|
XII PRZYSTANEK WOODSTOCK
ZA NAMI
W sms-ach odpowiadam ludziom, że Przystanek był wyjątkowo piękny, pełen wrażeń i wzruszeń. A jaki był, dowiaduję się także z sms-ów od uczestników Woodstocku, który zapamiętali mój numer telefonu kiedy podawałem go ze sceny. Sms-y krótkie i rozbudowane, pełne niezwykle miłych słów, żadnego słodzenia, tylko po prostu wrażenia, które na końcu mówią – do zobaczenia za rok. Od zupełnie obcych ludzi, od Patrolowców, od artystów.
Ten dwunasty Przystanek Woodstock bardzo dojrzały organizacyjnie, a przede wszystkim piękny artystycznie wieloma wspaniałymi zdarzeniami. Akademia Sztuk Przepięknych to w dzisiejszej, tak bardzo skłóconej i nie lubiącej siebie Polsce, wielkie wydarzenie pokazujące, że na tematy, które wzbudzają emocje, można rozmawiać spokojnie, przyjaźnie, przyjmując argumenty, z którymi nawet możemy się nie zgadzać. Akademia funkcjonowała mądrością swoich wykładowców, a przede wszystkim mądrością i dojrzałością jej uczniów. Przychodzili z pola, szczelnie zapełniali wielki namiot i słuchając wykładów pokazywali później, że wiedzą o czym się mówi, zmuszając wykładowców do bardzo rzeczowych odpowiedzi. Przystanek Woodstock to spotkania z organizacjami pozarządowymi. Te, których tam nie było, niech pokornie pochylą czoło, zanim krzykną głośno, że zajmują się poważnie sprawami o których mówią, kierując swoją aktywność do młodych ludzi. Powinni bezwzględnie tam być! Mówiono o walce z narkotykami, z przemocą, mówiono o prawach więźniów politycznych, o ekologii i ratowaniu jej zasobów, mówiono o walce z rasizmem, mało tego – w tym ogromnym upale kilkanaście spontanicznie stworzonych drużyn piłkarskich, kopiąc piłkę, wykopywało rasizm z polskich boisk. Po przystankowym polu wędrowały dwa pochody: Pokojowej Wioski Kriszny i Przystanku Jezus. Kto chciał, ten im asystował, śpiewał razem z nimi, czy wędrował przejeżdżając cały Przystanek Woodstock wzdłuż i wszerz. Tak naprawdę życie pokazało, że jeden i drugi pochód był pochodem samym dla siebie. Ale najważniejsze, że oba pochody zgłosiły się do nas, będąc oficjalnie na Przystanku Woodstock. W przypadku Przystanku Jezus uważamy to za duży sukces. Niezwykła była scena folkowa, która konsekwentnie w takim klimacie muzycznym tworzy swoją publiczność i wspaniałą zabawę. A nad wszystkim górowała nasza ogromna, woodstockowa scena, dopiero w tym roku przepięknie oświetlona. Wydawała tak różne dźwięki i tak bardzo potrafiła zaskakiwać, że aż miło było patrzeć. Bo znowu ktoś napisał, że festiwale na świecie to festiwale z gwiazdami. Ale czyż gwiazdą nie jest Babylon Circus, Baobab, The Krays, Black Summer Crush? Czy gwiazda to tylko i wyłącznie ilość sprzedanych płyt i wypromowanie w mediach? Bo wtedy tych gwiazd mamy małą garstkę, która wszędzie i na każdym festiwalu gra. Sztuką jest zrobić festiwal bez tych wielkich nazwisk, który przyciąga tylu ludzi, tworząc tak bardzo nie powtarzalny i zupełnie inny od wszystkich tych „bogatych” festiwali klimat, kolor i atmosferę. Szokującym dla Amerykanów jest widok Straży Pożarnej wjeżdżającej na woodstockowej pole, aby skropić tłumnie bawiącą się publiczność. Szokującym jest pozorna, absolutna swoboda i luz wszystkich uczestników Przystanku. Pozorna, bo ludzie przestrzegają naszego regulaminu, pozwalają nam prowadzić koncert tak, jak go planowaliśmy, utrzymując porządek i naszą, woodstockową dyscyplinę. I