey, na widowni szał! Choć robi się chłodno, wystarczy przejść się i z daleka, albo z perspektywy sceny popatrzeć na szalejącą widownię i od razu robi się gorąco.
Skoro już samym widokiem można się niewąsko ogrzać, to jaka temperatura musi panować na widowni?! Skromny piec martenowski lub coś w tym guście; w każdym razie stal się topi.
Kaśka Nosowska zaczyna „Teksański”. Zaczyna pierwsze słowo: „Her...” i urywa, cichnie też muzyka, ale widownia kontynuuje „...bata stygnie, zapada mrok...”. I leci CAŁĄ pierwszą zwrotką... Dopiero wtedy włącza się Hey. I do końca leci już Hey zuzammen z widownią.
*
I Kaśka też trafiła do nas na czat. Spytana "jak będzie wyglądał Przystanek za 10 lat" odpowiada: "tak samo... tylko Jurek Owsiak będzie miał dłuuuuugą siwą brodę". Gromadzi materiały na nową płytę - możemy się jej spodziewać jeszcze w tym roku; poza tym - trasa, trasa i jeszcze raz trasa. Normalne życie muzyka... ale na internet znajduje jeszcze czas wieczorkiem, kiedy już synka spać położy. Mógłby pójść jej ślady, bo stroi - ale bardzo by tego nie chciała.
 Kasia...
 Nosowska i HEY
 i już sama na czacie
03.08.2002 02:15
Przystankowa noc
Na scenie już kolejny bis T.Love. Publiczność szaleje. Wymusza kolejne. I kolejne. Za sceną przygotowuje się już Shelter...
Muniek Staszczyk po raz kolejny dziękuje publiczności. Nie da rady... jeszcze jeden bis. Chyba wdarliby się na scenę, gdyby teraz zszedł. Zlinczowaliby...
A za sceną już się przygotowuje Shelter – amerykański gość, ściągnięty przez harikrishnowców. Też się dokładają w ten sposób do Przystanku.
Zobaczymy czy Eii uda się ściągnąć Muńka na czat...
*
Krótki spacerek w temacie zaspokojnenia nałogu i zainhalowania się nikotyną... do bungee jeszcze stoi kolejka! co kilka minut kolejny kandydat (na samobójcę? mocnych wrażeń?) wyjeżdża na górę, chwila wahania i... następny proszę!
*
Trudno dziś zasnąć na polu słoneczników... jeśli ktoś śpi, to pewnikiem cierpli na narkolepsję (chorobliwa skłonność do zapadania w sen w najmniej oczekiwanych momentach).
 To jeszcze koncert...
 a to już kolejny (który?!) bis...
03.08.2002 02:29
Jurek zapowiada...
"T.Love!" - chrypi Jurek - "Ta noc jeszcze się nie kończy! Mamy małą obsuwę... ale przed nami jeszcze Shelter! A na koniec 'Sami swoi' "
Ta noc się chyba nie skończy...
Szczerze mówiąc, wolę siedzieć i zapuszczać kolejne njusy, niż być w skórze Jurka. Ciężka harówa - choć z zewnątrz może się wydawać, że w zasadzie nic nie robi - ot, wyskoczy na scenę, zapowie kolejną kapelę, podgrzeje atmosferę i może spokojnie iść na kawę lub herbatę.
Życzę wszystkiego najlepszego takim, co tak myślą i ciekaw jestem, co by powiedzieli po 2-3 godzinach animowania takiego koncertu... przed TAK Ą publicznością.
*
U nas robi się z pozoru sennie: Młody (Pablo) przysypia z twarzą na klawiaturze, Milkee hipnotyzuje monitor, Eia czatuje na Muńka w temacie zaciągnięcia go na czat, Arek (fotograf) biega z aparatem... a ja? a ja udaję, że trafiam w klawisze - normalna przystankowa noc... normalny woodstockowy koncert...
Na którymś z czatów ktoś spytał, czemu takich Woodstocków nie robi się co miesiąc i padła odpowiedź (Huntera? a może Cree? już nie pamiętam! jak pojawią się zapisy czatów, sami sobie znajdziecie): takie coś jak Woodstock może być tylko raz do ro(c)ku, bo to kultowy festiwal, jakiego nie ma nigdzie w Europie, nigdzie na świecie; nie mógłby zaistnieć nigdzie indziej poza Polską... zatem mnożenie go - choćby przez ilość miesięcy - z pewnością zniszczyłoby jego ideę.
I to racja jest...
 Jurek zapowiada...
03.08.2002 03:06
A jednak!
A jdnak Eii się udało! Muniek na czacie przystankowym. Dowód - patrzcie na zdjęcie.
W trakcie czatu Munie po raz pierwszy ujawnił swoje zamiłowanie do obierania ziemniaków i Śremu. Śrem to jeszcze idzie rozumieć, ale obieranie ziemniaków?
