|
Aktualności - Teraz Rocka na Woodstocku nie było!
02-09-2009 14:40
Otrzymaliśmy właśnie najnowszy numer miesięcznika „Teraz Rock” – numer wrześniowy, więc jest w nim sporo miejsca poświęconego tym wydarzeniom muzycznym, które w okresie wakacyjnym przetoczyły się przez nasz kraj. Numer tradycyjnie ma swoich muzycznych bohaterów, tym razem są to m.in. Closterkeller, Megadeth, Farben Lehre, Perfect, Paradise Lost, i wielu innych uznanych artystów, a wokół rozmów i publikacji poświęconych bohaterom – recenzje, relacje, opisy, newsy. Generalnie – pakiet muzycznych wieści dla fanów, którzy wejść w jego posiadanie mogą za jedyne No i jest relacja z Przystanku Woodstock, autorstwa Jordana Babuli. Znajduje się na stronie 82 i 83, tuż za relacją z koncertu w Muzeum Powstania Warszawskiego, obok krótkiego opisu występu Pearl Jam w Berlinie, a przed Off Festiwalem.
Problem w tym, że taka forma obecności na Przystanku, jakiej efekty widzimy we wrześniowym numerze, dla nas równa się jej brakowi i całkiem szczerze dzielimy się z Wami pewnym odczuciem – wg nas największy rockowy magazyn muzyczny w Polsce traktuje największy polski festiwal rockowy jako zło konieczne, któremu poświęcić miejsce musi – bo przecież jakaś część z Woodstockowiczów wydaje regularnie te 9,90 złociszy – ale które niewarte jest jakiegokolwiek nakładu pracy, a już na pewno 100 PLN wydanych na akredytację. Ot, taka festiwalowa amatorszczyzna. A słowa te piszę z pozycji osoby, która od kilku już lat odpowiada za organizację zaplecza prasowego. Jestem rzecznikiem Przystanku, moja praca polega na tym, by dziennikarzom pomagać w ich pracy, by rozmawiać, informować, by umożliwiać i ułatwiać im wykonywanie swoich redakcyjnych obowiązków. Pomaga mi w tym zespół oddanych ludzi, fachowców mających doświadczenie dziennikarskiej, a pracujących na festiwalu jako wolontariusze, a więc za zupełną darmochę, 24 godziny na dobę. I mnie te złośliwości dotykają w sposób szczególny, bo za pomocą kilku słów odbierają jakąkolwiek wartość wielomiesięcznej pracy mojej i całego zespołu prasowego, pracy ciężkiej, czasochłonnej i wymagającej ogromnego zaangażowania. No więc czytamy w Teraz Rocku słowa następujące: „Jedynie dziennikarze traktowani są dziwnie po macoszemu – jeśli nie wykupią akredytacji (koszt – 100 zł) i nie uczestnicą w „obowiązkowych” konferencjach prasowych, a jedynie chłoną atmosferę z perspektywy zwykłego festiwalowi cza, ich obecności się nie uznaje! Po raz kolejny ze sceny dowiedzieliśmy się, że „Teraz Rocka” nie ma na Woodstocku. Chociaż, jak co roku, był”.
Poza tym, Panie Redaktorze, umówmy się - albo przyjeżdża Pan na festiwal jako fan muzyki, albo jako dziennikarz i przedstawiciel określonej redakcji. I w tym drugim przypadku nie na „chłonięciu atmosfery” ma polegać Pana praca, a na przygotowywaniu rzetelnej, profesjonalnej, odpowiadającej randze pisma, które Pan reprezentuje, publikacji. Publikacji, w którą Redakcja zainwestuje pewne środki finansowe i która stanie się jednym z elementów kolejnego numeru magazynu, kosztującego wspomniane 9,90 PLN za sztukę. Taki klasyczny, rynkowy układ, funkcjonujący w całej Europie. Wchodzę te zawiłości finansowe z przykrością, ale czuję się przywołany do tablicy przez wyraźne wytknięcie 100 złotych opłaty akredytacyjnej. Ni cholery nie mogę zrozumieć, skąd takie oburzenie Redaktora magazynu „Teraz Rock”, jeśli sprawa została od początku postawiona uczciwie – jest opłata, w zamian za co oferujemy pewne „usługi” wypisane w regulaminie, od dostępu do Internetu za darmo, poprzez całodobową obsługę w Biurze Prasowym, po szereg materiałów informacyjnych które każdy w bogatym pakiecie otrzymuje. W tym także zapraszamy na wspomniane konferencje prasowe, które żadnym obowiązkiem nie są, ale które organizujemy dla dziennikarzy właśnie po to, by otrzymali na festiwalu coś więcej niż jedynie możliwość przyjazdu, jaką ma każdy. Chcemy w ten sposób umożliwić przedstawicielom mediów zdobycie wiedzy będącej realną podstawą do ferowania ocen, chcemy pomóc im w pozyskaniu informacji stanowiących tło muzycznej zawartości festiwalu, by potem to, co dzieje się na scenie, można było opisać w sposób kompleksowy, wielopłaszczyznowy, ciekawy. Chcielibyśmy, by w publikacjach prasowych pojawiało się coś więcej, co będzie również dla uczestników festiwalu ciekawostką, magnesem, uzupełnieniem tego, co działo się na Przystanku. Słowem – oczekujemy od dziennikarzy PROFESJONALIZMU! A od magazynu o nazwie TERAZ ROCK, na największym