|
Aktualności - Najpiękniejszy festiwal?
09-09-2010 13:38
Książka „Przystanek Woodstock – historia najpiękniejszego festiwalu świata” bardzo dobrze rozjeżdża się po całej Polsce. Na dzień dzisiejszy sprzedaliśmy już kilkanaście tysięcy egzemplarzy i bardzo ciekawi jesteśmy Waszych opinii po lekturze. Tylko na Przystanku Woodstock w naszym sklepiku kupiliście blisko 2000 sztuk książki! Z przychodzących maili wiemy, że razem z Jankiem Skaradzińskim nie ustrzegliśmy się błędów. O niektórych rzeczach po prostu zapomniałem, zdarzało się, że myliłem lata i wykonawców w kolejnych edycjach festiwalu. Ale książka powstała między innymi też po to, aby ocalić od zapomnienia to, co w niej się na pewno znalazło. Kiedy opowiadałem o niej w czasie spotkania na Akademii Sztuk Przepięknych podkreślałem, że pierwszy festiwal niewiele różnił się od trzeciego, szósty był bardzo podobny do siódmego, a na dwunasty i trzynasty to kolejne przystankowe spotkania i realizacja naszych pomysłów. Ale pierwszy festiwal od piętnastego to różnica lat świetlnych! To piętnaście lat nie tylko przystankowego grania, ale także czas zmian, jakie następowały w naszym kraju. To przepaść między zapleczem i warunkami technicznymi czy konstrukcją festiwalu. Przykładem pozytywnych zmian jest chociażby realizacja telewizyjna w systemie HD tegorocznego Przystanku. Oczywiście nasze, czyli organizatorów odczucia bywają - i tak musi być – inne od odczuć tych, którzy na Przystanek Woodstock przyjeżdżają jako widzowie czy dziennikarze. Ja osobiście nie uciekam od dyskusji, polemik, a często także i walki o swoje racje. To normalne, bo z całą naszą fundacyjną załogą bardzo jesteśmy w ten projekt zaangażowani. Wczytujemy się więc w każdą Waszą opinię - kiedy wracacie do domu i piszecie o koncertach, o organizacji festiwalu, o propozycjach na artystów w kolejnych edycjach Przystanku w Kostrzynie. I niech chociażby tegoroczna zmiana obsługi gastronomicznej będzie dowodem na to, jak bardzo bierzemy sobie do serca Wasze uwagi. Pozwólcie jednak, że zapytam Was o jedno w związku z recenzją naszej książki przeczytaną w magazynie Activist. Autor Mateusz Adamski pisze miłe dla nas oceny w stylu „Nawet jeśli ktoś gardzi woodstockowymi spędami, ale chociaż trochę interesuje się rynkiem muzycznym od jego bardziej technicznej strony, to lektura pochłonie go bez reszty. Książkę czyta się po prostu świetnie.”, ale także ocenia festiwal tak jakim go widział i jakim go czuje po dzień dzisiejszy: „Niżej podpisany odwiedził Przystanek po raz pierwszy i ostatni w 2004 roku i wspomnienia średnio pokrywają się ze świetlaną wizją kreowaną przez Owsiaka. Bo czy Woodstock można traktować poważnie, widząc 300 tys. ludzi myjących się przy ledwie kilkunastu kranach z zimną wodą (prysznice pojawiły się tam dopiero jakieś trzy edycje temu)? Czy na Open'erze lub Offie zaczepiają was ludzie z kubkami na metalowych łańcuchach żebrzący o odlanie tyka piwa? Czy spotkaliście się kiedyś z imprezą, na której oficjalnie nie można pić niczego mocniejszego niż piwo, a tuż pod sceną ułożony jest wał z ciał ludzi, którzy przegrali walkę z „leśnym dzbanem"? Nie oszukujmy się, Przystanek Woodstock to wciąż festiwal Polski B[le], która uważa Strachy na Lachy za szczyt muzycznego wysublimowania. Róbta, co chceta!”. To, co wyżej napisałem jest tą moją i naszą walką o ocenę Przystanku Woodstock, na którym występowali i ciągle występują nie tylko najważniejsi polscy artyści, ale realizowane są ogromne muzyczne projekty w skali międzynarodowej. Od 2004 roku do dzisiaj, o czym już wspomniałem, wydarzyło się bardzo, bardzo dużo. Zaczynając siermiężnie 15 lat temu, doszliśmy do…
I tutaj chcielibyśmy się wsłuchać w Wasze opinie. Czy Przystanek Woodstock to „wciąż festiwal dla Polski B, która uważa Strachy na lachy za szczyt muzycznego wysublimowania”? Jeśli tak uważacie, to musimy podkasać rękawy i mocno pochylić się nad formułą Przystanku Woodstock. Bo może tylko mi się wydaje, że jest ciekawie, jest interesująco, jest mądrze i z widokami na przyszłość. (Jurek)
|