 Muniek na czacie... pisze Eia - eXpert od ściągania gości na czat
03.08.2002 03:12
Shelter!
Ostatnia kapela na scenie. Po Shelter już tylko "Sami swoi" i... dotrwać do jakoś do jutra... a raczej dzisiejszego ranka...
*
A my już spadamy się przekimać... do jutra! a raczej do dziś!
Tylko NAPRAWDĘ nie wiemy do której...
Żartowaliśmy!
 Ostatnia kapela dzisiejszej nocy - Shelter
03.08.2002 14:51
Witamy z sauny...
Witamy z sauny, odbywanej bynajmniej nie w celach rekreacyjnych, o nie! Tu na słonecznikowym polu tak daje, że w słońcu jest przynajmniej 57 st. Celsjusza w porywach do 80... jajko rozbijane w powietrzu, spada na patelnię w postaci sadzonego, ew. jak się je rozbełta - w postaci jajecznicy. W zasadzie można zrezygnować z patelni, jeśliby jajko wlewać prosto do jamy ze sporej wyokości. Może nie takiej, z jakiej wykonuje się skoki na bungee, ale to z czysto praktycznego powodu: trudno trafić.
Późno poranny rajd - efekty czyli nieco wrażeń od przystankowiczów:
- Wczoraj super! najlepszy T.Love... gorąca publiczność, ludzie się bawili... no wszystko super! i jeszcze ten zespół niemiecki - Toten Hosen...
- Nie byliście rozczarowani, że weszli, zero bisów i zeszli?
- Nie, no w sumie tak... jak już ktoś na Woodstock przyjeżdża, to wiadomo, że na bis można liczyć, a tak...
- A inne kapele? z tych mniej znanych?
- Te, co ostrzej grają...
- Jeśli ostrzej, to Hunter przede wszystkim... a Blitz? sądzicie, że na Woodstock jest miejsce na taki - umówmy się - hiphop?
- Na Woodstock...? chyba nie..
*
- No i jak wrażenia po pierwszym dniu koncertu?
- Mega... MEGA!!! Jest tak samo jak w zeszłym roku, albo jeszcze lepiej... może więcej ludzi na pierwszy rzut oka... tak, na pewno tak!
- A dobór zespołów podobał się wam?
- Dobór zespołow jest mniej ważny... to znaczy fajnie jest jak są dobre kapele (...), ale atrakcją jest spotkanie tylu ludzi (...) to, że zjeżdża się tu cała Europa... po prostu koncert jest miłym dodatkiem do tego wszystkiego...
- A kapele, które się jeszcze nie przebiły, które są mniej znane?
- To jest mniej ważne, najważniejszy jest odbiór... pierwsz lepsza kapela wyskoczy i wszyscy skaczą... w końcu o to chodzi, żeby się bawić, a nie słuchać... kolesie wyjdą, wiesz, co nie za bardzo jeszcze wiedzą jak grać, ale ludzie się bawią i o to właśnie chodzi...
- A wczorajsze Toten Hosen?
- ... to znak, że się robi taka bardziej europejska impreza... w zasadzie nigdy nie było jeszcze takiej kapeli, zagranicznej... no Shelter... ale to było coś innego...
- A jak będzie wyglądał Woodstock za 10 lat? jeśli będzie...
- Będzie! na pewno będzie... większy... bardziej europejski... ale nic się nie zmieni - tak sasmo ludzie w długich włosach, peace and love, miłość... wolność... sex i rock and roll... będzie cała Europa!
cdn
-
03.08.2002 14:57
Sauna c.d.
I jeszcze trochę wrażeń:
- Jak wrażenia po wczoraj? Co najlepsze?
- Muzyka!!!
- No wiadomo... a która kapela?
- Hunter... mocne wrażenie, mocne bicie, muzyka niesamowita!
- A poza tym?
- Spokój, cisza tutaj... żadnych zadym...
- A jak z bezpieczeństwem? Czujesz się tu bezpiecznie? Jest lepiej niż w ubiegłych latach?
- Czuję się tak samo bezpiecznie... jestem tu czwarty rok... jest tak samo...
- A Woodstock za 10 lat? będzie? a jeżeli tak, to jaki?
- Umrze... umrze jak Jarocin... muzyka się zmienia... ludzie się zmieniają... na ostatnim Jarocinie było już tylko 12 tysięcy ludzi...
03.08.2002 16:52
ruszyła maszyna...
Ruszyła maszyna drugiego dnia, ale najpierw Jurek znalazł chwilę dla internautów; przesunął dla Was wywiad z telewizornią... widzicie, jak Was ceni? NO! (pełny zapis na nowinkach Orkiestrowych, po sąsiedzku :) )
I to mimo tego, że palnik go tak nawala, że ledwo na oczy widzi... skąd ten człowiek bierze tyle siły?