mimo dwóch nieszczęśliwych wypadków, na które nie mieliśmy żadnego wpływu i nad którymi osobiście, bardzo mocno ubolewam, Przystanek Woodstock był bardzo, bardzo bezpieczny, jego uczestnicy czuli, że są pod naszą opieką i jeśli tylko pomocy tej potrzebowali i do nas się zgłosili, mogli na nas liczyć w każdej chwili. Po raz kolejny zostawiliśmy w Kostrzynie niesamowitą energię i wydarzenie, które dla mieszkańców też jest czymś ważnym i osobistym. Miasto było przyjazne, obecne na Przystanku. Mam nadzieję, że znowu za rok spotkamy się w tej samej atmosferze. Dla mnie także ten Przystanek Woodstock pokazał, że cała nasza fundacyjna ekipa jest w stanie zorganizować tak bardzo profesjonalną i na najwyższym poziomie imprezę. Wszystko było zapięte na ostatni guzik, dzięki temu mogliśmy tak sprawnie poprowadzić dwa dni koncertowe, łącznie z transmisją internetową, radiową i telewizyjną. Mam nadzieję, że ponad 200 dziennikarzy zobaczyło Przystanek swoimi oczami, niektórzy po raz pierwszy, niektórzy po raz kolejny. My czekamy na ich relacje, jednocześnie mając nadzieję, że podtrzymamy wszyscy nawzajem ducha organizacji Przystanku Woodstock w jego formule, nie drążąc tak bardzo tematu gwiazd, bo nie o to w tym wszystkim chodzi, gwiazdę można zawsze kupić, a nam potrzeba energii aby wytrwać w tym, co robimy cały czas, aby na tej dużej scenie zagrał zespół, któremu może się to zdarzyć tylko raz w życiu i żebyśmy byli świadkami tak pięknych i porywających koncertów jak koncert Vava Muffin, Shannon, Coma, 2TMT2,3, Indios Bravos, Farben Lehre, Lao Che, czy chociażby niewiarygodnie, fantastycznie przyjęty koncert tajemniczo zapowiedzianej Justyny Steczkowskiej. XII Przystanek Woodstock wyraźnie pokazał, że szukamy, szukamy, szukamy, chcemy uczyć, zmieniać, nie raz nawet ryzykować, aby polska muzyka rockowa miała miano tych wystarczających gwiazd do zorganizowania festiwalu „Przystanek Woodstock”. Jak zwykle, nieobecne były rozgłośnie radiowe z nazwą „rock” czy jakąkolwiek jej mutacją w tytule, jak zwykle przedstawiciel redakcji „Teraz Rock” nie dał się poznać, bo nikt go nie widział (może był), ale jedno, co już zauważyliśmy, to to, że ci, którzy byli, interesowali się bardzo tym wszystkim co się na Przystanku działo. Zmęczony wróciłem do domu, szczęśliwy, że tak niezwykle mogłem rozmawiać z publicznością, przeżywać osobiście muzę, wyściskać się z artystami i czuć, słyszeć, że dla nich to zaszczyt taki występ. No i ten cud z głosem, po prostu wrócił, ale od razu mówię, była to zasługa naszego polowego szpitala i dr Moniki, która swoimi sposobami głos przywróciła. A jeśli chodzi o po wielokroć zadawane pytanie, ile ludzi przyjechało do nas, to… Podać dokładnej liczby nikt nie może, bo jak nie ma bramek, płotów, biletów, to i nie ma jak dokładnie głowa w głowę ludzkości policzyć. Wiemy jednak, że podobnie jak rok temu i dwa lata temu, przyjechało do nas kilkaset tysięcy ludzi – większość mieszkała w ogromnym woodstockowym miasteczku namiotowym, duża część przyjechała na chwilę, na jeden koncert, na jeden dzień. Kilkaset tysięcy ludzi, podobnie jak na Przystanku Woodstock 2005, co nas bardzo cieszy, bo oznacza, że nasz festiwal ma ustalony poziom, ma swoją rangę i jest spotkaniem niezwykle ważnym dla młodych ludzi w Polsce. Chcemy, by tak pozostało. Ciągle można do mnie wysłac sms-a. Jeszcze raz wielkie dzięki, było pięknie.
|
|