polskim festiwalu ROCKOWYM, oczekujemy tego PROFESJONALIZMU więcej, niż od wszystkich pozostałych redakcji. I dlatego to właśnie Was Jurek wywołuje ze sceny, to o Was pisze w swoim blogu i to o Was pyta na każdej konferencji prasowej, którą w czasie festiwalu prowadzi. Panie Redaktorze, niech sam Pan przyzna – czy nie byłoby wartościowym napisać w Waszym piśmie, co Michael Lang, organizator festiwalu Woodstock’69, myśli na temat polskiego Przystanku Woodstock? Albo co uważa na temat polskich artystów, których spotkał w tym roku w Kostrzynie? Jak on na przykład ocenił ten tak skrytykowany przez Pana Koncert Jubileuszowy? Albo jak w ogóle z perspektywy 40 lat, patrzy na to, co stało się w Bethel k/Nowego Jorku, a jak patrzą na to fani rocka z innych krajów? Tym bardziej, że jako pismo rockowe, zauważyliście wcześniej na swoich łamach fakt 40-tej rocznicy tego legendarnego wydarzenia! Czy nie byłoby ciekawie napisać, czym dla Lecha Wałęsy jest muzyka rockowa (nawiasem mówiąc, niech się Pan nie martwi, w tym akurat wyręczyli Pana uczestnicy Akademii Sztuk Przepięknych, którzy akurat o to Prezydenta zapytali). Czy nie byłoby interesującym napisać, co czuli Leszek Możdżer, lub Lora Szafran, występując przez wielotysięczną rockową publicznością, czy są to doświadczenia, które znajdą swój obraz w ich dalszej pracy artystycznej? A może warto byłoby zwrócić uwagę na dość odważne włączenie do klasycznego rockowego repertuaru, 106 osób orkiestry Muzycznego Teatru Mazowieckiego „Operetka”? I tak sobie myślę, że zupełnie inaczej odebrałby Pan, Panie Redaktorze, cały woodstockowy Koncert Jubileuszowy, gdyby porozmawiał Pan z Karimem Martusiewiczem o pracy nad tym projektem i o celach, jakie przed sobą postawił przyjmując zaproszenie Jurka do przygotowania tak nietypowych aranżacji. I mógłbym wymieniać bez końca. Można by znaleźć tyle ciekawych pytań, że zapełniłyby one bez problemu lwią część jednego numeru magazynu Teraz Rock, stając sie nie lada gratką dla każdego fana muzyki rockowej w Polsce. Jest to w końcu ogromny festiwal, który, moim zdaniem, swoją 15-letnią historią, dorobkiem artystycznym i uznaniem wśród polskiej i europejskiej młodzieży, zapracował sobie na taką właśnie pozycję w Waszym magazynie. Proszę się więc nie dziwić, ale w naszym przekonaniu – magazynu Teraz Rock na Przystanku Woodstock nie ma. Nad czym – i to bez bicia przyznaję – ubolewamy, bo jest to największe pismo o takim profilu w naszym kraju i szkoda nam chociażby tych 400 tysięcy woodstockowych fanów takiej muzy, którzy naprawdę stanowią potencjał zasługujący na zupełnie inne z Waszej strony traktowanie. Co pozostawiam Pańskiej, Panie Redaktorze, jak i całej Pana redakcji – refleksji. Pozdrawiam, |
Sprawozdanie z Przystanku opatrzone zdjęciami, dość obszerne na tle innych relacji, choć pisane płytko, tak jak mógłby to zrobić każdy uczestnik Przystanku, wykazujący się ułamkiem zdolności dziennikarskich i hobbystycznym podejściem do tego zajęcia. Jest to więc łopatologicznie wyłożony opis zdarzeń na festiwalu, bez wnikania w jakąkolwiek analizę, bez próby podjęcia jakiejkolwiek ambitniejszej publicystyki, za to zawierający mnóstwo subiektywnych ocen autora. Do których to ocen ma on oczywiście pełne prawo, jak każdy z Was. Zakładam więc, że mógł Wam się nie podobać Koncert Jubileuszowy „Woodstock’69”, czy występ Juliette Lewis. Jednocześnie wielu z Was uzna te same koncerty za genialne – tak na przykład wygląda moja opinia na temat wspomnianego koncertu jubileuszowego – i możemy się teraz spierać o gusta, czyli toczyć polską dysputę o wyższości Świąt, gdzie każdy ma swoje racje i jedynym efektem wejścia w tę polemikę jest mnóstwo, ale to ogromna ilość, straconego czasu. Co więcej wnosi ten artykuł? A jest tam jeszcze kilka typowych szpilek i złośliwości, wmontowanych w tekst chyba w rewanżu za ciągłe wytykanie magazynowi „Teraz Rock” nieobecności na Przystanku, co najwyraźniej Redakcja także odczytuje jako z naszej strony bezpodstawne złośliwości.
Teraz zastanawiam się, czego dotyczy to „macosze traktowanie”. Czy chodzi tu o fakt wprowadzenia płatnej akredytacji, podnoszony o tyle niesprawiedliwie, że przez – jakby nie było – komercyjny magazyn kosztujący wspomniane 9,90, wobec festiwalu niekomercyjnego, organizowanego przez organizację pozarządową? Czy chodzi tu jednak o sam fakt wywoływania pisma Teraz Rock ze sceny, co też mało jest sprawiedliwe, bo przecież jeśli dziennikarz się nie akredytuje, to skąd mamy wiedzieć, że jest?