A póki co – zaczął drugi dzień Woodstocku! I to jak zaczął! Na pełnych obrotach i pełnym głosem – musi chrypę zwyczajową przekazał mi, bo jak raz zaniemówiłem.
I u nas ruszyła maszyna – Eia już ściga wykonawców: zaczęło się od Banaszak & the Best.
Teraz na scenie Buzu Squat... lada chwila będą u nas... na czacie.
Znowu zaczął się młyn na maXa...
 Jurek zaczyna...
 drugi dzien!
 Banaszak na czacie
03.08.2002 17:23
lecą czaty!!!
Czatowy dzień otworzył Jurek (szukajcie na głownych njusach), po nim pierwsza kapela Banaszak & the Best, a raczej jej lider. Wrażenia z grania? Najpozytywniejsze z pozytywnych! Tylko szkoda, że tak krótko... i że tylko jeden bis... ale granie nawet półgodzinnego programu przad TAKĄ publicznością, na TAKIEJ scenie to jest COŚ (przez wielkie C, i resztę też).
Na Woodstock trafili niejako z łapanki - ktoś z Fundacyjnych ich posłuchał w Krakowie, podszedł, zapytał, a potem już oficjalnie się Fundacja oficjalnie odezwała. I tyle... i zagrali, i chcieliby jeszcze...
Po nim - Buzu Squat... w następnym njusie więcej szczegółów, a na razie kilka fotek...
 Buzu Suat czatuje...
 Milkee pozuje...
 Eia zapisuje...
03.08.2002 17:48
NADĄŻĄMY!!!
Choć Eia nie daje nam szans na oddech, to jednak udaje nam się w jakiś sposób wyrabiać czasowo. Pracujemy jak śp. stachanowcy w trybie ciągłym przymusowym i terrorze potwornem przez tę kobietę okrutną narzuconem...
Tryb wygląda tak: 3 minuty oddechu, 10-15 minut czatu, wrzucenie njusa, następny czat... i tak dalej... da capo al. fine – póki nie padniemy. Młody – poparzenie słoneczne I stopnia – obrabia zdjęcia, które na bieżąco dostarcza Fundacyjny fotograf – Arek. Milkee moderuje w przerwach między njusami albo na odwrót, mnie przeganiają co rusz od klawiatury potrzebnej na czat... njusy puszczam mimochodem i na kolanie...
Przed chwilą z czatu wyszło Dzioło... w zasadzie powinienem napisać – wytoczyło się, bo artyleria się toczy przeważnie, nie? :)
Mieli grać na Woodstocku już w zeszłym roku jako zwycięzcy festiwalu muzyki garażowej, ale wskutek niepozrozumienia pewnego nie udało im się dojechać. Za to w tym roku dali czadu. Niewąskiego. Wrażenia? Niesamowite!
Co najbardziej kręci? PUBLICZNOŚĆ!!! i tylko publiczność! bo takiej publiczności jak na Woodstocku nie ma nigdzie. I nigdy!
 Dzioło przed czatem... zaraz wystrzeli!
03.08.2002 18:15
Wulkan humoru!
Słyszeliście kiedy Kuśka Brothers? Co się przyznają do Sex Pistols? I do Blues Brothers? Kultową piosenkę o Szpakowskim na przykład?
Nie? Toście straciliście pół życia, a drugie pół Wam na hańbę i pośmiewisko zostawili!
Taczaliśmy się ze śmiechu, kiedy usłyszeliśmy, że są fanami Legii Katowice Widzewa Szombierki Arki Szczecin itp. Przy następnych odpowiedziach Eia uciekła, bo już nie mogła się śmiać!
Za to umiała zatrąbić... :o))))
ps.
Za to udało się lidera wstępnie zgwałcić w temacie ew. współdziałania w ramach Poślizgu - dziennika wrednych komentarzy Partii Świętego Spokoju im. Felicjana Dulskiego!
 Lider Kuśka Brothers...
 i Eia, co trąbi!
 i reakcja na zaproszenie do współpracy z PŚP ;)
03.08.2002 19:02
dłużej grają...
Dłużej grają - chwila oddechu? A gdzie tam - dymamy na scenę, żeby luknąć na widownię... co się tam dzieje!!!
Upał niemiłosierny - taki, że grille wygasili i kiełbasę na słońcu smażą. To i straż polewa widownię, bynajmniej nie w celu spacyfikowania, ale zapobiegnięcia przegrzaniu - wiadomo: każda fabryka pada, kiedy przegrzana, nawet merol, że o bejcy nie wspomnę i innych range roverach...
A jak to wygląda? A popatrzcie sobie...
 Woda się leje...
 jaka radocha!!!
 ja się nie idę dziwić! pod takim prysznicem!!!
03.08.2002 19:20
dalej z cyklu: chwila przerwy...
