Dzięki tegorocznym Eliminacjom do Przystanku Woodstock organizowanym przez Fabrykę Zespołów i Fundację WOŚP, na dużej scenie najpiękniejszego festiwalu świata wystąpiło aż sześć zespołów.
Sen Zu, Enej, Pampeluna, Lessdress, Ziggie Piggie z Robertem Brylewskim oraz Titus` Tommy Gunn to zespoły, które w 300% zdały egzamin, zapewniając woodstockowej publiczności najlepsze wrażenia z całego wachlarzu muzycznych doznań: od reggae/SKA przez folk, elektronikę po najwyższej próby rock`n`rolla. Jak sami muzycy wspominają koncerty na dużej scenie?
Ten występ był czymś nadzwyczajnym i na pewno długo pozostanie w naszej pamięci – mówi Zuza, wokalistka zespołu Sen Zu – Po raz pierwszy graliśmy przed tak dużą, wspaniałą publicznością. Choć niby wiedziałam czego się spodziewać, żywioł pod sceną mnie zaskoczył. Czym innym jest wyobrażenie, a czym innym jego urzeczywistnienie.
W tym sensie całe to przeżycie było czymś nieoczekiwanym. Głośne brawa, jakie otrzymaliśmy, np. po wykonaniu utworu „Co mamy”, podobnie jak reakcje publiczności na koniec występu, skandowanie naszej nazwy, radosne okrzyki – to nieporównywalne z niczym emocje i ogromne potwierdzenie dla nas.
Schodząc ze sceny, uwierzyłem, że marzenia się spełniają...
Gdy przyszła kolej na nas, pojawiła się nutka stresu i strachu, która bardzo szybko znikła, gdy zobaczyliśmy ludzi przez sobą – opowiada Piotrek, lider formacji Enej – Intro, `Komu`, `Radio Hello` i totalne zaskoczenie, bo przejechaliśmy 500 km i ludzie znają teksty, odbiór jest znakomity. Gdy padło hasło „Podnieście ręce” i zobaczyłem ten las rąk, to nogi mi się ugięły! A Gdy zagraliśmy cover „Wódka” Kultu i tych ludzi zrobiło się jeszcze więcej... Zagraliśmy jeden bis – „Kortowiadę” - nie byliśmy przekonani, czy aby na pewno grać ten numer, ale nie było innej opcji - publiczność sama wykrzyczała hymn olsztyńskich juwenaliów. Po bisie wszyscy zwijają już sprzęt i nagle szok – wchodzi Jurek i mówi, że to jeszcze nie koniec – dyrygent orkiestry woodstockowej pozwolił nam na jeszcze jeden bis za wsparcie Orkiestry 4 lipca na Placu Zamkowym – mega uczucie. Woodstokowicze ponownie zaśpiewali z nami `Radio Hello`. Schodząc ze sceny, uwierzyłem, że marzenia się spełniają i czasami trzeba im pomóc ciężką pracą, ale warto!
Bisy od publiki i od Jurka Owsiaka
Dłoń tak drżała, że ciężko było kabel wpiąć do gitary – wspomina Arek z zespołu Pampeluna – Po pierwszym numerze wszystko się zmieniło i jakoś szło do przodu coraz bardziej, wraz z kolejnymi tysiącami ludków pod sceną. Fajnie z góry wyglądał rock'n'rollowy tunel. Byliśmy niesamowicie zaskoczeni, że sam Jurek wywołał dla nas pierwszy bis. To coś niesamowitego, móc przebywać kolejną sekundę podczas takiej imprezy. Ale najbardziej ciary nam przeszły gdy sama publiczność wezwała nas na drugiego bisa!
Pomagajmy wszyscy Jurkowi Owsiakowi, tacy faceci nie rosną na drzewach
Klepię kolegów i posyłam im uśmiechy – opowiada Paweł Nowakowski, lider formacji Lessdress – Wypycham na scenę Arka żeby rozpoczął, po chwili wychodzi Krzysio, Marcin i moja kolej... A może odwrotnie? Kto by to wiedział. No i jestem przed mikrofonem, na środku sceny. Nie muszę już obracać w głowie tego występu i numerów, które zagramy, bo to się wreszcie dzieje rzeczywiście. Jestem spokojny, czuję, że gardło mnie nie zawodzi. Będzie pięknie. Widzę, jak ludzie się bawią i tylko to wydaje się być ważne. Jestem skupiony i w euforii zarazem. Tej muzyki nie można grać inaczej. Na chwilę z raju wytrąca mnie brak gitary basowej w refrenie. Marcin tak zaszalał, że mu nadajnik się odczepił i upadł. Bacznie obserwuję, co będzie dalej? Czy się urządzenie nie popsuło? Jednak nie, podpiął i gra dalej. Wracam do raju. Czas podczas grania koncertu zawsze płynie inaczej, a co dopiero taki koncert. Nim się zdążyłem nim nacieszyć, zaczynaliśmy ostatni numer. Pociągnąłem go tak bezczelnie długo, jak się tylko dawało. Do szczęścia potrzeba jeszcze tylko śpiewu widowni. Myślę zresztą, że zarówno nam jak i widowni. I to się dzieje. Tysiące gardeł śpiewa z nami „Down Like a Man”. Można by tak z godzinę jeszcze... Nie czuję zmęczenia. Niestety nadchodzi ostatni „rzęch” i akcent na koniec. Schodzimy. Jakże chciałoby się coś na bis zagrać... I jest bis! To dla muzyka zawsze dowód, że nie zmarnował dnia. Pomagajmy wszyscy Jurkowi Owsiakowi, tacy faceci nie rosną na drzewach. Dzięki niemu chyba wszyscy przez kilka dni byliśmy w raju.
Pełne wywiady z zespołami, które w wyniku Eliminacji zagrały na dużej scenie Przystanku Woodstock na stronie: www.fabrykazespolow.pl
Paweł Boroń, Fabryka Zespołów
(mar)