Udało się nam (nam?! Eii!!!) zaciągnąć na czat Ewelinę Flintę (wiecie kto to, nie? no to nie będę się wywnętrzał) - między jednym a drugim wywiadem. Oczywiście liczba czatowników raptownie wzrosła. Ewelina jest, że tak powiem, Woodstockowo doświadczona, bo zaśpiewała tu jeszcze jako 17-latka; za Idola się załapała na zasadzie - pokazać się kilka razy w telewizorni, a wystarczy - reszta jakoś pójdzie...
Wakacje? (śmiech) na Przystanku Woodstock, ale... cierp ciało, kiedyś chciało... to prosta konsekwencja dokonanego wyboru; jeśli się już raz tafiło w tę machinę, to... bardzo by chciała mieć wakacje, ale...
Może kiedyś się uda... je mieć?
 Dziewczyny czatują...
 czatują...
 i pozują... Milkee też ;o))))
03.08.2002 20:04
i już po przerwie...
Długo nam się nie udało odpocząć... obiadokolacja stygnia...a czatuje z nami NIKT... chłopaki wpadli do naszego kontenera i zadymili podobnie jak na scenie... Co się im podobało najbardziej? To, że ludzie z różnych subkultur współżyją ze sobą... dosłownie i w przenośni ;)
I to jest racja... koronne pytanie o morze głów i las rąk - oszałamia, ładuje akumulatory i wyzwala adrenalinę... to niesie, po prostu daje takiego kopa, że gra się jakby bez udziału świadomości - taki odlot bez żadnych środków zmieniających świadomość...
Chłopaki na koniec się upozowali do superzdjęcia - niezłe co?
 Złapani w trakcie czatu...
 ...i upozowani... eXtra, nie?
03.08.2002 20:11
i po NIKT - DePress
Lider De Press powiedział jedno przepiękne zdanie i niech ono wystarczy za wszystko, to była odpowiedź na pytanie, jak mu się podobała publika na Woodstock. Cytuję dosłownie, z catu ściągnąwszy:
"Jest to po prostu kontakt materii, która rzadko sie spotyka, nie tańczyłem nigdy w błocie pod sceną, zawsze tego chciałem, poczuć się tymi, co są na zewnątrz a są w środku..."
I nie mam nic do dodania... Dokładnie nic. Bo to jest kwintesencja Przzystanku Woodstock - kapele, które grają, żeby poczuć ten fluid, który idzie od jedynej na świecie publiczności...
03.08.2002 21:01
Lanie...
Wodą oczywiście. Jurek wbił się na wóż strażacki, z którego schładzano żarówę pod sceną i lał... lał... lał... aż do wyczerpania zapasu wozu, co strażacki...
 Przygotowanie do wielkiego lania...
 wielkie lanie...
03.08.2002 21:15
Pidżama na czacie
Zaraz po bisach, bo jakżeby inaczej, Grabarz z Pidżamy, zgarnięty przez Eię, wylądował na czacie.
P: na Woodstock juz graleś kilka razy...
Grabarz: ale za każdym razem jest seX stulecia... nikogo i niczego nie można porównać...
P: który Woodstock uważasz za najbardziej udany?
Grabarz: za mało czasu minęło od 3 Woodstock i za mało czasu minęło od dzisiejszego koncertu, by to wszystko objąć..
P: Czy kiedy gracie na Woodstock traktujecie to jak rozrywkę czy coś jeszcze?
P: Kasa czy przyjemność?
Grabarz: Bardziej misję, ale rozrywewk nie stronimy. Jedynie szerokim łukiem omijamy rydzykowe posesje w tym roku, każda rozrywka ma swoje granice; kasa zgdnie z obyczajami Orkiestry - każdy dostał po stówce, przyjemność z CAŁEJ SIŁY!!
(...)
P: Skąd bierzesz natchnienie do swych tekstów?
Grabarz: Z życia, z życia, z życia itd.
(...)
P: Grabarz: czy myślisz, że Woodstock ma szanse przetrwania? Czy może jeszcze dwa i koniec przystanku?
Grabarz: Wszytsko co piękne musi się kiedyś skończyć, Woodstock pewnie też, natomiast nie sądzę, żeby się to stało za rok lub dwa... Życzyłbym sobie i Wam... Miłe Misie, żeby Jurasowi i Wam udawało się jak najdłużej...
 Grabarz na scenie...
 w kontakcie z Woodstockiem...
 publiką...
 i internautami
03.08.2002 23:02
Kto to wszystko napaskudził...
...i paskudzi nadal - do końca Woodstocku, końca świata i jeden dzień dłużej. W dwóch częściach będzie, bo zdjęć się mieści ino 5 na jeden raz...
Zatem od najważniejszych poczynając - nie może się obyć bez odpowiedniej porcji wazeliny, nie? - Milkee (to ten w czerwonej bejsbolówce) obok niego Arek - fotograf, dzięki niemu mamy zdjęcia (w większości)...
Młody - to ten półtyłem, pióra do ziemi (na zdjęciu nie wyszły) - obróbka fotografii i fotograf, w otoczeniu TDC (o nich za chwilę)...
TDC - Mariusz i Andrzej - dzięki nim leci transmisja, czaty, funkcjonuje kawiarenka; cecha charakterystyczna - pełny profesjonalizm. Wchodzą, odpalają serwery i leci!
Uzupełnienie: obsługa kawiarenki - oni czuwali nad tym, żeby majle leciały bez przerwy (przwinęło się przez nią skromne 1700 luda!).
A tu siedzimy... prawda, że ładne mamy lokum...?
 Milkee & Arek
 Młody z obstawą TDC
 TDC - profesjonały
 Obsada kawiarenki... też się narobili
 Nasz biurowiec!
 ...i jego ochrona
03.08.2002 23:08
Kto to wszystko napaskudził... (c.d.)
...i kontynuując - reszta ekipy:
Eia - wulkan nie kobieta! jej nikt nie odmawia - z artystów oczywiście; każdego przyciągnie, choćby siłą - ale nie musi tego stosować: wystarcza tylko sama perswazja... DELIKATNA perswazja..
I taż sama, w teamie nierozłącznym z Chrabją - obowiązuje zasada wzajemnego uzupełniania się (co widać, nie?!).
 Eia - jej się nie odmawia, dzięki niej macie wszystkie czaty
 Team Eia&Chrabja przy klawiaturach (ich naturalne miejsce i zajęcie)
04.08.2002 00:14
Maleo...
Wystąpił z nimi muzyk z Osibisy - Mikel Black... I dali czadu, cała publika kiwała się w rytmie raegge... poleciał i Bob Marley (No women, no cry) i stare numery Osibisy...
Lider zapytany o prochy - reagge i podobne klimaty jakoś się niezmiennie kojarzą - powiedział wprost: maryśka to trampolina do twardych dragów, do ćpania i zaćpania się ostatecznego, do końca. I powiedział tak nie ze względu na miejsce i hasło "stop narkotykom", ale ze względu na tych wszystkich małolatów, którzy dają w kanał.
 Maleo i Koffi
 Maleo i czat
04.08.2002 00:27
Undergound czy Undergroundż?
Jak im się grało? Szkoda, że tak krótko, ale wszystkiego nie można mieć od razu...
Czemu tak dużo po angielsku? Tylko dwa numery z pięciu, a planowali 10! A poza nasz wokal brzmi po angielsku.
Inspiracje – zachodnioamerykańskie i brytyjskie; słuchają heavy metalu, jazzu, rocka – słowem muzyki. W zasadzie się nie kłócą i są to kłótnie konstruktywne.
TeXty – przekaz pozytywny nacechowany optymizmem ale połączony kontrastowo z negatywnym kontekstem; ale skąpani w nadziei po szyję.
Na Woodstocku już byli, jako słuchacze i zasypali Jurka – kiedy już kapela powstała – płytami; dzięki niemu zagrali i o takiej porze... a było to tak... Jurek zadzwonił i dostał odpowiedź: nasz wokalista jedzie na urlop... się nie połapali, że to Jurek... dopiero „cze-cześć” z Jurkowym zacinaniem powiedziane uzmysłowiło im, że to Jurek! O kurde!!! Jurkowi odmówili!!! zaczęli od razu szukać kontaktu z Fundacją; na szczęście znaleźli. I zagrali!
Zresztą po raz 8my... mają w temacie certyfikat Orkiestrowy.
Kroi im się kontrakt... ale o tym cicho – troszki, żeby nie zapeszać.
Tytuł njusa stąd się bierze, że Eii się tak "undergorund" wymawiało, o czym zresztą już myśleli - w temacie zmiany nazwy... i kto wie, czy tego nie zrobią. Ale z dopiskiem - invented by Eia. A to stąd, że ucięliśmy sobie zdrową pogawędkę, bardzo prywatną, do publikacji się nie nadającą...
 Undergroundż... ops! Underground!
 Przed czatem... czadowym!
04.08.2002 01:27
Sweet Noise prosto ze sceny
Glaca pomysły z głębi duszy; próba dania ludziom rzeczy absolutnie wyjątkowych. Praca nad widowiskiem trwała ponad miesiąc w ponad 30-osobowym składzie. Śpiewając do takiej widowni czuł się totalnie roz...bany :), czemu się trudno dziwić... tez by mnie ścięło na maXa...
Unowocześniony Sweet Noise to rozszerozne spektrum muzyczne, wizualne tworzenie swojej tożsamości. Przy tym pełny szacunek dla orkiestry symfonicznej i dla Jurka za śmiałe pomysły.
Niekonwencjonalny image budzi nietolerancję, ale Glaca umie o siebie dbać i chronić się. Nie skoczył w tłum – jak w zeszłym roku, ale dzięki niebieskim wyszedł głęboko w tłum, poza barierki.
Muzykiem został, bo to możliwość wyajwienia prawdy o sobie w skali, która bywa czasem nawet niebezpieczna i ryzykowna.
 Sweet Noise - spektakl...
 niecodzienny... szokujący...
 ...i wyciszony Glaca na czacie...
04.08.2002 02:10
Bolero...
Orkiestra symfoniczna na koncercie, a raczej festiwalu rockowym... jak co roku, nie?! Bo to już tradycja, że ze sceny leci muzyka zwana poważną, klasyczną czy jak tam byście nie chcieli - tym razem było to Bolero Ravela...
A jak zareagowała publika? A po raz pierwszy widziałem nie balet tańczący Bolero... mało to może widać na zdjęciach zrobionych idiottenapparatem, ale... skalę przynajmniej jakoś można sobie spróbować odtworzyć.
Tylko odtworzyć, bo trzeba by to było zobaczyć na żywca. Przynajmniej raz w życiu. Jak ja to zrobiłem - widok 250-300 tysięcy ludzi (dane policyjne) zasłuchanych w Bolero na rockowym festiwalu Przystanek Woodstock to coś, co trzeba zobaczyć na własne oczy.
Jurek! jesteś wielki! pomysł szalony - pogodzić rozrockowane małolaty z orkiestrą symfoniczną to jest bardzo wielkie COŚ!
A po Bolero - sztuczne ognie... takie, że nasz biurowiec chciał koniecznie odlecieć - całe szczęście, że był obciążony, bo chęci swe by zrealizował.
I Nadzieja IRA by Ewelina Flinta z towarzyszeniem Orkiestry Filharmonii Wrocławskiej. Jak to brzmi... a jak później brzmi publika!
 Widać skalę...?
 To sobie można tylko wyobrażać...
 ale pojmie się dopiero, jak się zoabczy na żywca
04.08.2002 02:57
no i...
Powoli robi się koniec... najpierw 1...2...3... "czy te oczy mogą kłamać?" i Jurkowa gaduła z 1...2...3... w tle. Jurek nawija o Fundacji, o Woodstocku, o tym, co się działo, co się dzieje i co się będzie działo.
"Chciałbym mieć takie dzieci jak wy" - to do publiki. "Pozdrawiam Internet!" - to wiadomo do kogo, nie? Do nas znaczy!
Podziękowania dla wszystkich kapel, co zagrały, co chciały zagrać na Przystanku...
"Po prostu bądźcie dobrzy..."
Bądźcie dobrzy...
*
To już koniec Woodstocku, ale nie koniec naszego ujadania; jest jeszcze jutro, a pewnie i z Wichrowych Wzgórz nad Gdańskiem - jeśli dojadę (tfu! tfu! na psa urok) - głos jeszcze dam...
Bo ten typ tak ma, że ujada do oporu - póki fabryka pozwala.
*
A póki co - do zobaczenia za ro(c)k!
 i 1...2...3...
 koniec...
 nieuchronny koniec...
04.08.2002 13:05
wielka impreza... wielkie sprzątanie...
i oczywista demolka.
Eia wbiła się jak zwykle w miejsca, w które nikt nie ma wstępu. I oto efekty demolka megasceny, największej sceny plenerowej w tym śmiesznym kraju śmiesznych ludzi... i telefonii... to już koniec... niestety...
Normalka przecież, nie? Bo tak jak Eia wbija się wszędzie, tak Jurek robi rzeczy niemożliwe. I chwała im wielka za to: Jurkowi za niemożliwe, co będzie możliwe znowu za ro(c)k i Eii za wbijanie się w miejsca absolutnie niemożliwe...
I... do zobaczenia za ro(c)k...?
No jasne!
Sie ma ludzie!
 Znikanie sceny...
 Mamo! już wracam od Babci ;o)))
 remont? znaczy za ro(c)k będzie to samo? A JASNE!!!
 czas do domu...
![Eia&Chrabja - byliśmy tu, jeśliby kto nie wierzył! (napis made by Młody [Pablo])](http://www.wosp.org.pl/przystanek/2002/images/112_5.jpg) Eia&Chrabja - byliśmy tu, jeśliby kto nie wierzył! (napis made by Młody [Pablo])
04.08.2002 13:35
na chwilę przed wyjazdem...
Niestety - wszystko, co piękne się kończy... jedziemy - znaczy Eia&ja, reszta zostaje, będa imprezować bez nas na zakończenie Przystanku, łajdaki... ale cóż... my do fabryk w temacie harówy lecieć musimy, a oni zostają, choć do wieczora też się jeszcze narobią...
Przed Eią - niemal 550 kaem, przede mną niemal 900... zastanawiam się na którą uda się dojechać i w jakim stanie; zwłaszcza, że ciągnę ze sobą upierdliwy balast w postaci dawcy (z latoroślą, nie-upierdliwą na szczęście).
Wypada może przedstawić, nie?
Od lewej: ja (przynajmniej raz na pierwszym miejscu ;o)) ), Eia (!), Maurycy, Arek i Milkee (szef... tjaa... przypadkowo jakby zdominowany i zmanipulowany przez Eię ;o))) )
Młodego znikło w temacie wykąpania się; skwar zaś mamy niemiłosierny...
No to... widzimy się za ro(c)k!
Spaaaaaaaaaaaaadaaaaaaaaaaaamy!
Eia&Chrabja
 Załoga przed biurowcem ;o)))
05.08.2002 06:35
I się wróciło...
I wylądowaliśmy na chatach - Eia po 578 kaem, ja po 957 (dawca - minus 7, jego latorośl - minus 16)...
W drodze powrotnej balast przeważnie spał, a my z Eią leniwie wymienialiśmy poglądy, spostrzeżenia, wyciągali wnioski; czasem wybuchaliśmy śmiechem gromkim na wspomnienie tego i owego (szczegółów nie będzie!), czasem się wzruszalismy (serio!), czasem zamyślaliśmy. A jak i Eia podsypiała, tom sobie jechał i myślał o Przystanku - co zuzammen z tym, com z Eią wydumał niebawem się tu pojawi (pewnie już dziś).
A na razie to tylko (więcej, cholera! nie mam jak) dziękuję Jurek, dziękuję Milkee, dziękuję przystankowicze - wszyscy en masse, znaczy: patrolowcy kolorowi, muzycy, technicy, ludzkość na polu!
Miłość! przyjaźń! muzyka! ROCK AND ROLL!!! Do końca świata... i jeden dzień dłużej!
SIE MA!
10.08.2002 18:00
prawie na gorąco
Byłam na Przystanku Woodstock. Byłam i widziałam wszystko od kuchni. Wraz z szefem mym ulubionym byliśmy w ekipie, która robiła relacje do Internetu. Mnóstwo pracy, młyn niesamowity, wysiłek tysiąca z ogonem ludzi, by kolejne kilkaset tysięcy dobrze i bezpiecznie się bawiło.
O Przystanku i o Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy słyszy się wiele. Zazwyczaj są to dobre opinie, ciepłe słowa, przyjazne komentarze. Jest też kilka pisemek, które uparcie ignorują, bądź uparcie obszczekują. Zadziwiające jest, że na Przystanku, który bądź, co bądź jest największą europejską imprezą muzyczną, nie było reprezentanta żadnego pisma muzycznego, poza Pawłem Ciepliński z Interii nie było nikogo z portali internetowych. Kręcił się jeden gość z Wyborczej (ten z dredami, który się złośliwi w Idolu), ale o innych ogólnopolskich gazetach nie było ani słychać, ani widać. Było kilka lokalnych i to wszystko. Skąd zatem biorą się informacje w prasie? Czyżby z tych newsów, które robiliśmy dla Fundacji? A propos lokalnej gazetki, to od jednego takiego usłyszałam, że jestem arogancka i nikt go jeszcze tak nie potraktował, na co mu odpowiedziałam, że mało widać jeszcze przeżył.
Za to wyjątkowo szeroko imprezę opisywał Nasz Dziennik. Wyjątkowo szeroko i wyjątkowo kloacznie. Bzdury jakie wypisywał ani nie miały miejsca, ani nie były nawet zabawne. No cóż, widać tak już musi być, że czasem trafi się paru kretynów.
Nieodmiennie zadziwia mnie Jurek Owsiak, który jak kot z pęcherzem lata, by znaleźć się w kilkunastu miejscach na raz - bo przecież MUSI wszystkiego dopilnować. Ale machina działała bez zarzutu. Może dlatego, że ludzie, którymi się otoczył, pomimo, a może właśnie dlatego, że w większości są bardzo młodzi, to profesjonalni entuzjaści, którym nie trzeba stać nad głową, by wykonywali swoją pracę należycie.
Mam kilka specjalnych pomniczków. Dla Milkeego - szefa przystankowego Internetu, moderatora czatów, który znosił moje dyktatorskie zapędy, który moderował czaty, pisał newsy, dbał o wygodę i komfort ekipy naszej. Dla Arka - nadwornego fotografa, który był zawsze tam, gdzie trzeba, który w lot rozumiał moje znaczące spojrzenie i robił akurat takie ujęcie, jakie mi się wymarzyło. Dla Młodego - grafika i fotografa, który był wszędzie tam, gdzie normalnym ludziom na myśl nie przyszło pchać się z aparatem. I wreszcie dla Chrabjego -ale nie będę pisała o nim, by nie być posądzoną o wazeliniarstwo. Tak między nami, to znosił moje humory i fochy, pisał doskonałe notki, przetwarzał moje i swoje potrzaskane myśli na język ogólnie rozumiany.
CZEŚĆ WAM I CHWAŁA PANOWIE. I do zobaczenia na kolejnym finale orkiestry, kolejnym przystanku...
Eia
*
z powrotem na glebie
Jak z tego, co wyżej dobitnie wynika, bylim na Łudstoku. Bylim dwuosobowo na Fundacji zaproszenie. Odmówiłby kto? Pokażcie mnie takiego lub taką. Zatem i Eia nie odmówiła, i ja oczywiście. Choć się zapierała i twierdziła jakoby ino na przyczepkę jechała. Niby do mnie na przyczepkę. A się okazało akurat na odwrót, bo ona za gwiazdę robiła, a nas - Milkeego i mnie znaczy - robotą zawalała. Ale ten typ tak już ma. Niestety. Nie udało mię się tym razem i w cieniu wylądowałem, na czem cierpi moja duma chrabjowska niebywale.
Żartowałem!
Ale ja nie o tem. O czem innem. W kontekście takich dwóch zdań, w odpowiedzi na pytanie o publiczność łudstokową i jak się podobała wygłoszonych: NIKT - To, że ludzie z różnych subkultur współżyją ze sobą... dosłownie i w przenośni ;) i De Press - Jest to po prostu kontakt materii, która rzadko sie spotyka, nie tańczyłem nigdy w błocie pod sceną, zawsze tego chciałem, poczuć się tymi, co są na zewnątrz a są w środku... I jeszcze jednego, które choć z innej okazji wygłoszone jak raz tu pasuje: <2lazy2die> oj, zeby w tym narodzie dzien usmiechu byl nie tylko ten jeden dzien, a RP po Finale przez dwa dni to inny kraj. A potem wszystko wraca do normy...
Właśnie - "do normy".
A norma to skrzywiona gęba, punk tłukący się ze skinem, skin z rastą itede. itepe. etc. I tak jest, i trwa niezmiennie. I tylko takie imprezy jak Finał czy Przystanek jakoś tę gębę z twarzy ścierają, jakoś zawieszenie broni ogłaszają.
Nie, to nie tak, że było cudownie i spokojnie, i w Żarach były same anioły nagle, nie - piwo niektórym się bardzo mocno na kończyny i władze umysłowe rzucało, ktoś tak kogoś czymś tam, albo i ręką, ale na to reagował błyskawicznie niebieski patrol (zawodowcy ochroniarze). Reagował błyskawicznie i skutecznie nad wyraz. Tylko... po co?
Po kiego nam grzyba te gęby, te mordobicia, te krzywe ryje? No po kiego...?
Nie lepiej to jak na Łudstoku? kiedy Bolero Ravela wzbudza takie same emocje - i to pozytywne - jak Glaca? z całym swoim Słodkim Hałasem? Co? To aż tak trudne...?
Pewnie tak... idealista ze mnie... Ech!
I pewnie powinienem na koniec jakieś podziękowania zapuścić, co i niniejszem uczynię - więc dziękuję: Jurkowi - za całokształt i za to, że mię w charakterze wyrobnika na Przystanek ściągnął; Milkeemu - za zapodanie pomysłu ściągnięcia wyżej wymienionemu, czym umożliwił mi pracę z Eią (po raz pierwszy naprawdę = straciłem dziewictwo! [późno jakby...]) i za współpracę, i za cierpliwość (on już wie o co chodzi) anielską; Eii - za genialną współpracę (z nikim mi się tak nie pracowało - to trzeba powtórzyć, a najlepiej w stałe zajęcie przemienić); reszcie ekipy internetowej, włączając w to Andrzeja i Mariusza z TDC - za atmosferę w naszym kontenerze; patrolowcom (szczególnie niebieskim) - za sąsiedztwo bezpieczne (już oni wiedzą, o co chodzi); przystankowiczom - za magiczne wibracje; mieszkańcom Żar - za życzliwość... (jeślim kogo pominął, tom kiep!)
Chrabja
*
I wspólnym głosem na koniec słów parę jeszcze dorzucamy:
Co nam się podobało? Wszystko! - z wyjątkiem perturbacji z wodą - myliśmy się w okolicach mocno porannych, w trakcie dłuższych koncertów albo w... szklance wody.
Co nam się nie podobało? Nie powiemy - i myślcie sobie, co tylko chcecie. Jeśli kto się poczuwa do niepodobania, jego problem - musi działa na zasadzie stołu i nożyc.
A poza tym? A poza tym to musimy głośno, wyraźnie i po rodzimemu powiedzieć, że brakuje nam adrenaliny, co się nam pompowała hektolitrami w czasie dwóch koncertowych dni i chcemy jeszcze.
I się już teraz deklarujemy tak samo głośno etc. na wszelkie następne możliwe i niemożliwe imprezy Fundacyjne, na których moglibyśmy być potrzebni i okzalibyśmy się przydatni. I już!
Eia&Chrabja

|